— Raczej innym dorosłym. Dorośli nie lubią, gdy dzieci zauważają, że coś jest nie tak. Niekoniecznie Nora, znaczy twoja mama, ale wolą, abyście się nie przejmowali dużymi problemami. A ludziki... Mam taką talię z kotami-jednorożcami, której nie używam, mogę ci ją dać, posłuży za inspirację — czyli tak zwane pożyczyć na wieczne nigdy. Nawet nie wiedział, skąd ją miał, pewnego dnia zjawiła się po prostu w jego zbiorze, usadowiła pomiędzy czarnymi kartami z motywem kościotrupów oraz talią przypominającą stylem obrazy impresjonistów.
Przez chwilę zastanawiał się, co mają wspólnego jakieś dwie dziewczynki, ale prędko uznał, że to chyba imiona jej lalek. Tak, to musiało o to chodzić. Nie wiedział, że lalki mogą mieć styl i gusta w doborze fatałaszków. Trochę też już nie pamiętał dzieciństwa swoich bratanic, było to zdecydowanie zbyt dawno temu, aby mógł się przyznawać, że nosił je jako noworodki na rękach i mieściły mu się na przedramieniu.
— Och! — zdziwił się jej uwadze i zaraz pojaśniał. — Też tak sądzę i dziękuję za komplement, Mabel. To zaszczyt.
Dał jej domalować jego palce, a później dmuchał na nie uważnie, prowadząc ją do skrzyni ze starymi fatałaszkami, które były do zużycia i pomógł dobierać materiały na nowe magiczne szaty dla dwóch towarzyszek zabaw dziewczynki, komentując z udawaną poważną miną dopasowanie do cery i koloru oczu oraz proponując fryzury dla wszystkich trzech dam, dwóch zabawkowych i jednej pradziwej.
W końcu jednak rozjaśniło się słońce, Malwa zawołała wszystkich na obiad, więc Morpheus został z pomalowanymi paznokciami i przemyśleniami, że w sumie dobrze, że nie ma dzieci, nie wyobrażał sobie obowiązków większych, niż bycie ekscentrycznym, bogatym wujkiem.