13.05.2024, 15:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 15:48 przez Isaac Bagshot.)
Isaac rozmawia z Eryczkiem i przekomarza się z Milly. Obaj panowie podchodzą do reszty gości. Bagshot zaczepia wszystkich obecnych. Albo słowem, albo spojrzeniem. A ja mam nadzieję, że niczego nie pokrecilam, bo pisałam tego posta siedząc na drabinie w pracy.
Isaac słuchał opisu “stereotypowego” historyka i miał nadzieję, że nigdy, przenigdy nie będzie tak wyglądał!
- Erik, obiecaj mi, że jeśli kiedyś zacznę tak wyglądać, to sam osobiscie zetniesz mi brodę i wyślesz do Świętego Munga, żeby zrobili porządek z moją głową. Tylko spakuj mi jakieś książki. - Poprosił, trąc w zamyśleniu podróbek. I tak miał szczęście, że wzrost oraz urodę odziedziczył po matce. Spojrzał uważnie na kolegę.
- Czy naprawdę życzysz mi, żebym za dwadzieścia lub trzydzieści lat, był pomarszczony i przygarbiony? O nie, nie. Alkohol i papierosy mnie zakonserwują. - Zarządził i przy okazji zacząć zastanawiać się, dlaczego nie miał jeszcze w ręku żadnego drinka.- Nie mógłbym uczyć w Hogwarcie. Dzieciaki nie rozumieją, jak ważna jest znajomość historii i po co tak właściwie ją spisujemy i się o niej uczymy. Chciałbym… pisać o tym, co dzieje się teraz. Wiesz, w stu procentach obiektywnie. - Mruknął nieco ciszej. Zmarszczył delikatnie brwi, jakby nad czymś się zastanawiał.
Bohaterowie są potrzebni. Bohaterowie podrywają lud do działania i dają nadzieję na lepszą przyszłość. Pokazują, że ciemność da się pokonać, że nie jest niezniszczalna oraz nienamacalna. Są wzorem do naśladowania, inspiracją oraz dumą. Każdy naród, każda społeczność i każdy człowiek, potrzebuje swojego bohatera. A bohaterem tak naprawdę może zostać każdy. Wszystko bowiem zależy od okoliczności… tak właśnie powiedziałby Isaac, gdyby tylko znał myśli swojego kolegi. Ale nie znał, więc nie powiedział. Widział jednak malujące się zatroskanie na twarzy Erika. I jemu, i Brennie musiało być naprawdę ciężko. Westchnął, słuchając historii o cyrku Bellów.
- Podszedłeś do nich naprawdę ludzko. Powinni to uszanować. Jeśli kiedyś Twoi koledzy zgarną mnie na dołek, to też mi pomożesz?- Uśmiechnął się kącikiem ust i wstał razem z Erikiem. Samopiszące pióro notowało zawzięcie, i kiedy obaj ruszyli w stronę reszty gości, notes powędrował za nimi
- Eryczku, my nie jesteś starzy. A wiesz dlaczego? Bo stary chłop, nigdy nie będzie tak stary, jak stara baba… - Powiedział mentorskim tonem, jakby właśnie wypowiedział na głos prawdę objawioną.
Obaj z Erikiem podeszli do reszty gości.
- Furiozo, gdybyś wzięła ze mną ślub, to w końcu byłabyś HOT. W końcu mam hot w nazwisku, zapomniałaś? I nie tylko w nazwisku, ale tego się nie dowiesz, póki nie przyjmiesz pierścionka. A żebym miał ci go dać, to najpierw musiałabyś się o mnie postarać. Nie jestem łatwy.- Skłamał, wzdychając. Był puszczalski i prosty, jak budowa cepa. Uśmiechnął się lekko przepraszająco do Alastora. Miał nadzieję, że tego typu żarty w stosunku do jego siostry, nie będą mu przeszkadzały.- Mam dla Ciebie jeszcze mały prezent Milly, ale to może później, jak już wszyscy będą po kilku drinkach. - Sięgnął po ciasteczko i stanął obok Caina.
- Papierosa?- Zaproponował, wyciągając w jego stronę paczkę papierosów.- O czym tak rozmyślasz? - Samopiszące pióro podlecialo do Patricka i posmyrało go po nosie.- Ziemniaczku, znowu najadłaś się granulatu dla Ziemniaczków? Panie Longbottom, wszystko w porządku? Potrzebuje pan czegoś?- Zainteresował się Morpheusem, ponieważ mężczyzna był tutaj najstarszy.- Thomas, to co dzisiaj pijemy?
Isaac słuchał opisu “stereotypowego” historyka i miał nadzieję, że nigdy, przenigdy nie będzie tak wyglądał!
- Erik, obiecaj mi, że jeśli kiedyś zacznę tak wyglądać, to sam osobiscie zetniesz mi brodę i wyślesz do Świętego Munga, żeby zrobili porządek z moją głową. Tylko spakuj mi jakieś książki. - Poprosił, trąc w zamyśleniu podróbek. I tak miał szczęście, że wzrost oraz urodę odziedziczył po matce. Spojrzał uważnie na kolegę.
- Czy naprawdę życzysz mi, żebym za dwadzieścia lub trzydzieści lat, był pomarszczony i przygarbiony? O nie, nie. Alkohol i papierosy mnie zakonserwują. - Zarządził i przy okazji zacząć zastanawiać się, dlaczego nie miał jeszcze w ręku żadnego drinka.- Nie mógłbym uczyć w Hogwarcie. Dzieciaki nie rozumieją, jak ważna jest znajomość historii i po co tak właściwie ją spisujemy i się o niej uczymy. Chciałbym… pisać o tym, co dzieje się teraz. Wiesz, w stu procentach obiektywnie. - Mruknął nieco ciszej. Zmarszczył delikatnie brwi, jakby nad czymś się zastanawiał.
Bohaterowie są potrzebni. Bohaterowie podrywają lud do działania i dają nadzieję na lepszą przyszłość. Pokazują, że ciemność da się pokonać, że nie jest niezniszczalna oraz nienamacalna. Są wzorem do naśladowania, inspiracją oraz dumą. Każdy naród, każda społeczność i każdy człowiek, potrzebuje swojego bohatera. A bohaterem tak naprawdę może zostać każdy. Wszystko bowiem zależy od okoliczności… tak właśnie powiedziałby Isaac, gdyby tylko znał myśli swojego kolegi. Ale nie znał, więc nie powiedział. Widział jednak malujące się zatroskanie na twarzy Erika. I jemu, i Brennie musiało być naprawdę ciężko. Westchnął, słuchając historii o cyrku Bellów.
- Podszedłeś do nich naprawdę ludzko. Powinni to uszanować. Jeśli kiedyś Twoi koledzy zgarną mnie na dołek, to też mi pomożesz?- Uśmiechnął się kącikiem ust i wstał razem z Erikiem. Samopiszące pióro notowało zawzięcie, i kiedy obaj ruszyli w stronę reszty gości, notes powędrował za nimi
- Eryczku, my nie jesteś starzy. A wiesz dlaczego? Bo stary chłop, nigdy nie będzie tak stary, jak stara baba… - Powiedział mentorskim tonem, jakby właśnie wypowiedział na głos prawdę objawioną.
Obaj z Erikiem podeszli do reszty gości.
- Furiozo, gdybyś wzięła ze mną ślub, to w końcu byłabyś HOT. W końcu mam hot w nazwisku, zapomniałaś? I nie tylko w nazwisku, ale tego się nie dowiesz, póki nie przyjmiesz pierścionka. A żebym miał ci go dać, to najpierw musiałabyś się o mnie postarać. Nie jestem łatwy.- Skłamał, wzdychając. Był puszczalski i prosty, jak budowa cepa. Uśmiechnął się lekko przepraszająco do Alastora. Miał nadzieję, że tego typu żarty w stosunku do jego siostry, nie będą mu przeszkadzały.- Mam dla Ciebie jeszcze mały prezent Milly, ale to może później, jak już wszyscy będą po kilku drinkach. - Sięgnął po ciasteczko i stanął obok Caina.
- Papierosa?- Zaproponował, wyciągając w jego stronę paczkę papierosów.- O czym tak rozmyślasz? - Samopiszące pióro podlecialo do Patricka i posmyrało go po nosie.- Ziemniaczku, znowu najadłaś się granulatu dla Ziemniaczków? Panie Longbottom, wszystko w porządku? Potrzebuje pan czegoś?- Zainteresował się Morpheusem, ponieważ mężczyzna był tutaj najstarszy.- Thomas, to co dzisiaj pijemy?