Kiedy padły słowa Rodolphusa, odnośnie tego, że muszą porozmawiać, Nicholas odwrócił wzrok od swojej lektury, w kierunku wejścia do pomieszczenia.
- Coś się stało?Zapytał poważniej, wkładając zakładkę i zamykając książkę. Nie wstawał z łóżka. Wzrok mając już utkwiony w Lestrange’u, który pojawił się, opierając o framugę.
Natrafił na jakąś przeszkodę? Miał jakieś zadanie, któremu nie podołał, albo coś poszło nie tak? Jakaś rozmowa? Ciekawe, że potrzebował w tym akurat jego uwagi, pomocy.
- Musi być poważna, skoro nie może poczekać do następnego dnia.Skomentował krótko i odłożył książkę na szafkę nocną po swojej stronie. Podejrzewając, że rozmowa zajmie im trochę czasu, jeżeli temat był poważny.
Podciągnął nogi do siebie, w siad skrzyżny, aby dać też przestrzeń do tego, żeby Rodolphus mógł usiąść, skoro się zbliżył. Gdy byli sami, nie obwiązywały jakieś przymusowe zasady wspólnego mieszkania. Jak wspomniano, dawno przekroczyli swoje granice. Mieszkanie razem, nie było dla nich żadną przeszkodą, problemem. Z dobrze w tym się dogadywali. Jeden drugiemu nie wchodził w drogę.
Sprawa zimnych. No tak. Jego kuzynka padła ofiarą Limbo. Czytał jej wywiad, badał ciała z Kniei w porozumieniu z Koronerami Departamentu Prawa. Miesiąc temu rozmawiał z bratem na ich temat.
- Beznadziejnie. Ale nie przestajemy. Tym bardziej ja nie odpuszczam. Dlaczego pytasz? Chodzi o Victorię?Odpowiedział, jednocześnie zadając pytanie o jego członka rodziny. Skoro pytał, to czy zaczęło się w jej przypadku dziać coś niepokojącego? Byłoby warte odnotowania. Bez powodu Rodolphus z tak dużym odstępie czasowym, nie pytałby o tę sprawę. Czy Rodolphus wiedział, że jego kuzyn także był w Limbo?