14.05.2024, 01:35 ✶
A jednak kontrola była czymś, do czego dążyło każde żywe stworzenie. Podobnie jak dzikie zwierzęcia walczyły o dominacje, próbując wywalczyć sobie jak najwyższą pozycję w stadzie, tak, w co poniektórych kręgach to właśnie to władza nad poszczególnymi elementami swojego życia stanowiła dowód na to, jak wysoko ktoś wybił się w swoim życiu. Jak wiele zabezpieczeń i wyjść awaryjnych posiadał człowiek, kto był na jego skinienie i poddawał się jego woli bez słowa sprzeciwu. Gdy wszystko szło według planu, poczucie kontroli potrafiło przynieść prawdziwą satysfakcję.
Potrafiło jednak również sprawić, że każde odstępstwo od normy momentalnie irytowało. Chęć sprowadzenia tej jednej zmiennej do poziomu całej reszty potrafiła rozpalić najróżniejsze żądze. Czy tak właśnie działał na Anthony'ego Erik, kiedy nawet na kafelkach salonu ich wspólnego apartamentu, gdy byli półnadzy, prowadził własną grę, doprowadzając czarodzieja na skraj? Co musiałby zrobić, aby wyzwolić ogień płonący tuż pod jego skóry i pokazał mu, na co naprawdę go stać? Czy jedna noc, choć tak namiętna, była w stanie sięgnąć tak głęboko do samego jestestwa Shafiqa?
Ale jesteśmy niechlujni, pomyślał tępo, gdy gdzieś obok doniczka spadła na podłogę, dodając do całego bałaganu, jaki wokół siebie zrobili, kolejne grudki ziemi. Brakowało jeszcze, tylko żeby wybili okno i coś spalili. Och i zalali łazienkę. Wszystkie cztery podstawowe żywioł grasujące w bogato wystrojonym wnętrzu studząc ich żądze, tylko po to, aby zaraz znowu je na powrót rozpalić. Wodził ustami po skórze Anthony'ego, dochodząc powoli do wniosku, że to, że tak długo trzymali ręce przy sobie, było istnym cudem. A może był to ten mityczny ''profesjonalizm'', jaki tak ceniono w murach brytyjskiego Ministerstwa Magii?
— Och, dobrze wiem, gdzie chcę trafić — sarknął buńczucznie, oblizując wymownie dolną wargę. — Po prostu... — przerwał niespodziewanie, gdy ni stąd, ni zowąd znalazł się znów tuż przy twarzy starszego czarodzieja. Gorący oddech Erika otulił jego twarz, nim ich usta ponownie zderzyły się w pieszczocie. Oderwał się od niego na moment, łapiąc gwałtownie oddech. — Po prostu idę okrężną drogą.
Poczuł dreszcze przebiegające po jego kręgosłupie, gdy dłoń Anthony'ego zręcznie zjeżdżała coraz niżej i niżej. Instynktownie chciał unieść głowę, wygiąć się, jednak ciężka dłoń spoczywającego na jego głowie mocno mu to utrudniała. Przysunął usta do ucha Anthony'ego, szarpiąc delikatnie jego płatek.
— Powinni... Musimy... Musimy iść do mnie — zarządził z nutą desperacji w głosie. — Jestem przeko... Wiem, że mam lepszy materac. Zdecydowanie. Zdecydowanie lepszy materac.
Chaos tego zbliżenia sprawiał, że miał wrażenie, że wspólnie mogli podpalić świat i spędzić noc patrząc, jak ten wali się w posadach. Mogli oddać się desperacji własnej bliskości tu i teraz. W przedpokoju. Na balkonie. W łazience, w wannie, która spokojnie pomieściłaby jeszcze dwójkę dodatkowych partnerów. Na krawędzi świadomości Erika zaczęła jednak krążyć jedna myśl: nie chciał w pewnym momencie odpłynąć, gdy będzie po wszystkim. Nie chciał obudzić się w tym chaosie, pośród powywracanych mebli. Chciał obudzić się zakopany w pierzynach z Anthonym tuż obok.
Potrafiło jednak również sprawić, że każde odstępstwo od normy momentalnie irytowało. Chęć sprowadzenia tej jednej zmiennej do poziomu całej reszty potrafiła rozpalić najróżniejsze żądze. Czy tak właśnie działał na Anthony'ego Erik, kiedy nawet na kafelkach salonu ich wspólnego apartamentu, gdy byli półnadzy, prowadził własną grę, doprowadzając czarodzieja na skraj? Co musiałby zrobić, aby wyzwolić ogień płonący tuż pod jego skóry i pokazał mu, na co naprawdę go stać? Czy jedna noc, choć tak namiętna, była w stanie sięgnąć tak głęboko do samego jestestwa Shafiqa?
Ale jesteśmy niechlujni, pomyślał tępo, gdy gdzieś obok doniczka spadła na podłogę, dodając do całego bałaganu, jaki wokół siebie zrobili, kolejne grudki ziemi. Brakowało jeszcze, tylko żeby wybili okno i coś spalili. Och i zalali łazienkę. Wszystkie cztery podstawowe żywioł grasujące w bogato wystrojonym wnętrzu studząc ich żądze, tylko po to, aby zaraz znowu je na powrót rozpalić. Wodził ustami po skórze Anthony'ego, dochodząc powoli do wniosku, że to, że tak długo trzymali ręce przy sobie, było istnym cudem. A może był to ten mityczny ''profesjonalizm'', jaki tak ceniono w murach brytyjskiego Ministerstwa Magii?
— Och, dobrze wiem, gdzie chcę trafić — sarknął buńczucznie, oblizując wymownie dolną wargę. — Po prostu... — przerwał niespodziewanie, gdy ni stąd, ni zowąd znalazł się znów tuż przy twarzy starszego czarodzieja. Gorący oddech Erika otulił jego twarz, nim ich usta ponownie zderzyły się w pieszczocie. Oderwał się od niego na moment, łapiąc gwałtownie oddech. — Po prostu idę okrężną drogą.
Poczuł dreszcze przebiegające po jego kręgosłupie, gdy dłoń Anthony'ego zręcznie zjeżdżała coraz niżej i niżej. Instynktownie chciał unieść głowę, wygiąć się, jednak ciężka dłoń spoczywającego na jego głowie mocno mu to utrudniała. Przysunął usta do ucha Anthony'ego, szarpiąc delikatnie jego płatek.
— Powinni... Musimy... Musimy iść do mnie — zarządził z nutą desperacji w głosie. — Jestem przeko... Wiem, że mam lepszy materac. Zdecydowanie. Zdecydowanie lepszy materac.
Chaos tego zbliżenia sprawiał, że miał wrażenie, że wspólnie mogli podpalić świat i spędzić noc patrząc, jak ten wali się w posadach. Mogli oddać się desperacji własnej bliskości tu i teraz. W przedpokoju. Na balkonie. W łazience, w wannie, która spokojnie pomieściłaby jeszcze dwójkę dodatkowych partnerów. Na krawędzi świadomości Erika zaczęła jednak krążyć jedna myśl: nie chciał w pewnym momencie odpłynąć, gdy będzie po wszystkim. Nie chciał obudzić się w tym chaosie, pośród powywracanych mebli. Chciał obudzić się zakopany w pierzynach z Anthonym tuż obok.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞