14.05.2024, 10:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 11:18 przez Basilius Prewett.)
Spojrzał na Florence nieco zaskoczony, ale i nieco rozbawiony faktem, że jego kuzynce najwyraźniej się zebrało w tej chwili na filozoficzne rozmyślania na temat natury ludzkiej i najwyraźniej też wolnej woli. Pokręcił więc jedynie głową, przyspieszył kroku i nie wspomniał już, że w takim razie Bulstrode sama wybiera męczenie ich kolegów i koleżanek z pracy, uznając w myślach, że jednak kochał tę rodzinę.
Burze w środku szpitala rzeczywiście nie były szczególnie pożądanym zjawiskiem atmosferycznym. Ogólnie to szpital nie byl miejscem na jakiekolwiek zjawiska atmosferyczne, a zwłaszcza burze. Niestety najwyraźniej klątwą żywiołów miała na ten temat inne zdanie. Spojrzał zaniepokojony na uciekającego obok nich uzdrowiciela. Pioruny. Największym problemem obecnie były pioruny. Wodę, która zalewała hektolitrami wysłużoną posadzkę dało się jeszcze szybko posprzątać. Pioruny natomiast mogły kogoś trafić, a on po pierwsze nie chciał by trafiły pacjentów, uzdrowicieli, lub Florence w trosce o ich bezpieczeństwo, a po drugie sam nie chciał nimi dostać w obawie, że rekonwalescencja po uderzeniu błyskawica zepsułaby jego urlop. A on naprawdę potrzebował urlopu. Magimedyk prowadzący jego chorobę, powtarzał mu to już od dwóch miesięcy i Basilius obawiał się, że jeśli w końcu nie zgodzi się na odpoczynek, to ten naskarży na niego Florence.
Basilius szybko chwycił różdżkę i wzorem drugiej uzdrowicielki, sam rzucił czar, próbując rozwiać złowrogie chmury. Nie było to jednak takie łatwe, jak zakładał. Co prawda dzięki Florence deszcz ustąpił, a jego zaklęcie sprawiło, że burzowe chmury zmniejszyły się i nieco rozjaśniły, ale burza wciąż uparcie trwała nad panem Clarkiem, a jemu chyba udało mu się jedynie opóźnić uderzenie pioruna, na które się zapowiadało. Zupełnie tak jakby teraz zamiast pełnoprawnej burzy, mieli przed sobą coś co za jakiś czas miało się w nią rozwinąć.
Spojrzał na Florence upewniając się, czy myślała to samo co on.
– Klątwą jest naprawdę silna – wyszeptał, tak by tylko ona go słyszała. – A jeśli on się zaraz nie uspokoi to pewnie za chwilę wszystko powróci. Może podejdę do niego i spróbuję z nim porozmawiać? Odwrócić jego uwagę. A ty rzuć dalsze czary. – Tak by nic mnie nie trafiło proszę.
Rzucam na rozproszenie, zaraz zedytuję
Burze w środku szpitala rzeczywiście nie były szczególnie pożądanym zjawiskiem atmosferycznym. Ogólnie to szpital nie byl miejscem na jakiekolwiek zjawiska atmosferyczne, a zwłaszcza burze. Niestety najwyraźniej klątwą żywiołów miała na ten temat inne zdanie. Spojrzał zaniepokojony na uciekającego obok nich uzdrowiciela. Pioruny. Największym problemem obecnie były pioruny. Wodę, która zalewała hektolitrami wysłużoną posadzkę dało się jeszcze szybko posprzątać. Pioruny natomiast mogły kogoś trafić, a on po pierwsze nie chciał by trafiły pacjentów, uzdrowicieli, lub Florence w trosce o ich bezpieczeństwo, a po drugie sam nie chciał nimi dostać w obawie, że rekonwalescencja po uderzeniu błyskawica zepsułaby jego urlop. A on naprawdę potrzebował urlopu. Magimedyk prowadzący jego chorobę, powtarzał mu to już od dwóch miesięcy i Basilius obawiał się, że jeśli w końcu nie zgodzi się na odpoczynek, to ten naskarży na niego Florence.
Basilius szybko chwycił różdżkę i wzorem drugiej uzdrowicielki, sam rzucił czar, próbując rozwiać złowrogie chmury. Nie było to jednak takie łatwe, jak zakładał. Co prawda dzięki Florence deszcz ustąpił, a jego zaklęcie sprawiło, że burzowe chmury zmniejszyły się i nieco rozjaśniły, ale burza wciąż uparcie trwała nad panem Clarkiem, a jemu chyba udało mu się jedynie opóźnić uderzenie pioruna, na które się zapowiadało. Zupełnie tak jakby teraz zamiast pełnoprawnej burzy, mieli przed sobą coś co za jakiś czas miało się w nią rozwinąć.
Spojrzał na Florence upewniając się, czy myślała to samo co on.
– Klątwą jest naprawdę silna – wyszeptał, tak by tylko ona go słyszała. – A jeśli on się zaraz nie uspokoi to pewnie za chwilę wszystko powróci. Może podejdę do niego i spróbuję z nim porozmawiać? Odwrócić jego uwagę. A ty rzuć dalsze czary. – Tak by nic mnie nie trafiło proszę.
Rzucam na rozproszenie, zaraz zedytuję
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!