Wood wpatrywała się w chłopaka, widziała, że jest w tym wszystkim dosyć mocno zagubiony. - Oczywiście, że nie musisz się martwić o pieniądze. Ja zapłacę za Twoje zakupy, naprawdę nie martw się tym.- Nie miała problemu z tym, aby wyłożyć trochę pieniędzy, które dostawała od rodziców na tego nieznajomego. Czuła, że chce mu pomóc, szczególnie, że była pierwszą osobą, na którą wpadł po tym, jak wrócił do tego świata.
Obserwowała, jak obierał pomarańczę, intensywny zapach skórki owocu zaczął rozchodzić się po pokoju. - Wystarczy Ci to, czy może miałbyś ochotę na coś jeszcze?- Taka pomarańcza nie wydawała się być konkretnym posiłkiem, on wyglądał jej raczej na takiego, który potrzebował czegoś więcej, miała nadzieję, że ją nakieruje i powie co lubi, musiał zjeść, żeby nabrać sił.
- Wiadomo, że padają podejrzenia. W końcu nie od dzisiaj niektóre z rodzin opowiadały o tym, jaki mają stosunek do czystej krwi. Wielu z nich uważa się za lepszych od takich, jak chociażby moja rodzina, może trochę się też boją, że tacy jak my zaczynają sobie wyśmienicie radzić na rynku, w końcu jesteśmy dla nich konkurencją. Kiedyś mieli monopol na wszystkie działalności, dzisiaj, wielu próbuje swoich sił w różnych dziedzinach. Oczywiście masz rację, rody, które wymieniłeś są w kręgu podejrzanych, dopóki jednak nie złapiemy ich za rękę na gorącym uczynku, możemy tylko gdybać, sama nie wiem dlaczego wszyscy czekają, skoro mogliby ich wyłapać. Nie do końca rozumiem takie postępowanie.- Heather myślała nad tym od jakiegoś czasu i nie rozumiała czym kierują się ludzie, którzy mieli zapobiegać tym atakom, przecież dość oczywiste było, kto popiera Voldemorta.
- Wydaje mi się, że chcą go przejąć, nie zdziwiłabym się również, gdyby chcieli pozabijać wszystkich mugoli. Nie mają problemu z tym, aby zabijać czarodziejów półkrwi, także tacy mugole muszą być dla nich zupełnie nic nie warci.- Powiedziała to, co pierwsze przyszło jej na myśl.