14.05.2024, 14:35 ✶
Dźgnięto mnie.
Basilius zerknął na sterczący w boku Brenny sztylet.
–Tak. Zauważyłem – powiedział, gdzieś na pograniczu nienazwanej emocji pod tytułem To może jednak jest klątwą dziwnych dat. Do jasnej cholery, czemu musiałaś się dać dźgnąć?, a zmartwienia, bo wolał Brennę przeklęta i żywą, niż martwą. Poza tym klątwa, czy też nie, czarownica właśnie uratowała go z tej randki. – Nie martw się. Po prostu skup się na tym, by nie zemdleć, dobrze? Ja się zajmę resztą.
Możliwe, że gdyby nie był skoncentrowany na umierającej Brennie, to zauważyłby, że Francesca próbuje ukrywać ogarniające ją wkurzenie. Teraz jednak był zbyt zaaferowany ważniejszymi sprawami, więc na jej sugestię, że mu pomoże, uśmiechnął się w podziękowaniu i skinął głową. Może jednak z czarownicy nie był, aż tak beznadziejny przypadek, jak mu się wydawało, a te czerwone flagi nie były, aż tak czerwone. Hah... Ktoś chyba powinien odświeżyć z nim randkowe BHP.
– Nie, nie możesz Brenno – rzucił jeszcze, udając że nie pamięta, jak to on wykłócał się z nią, że nic mu nie jest i na trzy pomógł jej wraz z Francescą wstać, a następnie szybko zaprowadzić do swojego mieszkania, które na całe szczęście było na parterze, i położyć Brenne na stole w kuchni, który jeszcze chwilę temu był przykryty ładnym obrusem, ściągniętym teraz przez Basila i jako tako złożonym na krześle obok.
Można by było pomyśleć, że Prewett wysprzątał całe mieszanie dlatego, że spodziewał się zaprosić do niego Francescę, ale prawda była taka, że w każdy inny dzień stan pomieszczenie byłby taki sam. Bałagan doprowadzał go do szału.
– Francesco – zaczął, cała swoją uwagę skupiając na rozcinaniu zaklęciem dolnej części bluzki Brenny, tak by mieć lepszy widok na ranę. Może lepiej, że rękojeści nie dało się normalnie wyjąć. Przynajmniej działała jak korek. – Przepraszam, ale jak widzisz mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Dziękuję za kolację, ale – Ale idź już sobie proszę i miej dzieci z kimś innym. – Ale nie ma sensu, bym jeszcze zajmował twój czas. Zwłaszcza że...– Urwał, by za pomocą zaklęć sprawdzić, jak bardzo przeklęty był ten sztylet. Oh... Bardzo. – Zwłaszcza, że będąc z tobą całkowicie szerym szukam zupełnie innych rzeczy w związku niż ty. Powodzenia w szukaniu kogoś odpowiedniego. – Dopiero teraz zerknął na czarownicę.
Basilius zerknął na sterczący w boku Brenny sztylet.
–Tak. Zauważyłem – powiedział, gdzieś na pograniczu nienazwanej emocji pod tytułem To może jednak jest klątwą dziwnych dat. Do jasnej cholery, czemu musiałaś się dać dźgnąć?, a zmartwienia, bo wolał Brennę przeklęta i żywą, niż martwą. Poza tym klątwa, czy też nie, czarownica właśnie uratowała go z tej randki. – Nie martw się. Po prostu skup się na tym, by nie zemdleć, dobrze? Ja się zajmę resztą.
Możliwe, że gdyby nie był skoncentrowany na umierającej Brennie, to zauważyłby, że Francesca próbuje ukrywać ogarniające ją wkurzenie. Teraz jednak był zbyt zaaferowany ważniejszymi sprawami, więc na jej sugestię, że mu pomoże, uśmiechnął się w podziękowaniu i skinął głową. Może jednak z czarownicy nie był, aż tak beznadziejny przypadek, jak mu się wydawało, a te czerwone flagi nie były, aż tak czerwone. Hah... Ktoś chyba powinien odświeżyć z nim randkowe BHP.
– Nie, nie możesz Brenno – rzucił jeszcze, udając że nie pamięta, jak to on wykłócał się z nią, że nic mu nie jest i na trzy pomógł jej wraz z Francescą wstać, a następnie szybko zaprowadzić do swojego mieszkania, które na całe szczęście było na parterze, i położyć Brenne na stole w kuchni, który jeszcze chwilę temu był przykryty ładnym obrusem, ściągniętym teraz przez Basila i jako tako złożonym na krześle obok.
Można by było pomyśleć, że Prewett wysprzątał całe mieszanie dlatego, że spodziewał się zaprosić do niego Francescę, ale prawda była taka, że w każdy inny dzień stan pomieszczenie byłby taki sam. Bałagan doprowadzał go do szału.
– Francesco – zaczął, cała swoją uwagę skupiając na rozcinaniu zaklęciem dolnej części bluzki Brenny, tak by mieć lepszy widok na ranę. Może lepiej, że rękojeści nie dało się normalnie wyjąć. Przynajmniej działała jak korek. – Przepraszam, ale jak widzisz mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Dziękuję za kolację, ale – Ale idź już sobie proszę i miej dzieci z kimś innym. – Ale nie ma sensu, bym jeszcze zajmował twój czas. Zwłaszcza że...– Urwał, by za pomocą zaklęć sprawdzić, jak bardzo przeklęty był ten sztylet. Oh... Bardzo. – Zwłaszcza, że będąc z tobą całkowicie szerym szukam zupełnie innych rzeczy w związku niż ty. Powodzenia w szukaniu kogoś odpowiedniego. – Dopiero teraz zerknął na czarownicę.