23.12.2022, 00:11 ✶
Nie do końca jeszcze zauważał jego zdenerwowanie, będąc zbyt pochłoniętym opanowywaniem swoich nerwów. Gdzie podziała się jego pewność siebie? Nie miał jej w nadmiarze ale zazwyczaj dostatecznie dużo aby przeprowadzić rozmowę z kimś… na kim zaczęło mu zależeć. Utrzymywał poziom rozmowy między lekkimi żartami i uprzejmością ale czuł, że krąży wokół Fergusa i nie sięga do epicentrum tego spotkania. Póki co przyglądał się mu, jego oczom, włosom, policzkom, ustom. Te ostatnie wywoływały wiercenie w brzuchu i tęsknotę. Czuł się jak czternastolatek przeżywający zauroczenie a przecież był dorosłym mężczyzną i nie powinno to wywoływać w jego głowie takiego spustoszenia. To znaczy, że jest słaby i miękki skoro przesiąkał niepewnością?
Dopiero po paru chwilach zrozumiał, że Fergus posłał mu komplement.
- Nie potrzebuję?- szturchnął go lekko z narastającym uśmiechem. W jego oku pojawił się błysk co udowadniało przyjemność jaką sprawił mu tym komplementem. To było tak naturalnie miłe, że był w szoku. Nie pamiętał kiedy ostatnio został skomplementowany a więc takie słowa zachowywał w pamięci w specjalnej szufladce. To przerażenie na twarzy Fergusa zdradzało, że nie planował mu tego mówić. W końcu zaczynał zauważać jego zdenerwowanie spotkaniem, zwłaszcza kiedy poczęstował go papierosem i ewidentnie miał ochotę wypalić całą resztę.
- Nie, nie to ale hej.- nie zrozumieli się ale nie było to teraz istotne bo Fergus wyglądał jakby miał wyjść z siebie i stanąć obok. Chwycił dyskretnie jego przegub i zniżył głos do szeptu.
- Bądź tak miły i nie wyglądaj jakbyś chciał wyzionąć ducha. Nie zjem cię, co najwyżej podtopię. - posłał mu krzepiący uśmiech a za moment w jego oczach znów pojawił się ten charakterystyczny błysk. - Ostatnio podobało ci się podtapianie.- dodał, coraz śmielej nawiązując do tego co między nimi zaszło. Nie widział po nim wyraźnej reakcji, to wzbudzało niepokój. Znienacka go puścił i schował rękę do kieszeni szaty (on wyglądał jak czarodziej z prawdziwego zdarzenia w przeciwieństwie do Fergusa ubranego po mugolsku; trochę raziło go to w oczy ale za bardzo go lubił aby odnosić się do takich detali skoro wiedział jak wygląda bez tej śmiesznej koszulki), zdając sobie sprawę, że mógł być nachalny. Pokręcił głową w odmowie na papierosa. Nie chciał teraz krztusić się i łzawić przez zdrowe płuca nieprzyzwyczajone do trucizny.
- Pytasz jak idzie mi płodzenie potomków?- zaśmiał się sucho. - Póki co nie oni leżą w kręgu moich zainteresowań. Dobrze mi być starym kawalerem. - co oczywiście przeszkadzało ojcu, ale na tyle szanował uczucia swych dzieci aby ich nie zmuszać do ożenku. Ot, byle ten potomek w końcu się pojawił! Nie, on nie chciał się tym zajmować choć to miała być jego rola.
Upił łyk kawy, delektując się chwilę gorzkim smakiem. Patrzył na wąski chodnik, którym szli.
- Chcę żebyś poszedł ze mną do sklepu. Na miejscu poznasz szczegóły ale będę cię prosił abyś był miły dla ekspedientki. To starsza kobieta, niegdyś przyjaciółka mojej mamy. Jest trochę przygłucha więc nie ma co zadawać jej pytań. - wyjawił kawalątek tajemnicy i wskazał dłonią sklep z "Szatami Na Wszystkie Okazje" Madame Malkin. Weszli do środka, wpuścił Fergusa przodem. Wymienił (głośno) wszelkie uprzejmości z bardzo niską starowinką, która na powitanie wycałowała go w oba policzki, zachwycając się jak to ładnie wyrósł z tego chudziutkiego berbecia jakim kiedyś był. Fergus mógł usłyszeć rozmowę na temat zebrania miar ale…
- Pani zbierze z ciebie miary. Na ich podstawie uszyje ci skórzaną kurtkę, którą ostatnio miałeś na sobie, a którą ci utopiłem. Później napisz w formularzu jakie ma mieć szczegóły. To niecodzienny krój, chyba mugolski? Mówiła, że sobie z tym poradzi. - popatrzył na niego bardzo wymownie i… groźnie. Na zewnątrz spadła ściana deszczu więc Fergus nie miał już gdzie uciekać. Castiel wyglądał tak jakby miał go osobiście przytargać z powrotem do sklepu jeśli wpadłby na durny pomysł ewakuowania się i wpędzania uroczej starowinki w głęboki smutek. Lepiej niech nie próbuje…
Dopiero po paru chwilach zrozumiał, że Fergus posłał mu komplement.
- Nie potrzebuję?- szturchnął go lekko z narastającym uśmiechem. W jego oku pojawił się błysk co udowadniało przyjemność jaką sprawił mu tym komplementem. To było tak naturalnie miłe, że był w szoku. Nie pamiętał kiedy ostatnio został skomplementowany a więc takie słowa zachowywał w pamięci w specjalnej szufladce. To przerażenie na twarzy Fergusa zdradzało, że nie planował mu tego mówić. W końcu zaczynał zauważać jego zdenerwowanie spotkaniem, zwłaszcza kiedy poczęstował go papierosem i ewidentnie miał ochotę wypalić całą resztę.
- Nie, nie to ale hej.- nie zrozumieli się ale nie było to teraz istotne bo Fergus wyglądał jakby miał wyjść z siebie i stanąć obok. Chwycił dyskretnie jego przegub i zniżył głos do szeptu.
- Bądź tak miły i nie wyglądaj jakbyś chciał wyzionąć ducha. Nie zjem cię, co najwyżej podtopię. - posłał mu krzepiący uśmiech a za moment w jego oczach znów pojawił się ten charakterystyczny błysk. - Ostatnio podobało ci się podtapianie.- dodał, coraz śmielej nawiązując do tego co między nimi zaszło. Nie widział po nim wyraźnej reakcji, to wzbudzało niepokój. Znienacka go puścił i schował rękę do kieszeni szaty (on wyglądał jak czarodziej z prawdziwego zdarzenia w przeciwieństwie do Fergusa ubranego po mugolsku; trochę raziło go to w oczy ale za bardzo go lubił aby odnosić się do takich detali skoro wiedział jak wygląda bez tej śmiesznej koszulki), zdając sobie sprawę, że mógł być nachalny. Pokręcił głową w odmowie na papierosa. Nie chciał teraz krztusić się i łzawić przez zdrowe płuca nieprzyzwyczajone do trucizny.
- Pytasz jak idzie mi płodzenie potomków?- zaśmiał się sucho. - Póki co nie oni leżą w kręgu moich zainteresowań. Dobrze mi być starym kawalerem. - co oczywiście przeszkadzało ojcu, ale na tyle szanował uczucia swych dzieci aby ich nie zmuszać do ożenku. Ot, byle ten potomek w końcu się pojawił! Nie, on nie chciał się tym zajmować choć to miała być jego rola.
Upił łyk kawy, delektując się chwilę gorzkim smakiem. Patrzył na wąski chodnik, którym szli.
- Chcę żebyś poszedł ze mną do sklepu. Na miejscu poznasz szczegóły ale będę cię prosił abyś był miły dla ekspedientki. To starsza kobieta, niegdyś przyjaciółka mojej mamy. Jest trochę przygłucha więc nie ma co zadawać jej pytań. - wyjawił kawalątek tajemnicy i wskazał dłonią sklep z "Szatami Na Wszystkie Okazje" Madame Malkin. Weszli do środka, wpuścił Fergusa przodem. Wymienił (głośno) wszelkie uprzejmości z bardzo niską starowinką, która na powitanie wycałowała go w oba policzki, zachwycając się jak to ładnie wyrósł z tego chudziutkiego berbecia jakim kiedyś był. Fergus mógł usłyszeć rozmowę na temat zebrania miar ale…
- Pani zbierze z ciebie miary. Na ich podstawie uszyje ci skórzaną kurtkę, którą ostatnio miałeś na sobie, a którą ci utopiłem. Później napisz w formularzu jakie ma mieć szczegóły. To niecodzienny krój, chyba mugolski? Mówiła, że sobie z tym poradzi. - popatrzył na niego bardzo wymownie i… groźnie. Na zewnątrz spadła ściana deszczu więc Fergus nie miał już gdzie uciekać. Castiel wyglądał tak jakby miał go osobiście przytargać z powrotem do sklepu jeśli wpadłby na durny pomysł ewakuowania się i wpędzania uroczej starowinki w głęboki smutek. Lepiej niech nie próbuje…