Dziewczyna wyglądała na głęboko poruszoną swoim upadkiem. Wydawała się zawstydzona, ale też jakby zła? Może jednak powinnam była udawać, że niczego nie widziałam? Czy wtedy czułaby się z tym lepiej? Nie wiedziałam, co z tym zrobić.
— Uhm, dobrze...
Skoro chciała zostać sama, to nie miałam co naciskać. Obrażenia nie były na tyle poważne, żeby nie poradziła sobie bez dodatkowej pomocy. Nogi raczej nie złamała, mogła chodzić. Nie będę mieć wyrzutów sumienia, że ją tak zostawię. Jeśli już, to bardziej związane z samym faktem rozpoczęcia interakcji...
Chciałam się wycofać, ale mój pierwszy ruch stopą został zablokowany. Spojrzałam pod siebie. Przesunęłam ją nie tylko w błotnistą kałużę, ale też zahaczyłam o torebkę. Najpewniej należącą do rudowłosej. Oj, niedobrze.
— Ojej, czy to twoja? Najmocniej przepraszam...
Czy ona wpadła tam jak spadała? Czy ją kopnęłam do wody? Nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć. Szybko schyliłam się i podniosłam obiekt, oglądając z każdej strony. Trzymałam torebkę delikatnie, za pasek. Kto wie, co było w środku. Niestety była trochę zabłocona. Na szczęście znałam zaklęcie czyszczące. Niezbędnik pracownika fizycznego.
— Chłoszczyść! — Machnęłam różdżką, by wessała zabrudzenia w nicość.
Akcja nieudana