• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[27.06.1972] Golden crown of sorrow

[27.06.1972] Golden crown of sorrow
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
14.05.2024, 19:16  ✶  

To nie tak, że nie lubił centrum magicznego Londynu. Preferował jednak otwarte przestrzenie Doliny Godryka, gdy wychodził z nieco klaustrofobicznych korytarzy Departamentu Tajemnic. Nawet jeśli jego własny pokój w Warowni miał mniej przestrzeni, niż całe mieszkanie w kamienicy, do którego przyszli, to nadal zdawało mu się okropnie ciasno i mało przestronnie. Zapewne to wszystko przez współdzieloną klatkę schodową, która nieodmiennie kojarzyła mu się z biurem, które wynajmował na Horyzontalnej podczas swoich badań, przy których asystowała mu McKinnon. Ogromne okna, balkon, wynagradzały skromną przestrzeń zmienionej na gabinet kawalerki. Rozwiązał umowę kilka miesięcy przed wyjazdem, zauważając, że częściej korzysta z czystej przestrzeni apartamentów Anthony'ego, którymi nie musiał się zajmować; plusem była gościnna sypialnia, w której wisiały zapasowe ubrania Morpheusa, gdyby się schlał i nie miał możliwości powrotu do domu. Od kilku dni jednak na nowo rozważał jakiś lokal, w którym mógłby przyjmować petentów, umawiać się na tego typu spotkania, w spokoju i ciszy, bez swojej ukochanej rodziny w tle. Poprzednie biuro już zostało wynajęte, więc nie mógł do niego wrócić, a poza tym... Myślał o nowej przestrzeni, niedaleko posiadłości Antoniusza w Little Hangleton. Mały nawiedzony dworek to to, czego mu potrzeba.

To zabawne, jak bardzo Morpheus wyglądał jak zwykle, a jednocześnie jego żałoba mocno kuła w oczy. Brakowało tych kolorowych printów, ekstrawaganckich krojów. Prostota nie pasowała do jego aparycji, ale odkąd wrócił do Anglii, tak właśnie przedstawiał się magicznej socjecie. Czarny mankiet pomagał mu pamiętać, gdy tylko na niego spojrzał, nawet jeżeli szukał zapomnienia, czy to w ramionach Ambrosii czy Neila. Wyglądał na bardziej wyspanego, niż poprzednim razem, cienie pod oczami zniknęły prawie całkowicie, wróciło trochę blasku w spojrzeniu, a w jego ruchach znów była energia, wypierająca melancholijną flegmatyczność.

Longbottom rozglądał się po korytarzu, w sposób kontrolowany, aby nie wyjść na zbyt wścibskiego. Obdarzał meble i ściany pobieżną ciekawością, skupiając się bardziej na tytułach książek, poustawianych w losowych miejscach, niczym dodatkowe zabezpieczenia przez złoczyńcami. Przez chwilę patrzył na krzywiznę ramion Ambrosii, miejsce gdzie kończyły się jasne jak łany zboża włosy, a zaczynała skóra. Wyciągało to na wierzch dobre wspomnienie sprzed kilku dni.

— Nie ma to znaczenia w dobrym towarzystwie — stwierdził, przechodząc przez próg salonu. Gdy ona poszła po kieliszki, przyglądał się fajce na środku pomieszczenia, zajrzał do miejsca, gdzie rozgrzewał się węgielek, ale znalazł jedynie resztki popiołu, zostawione przez kogoś, kto sprzątał raczej niechlujnie. Postawił wino na stoliku. Tym razem nie było to wino greckie, a francuskie Château de Dragon, z winnicy swojego przyjaciela, Shafiq'a. Młode wino, w sam raz na spotkanie. Odkorkował je magią, a gdy Ambrosia pojawiła się z kieliszkami, nalał najpierw jej, a później sobie, ale nie sięgnął po kieliszek. Wyjął z poły szaty swoją talię, jedną z wielu i zaczął tasować, siadając na jednej stronie kanapy i opierając łokcie o kolana w swobodnej pozie.

— Głównie praca, mam dużo społecznych zaległości oraz wdrożenie się w trwające projekty. Nie było mnie zdecydowanie za długo. Nic, co się nie rozwiąże za tydzień czy dwa. Myślę nad zakupem domu, ale to raczej odległa perspektywa. Które z nas zadaje pierwsze pytanie? — odwzajemnił jej uśmiech podobnym, szerszym niż oststnio, bardziej radosnym. Powoli nadchodziło uzdrowienie i możliwe, że złotowłosa piękność miała też w tym swoje cztery knuty.

Nie zamierzał wracać do ich poprzedniego spotkania, a dokładniej jego zakończenia, nawet jeżeli było to bardzo przyjemne doświadczenie. Uważał, że nie było powodu, aby w jakikolwiek sposób się do tego odnosić, bo traktował to podobnie jak ona; jednorazową przygodę. Nie oczekiwał niczego nigdy więcej. Wielu mówiło, że nie ma powrotu do poprzedniej formy relacji, gdy raz już się z kimś przespało. W niektórych przypadkach była to prawda, w innych, jak w ten, niekoniecznie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (1518), Morpheus Longbottom (1545)




Wiadomości w tym wątku
[27.06.1972] Golden crown of sorrow - przez Ambrosia McKinnon - 23.04.2024, 01:18
RE: [27.06.1972] Golden crown of sorrow - przez Morpheus Longbottom - 14.05.2024, 19:16
RE: [27.06.1972] Golden crown of sorrow - przez Ambrosia McKinnon - 28.10.2024, 01:48
RE: [27.06.1972] Golden crown of sorrow - przez Morpheus Longbottom - 04.11.2024, 22:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa