23.12.2022, 00:19 ✶
Nie chciała takich przeprosin – takich nieszczerych i wymuszonych, a nie widziała wtedy w Saurielu skruchy, więc… dziękuję za kwiaty, bardzo ładne, ale wybacz, nie mam dzisiaj czasu. Ani dzisiaj, ani nigdy – tak to ogólnie wyglądało. I tak się kręciło.
Aż do dzisiaj.
- Dzień dobry, panie Rookwood – przywitała się i lekko skinęła głową. Wstała, ale nie ruszyła się zza biurka. - Sauriel – kiwnęła też do niego głową. - Poczta..? – zamyśliła się i zamarła, po czym przetrząsnęła rękoma papiery na biurku, przekładając je z kupki na kupkę. Był tego pokaźny stosik. - Przepraszam… Może doszło, ale mamy tu takie urwanie głowy, że mogło się gdzieś zagubić. Mam nadzieję, że to nie problem… - Victoria wyglądała na lekko zagubioną, ale na pewno na zmęczoną. Tak przynajmniej mówiły jej podkrążone oczy, nie ukryte za żadnym makijażem, ani czarem, który miałby to zamaskować. A zwykle starała się to jakoś ukryć, bo sińce pod oczami były stałym elementem jej wyglądu – to ta cholerna bezsenność, na jaką cierpiała. A te papiery, które poprzekładała, chyba dość machinalnie ułożyła w równiutkie kupki… - Proszę, usiądźcie – zreflektowała się za chwilę i złapała swoją różdżkę, która leżała na biurku, by wycelować drzwi i je zamknąć. Bo coś czuła, że będzie to konieczne, skoro są tutaj oboje. Ojciec i syn. Tak do siebie podobni i tak różni, bo Eryk wydawał się być bardzo… grzecznym człowiekiem. A Sauriel… wiadomo.
I całe szczęście, że te drzwi zamknęła, bo kiedy sama usiadła i zapatrzyła się na Eryka, to aż westchnęła wewnętrznie. Więc jednak coś kombinowali. Więc jednak matka wzięła sobie do serca jej narzekanie i chyba do końca nie kupiła jej wymówek o braku czasu.
- Już zostałam przeproszona, ale to bardzo miłe – nie wierzyła w szczerość tamtych przeprosin i tym bardziej nie wierzyła w to. Bo kiedy mieszali się rodzice to było jasne, że to nie chęć, a przymus. - Polepszenie relacji? To znaczy? – Victoria zapatrzyła się na głowę rodu Rookwoodów, a na moment przeniosła spojrzenie na Sauriela. Bo czuła, że wpatruje się w nią intensywnie. I jej się ten wzrok bardzo nie podobał. Niósł ze sobą… coś złego. Coś zimnego. Może w innych warunkach by się nawet przestraszyła…
Aż do dzisiaj.
- Dzień dobry, panie Rookwood – przywitała się i lekko skinęła głową. Wstała, ale nie ruszyła się zza biurka. - Sauriel – kiwnęła też do niego głową. - Poczta..? – zamyśliła się i zamarła, po czym przetrząsnęła rękoma papiery na biurku, przekładając je z kupki na kupkę. Był tego pokaźny stosik. - Przepraszam… Może doszło, ale mamy tu takie urwanie głowy, że mogło się gdzieś zagubić. Mam nadzieję, że to nie problem… - Victoria wyglądała na lekko zagubioną, ale na pewno na zmęczoną. Tak przynajmniej mówiły jej podkrążone oczy, nie ukryte za żadnym makijażem, ani czarem, który miałby to zamaskować. A zwykle starała się to jakoś ukryć, bo sińce pod oczami były stałym elementem jej wyglądu – to ta cholerna bezsenność, na jaką cierpiała. A te papiery, które poprzekładała, chyba dość machinalnie ułożyła w równiutkie kupki… - Proszę, usiądźcie – zreflektowała się za chwilę i złapała swoją różdżkę, która leżała na biurku, by wycelować drzwi i je zamknąć. Bo coś czuła, że będzie to konieczne, skoro są tutaj oboje. Ojciec i syn. Tak do siebie podobni i tak różni, bo Eryk wydawał się być bardzo… grzecznym człowiekiem. A Sauriel… wiadomo.
I całe szczęście, że te drzwi zamknęła, bo kiedy sama usiadła i zapatrzyła się na Eryka, to aż westchnęła wewnętrznie. Więc jednak coś kombinowali. Więc jednak matka wzięła sobie do serca jej narzekanie i chyba do końca nie kupiła jej wymówek o braku czasu.
- Już zostałam przeproszona, ale to bardzo miłe – nie wierzyła w szczerość tamtych przeprosin i tym bardziej nie wierzyła w to. Bo kiedy mieszali się rodzice to było jasne, że to nie chęć, a przymus. - Polepszenie relacji? To znaczy? – Victoria zapatrzyła się na głowę rodu Rookwoodów, a na moment przeniosła spojrzenie na Sauriela. Bo czuła, że wpatruje się w nią intensywnie. I jej się ten wzrok bardzo nie podobał. Niósł ze sobą… coś złego. Coś zimnego. Może w innych warunkach by się nawet przestraszyła…