Heath lubiła eksperymentować w wielu dziedzinach życia. Jakoś tak wyszło, że postanowiła dać się składać Cameronowi, nie lubiła też zawracać głowy takimi pierdołami dorosłym, którzy mieli pełno swoich problemów. No i w skrzydle szpitalnym zawsze była kolejka, to się ktoś struł jakimiś landrynkami, to ktoś zamiast rzucić zaklęcie, jak powinien rzucał na siebie i inne takie. U Lupina nie było kolejek, z jego usług korzystała jedynie ona i Charles, można by powiedzieć, że to taki pakiet dla uprzywilejowanych, przynajmniej ona w ten sposób to traktowała.
- Skoro nie musisz tu być, to po co tu jesteś, hmm?- Heather oparła sobie dłonie o biodra i wpatrywała się w ducha. - Czy wynika to z tego, że nigdzie indziej nie jesteś mile widziana?- Próbowała to zrozumieć, jednak przychodziło jej to bardzo opornie, jak widać na załączonym obrazku. Może duch jakimś cudem rozjaśni jej tę ciemność.
- Czy ja wiem, czy dla dekoracji? Bardziej chyba po to, żeby straszyć.- Zaśmiała się do siebie ze swojego żartu. Heather nie była delikatna, nie miała problemu z tym, że naśmiewała się z biednego ducha. Zadzierała nosa od zawsze i lubiła pokazywać, że to ona ma władzę, nawet w kontaktach międzyludzkich. Nie było to do końca zdrowe, ale taka zadufana w sobie już była, czuła się lepsza od większości społeczeństwa.
- Po prostu masz sentyment do tej łazienki, co? Nic lepszego Cię w życiu nie spotkało Marto.- Jej spojrzenie ciągle było skierowane w ducha, który powoli zaczął panikować, widać było, że dziewczyny wprowadziły ją w zły stan. - Skoro nie musisz tu być, a jesteś, może powiedz przed kim się tu chowasz co?- Była ciekawa, co skłania ją do tego, aby ukrywać się w damskiej toalecie.
- Boję się! BOJĘ SIĘ, ŻE ZNOWU SPOTKAM TO COŚ, TE OCZY, TE STRASZNE OCZY...- Łzy nie przestawały płynąć po twarzy Marty, widać było, że była mocno zdenerwowana.