14.05.2024, 22:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 22:13 przez Anthony Shafiq.)
– Richard...– twarz rozpromienił uśmiech teraz, otwarty i szczery, choć w szkole nigdy nie mieli szansy poznać się bliżej, przez wzgląd na dzielące ich domy. W gronie swoich przyjaciół Anthony był nazywany honorowym ślizgonem, ale bardzo prawdopodobne, że był tym przyjacielem właśnie dlatego, że nie mieszkał w podziemnych, przylegających do jeziora komnatach, w przeciwieństwie do swojego starszego brata, ojca i kilku członków rodziny. Tych ambitniejszych. Ku rozpaczy wszystkich on najwyraźniej wdał się w matkę z Parkinsonów. A może po prostu dobrze się maskował. Niemniej, ślizgoni trzymali się w swojej ciasnej klice, ciężko było się do nich przebić, więc jako prefekt naczelny miał kontakt głównie z innymi prefektami. Ale pamiętał. Pamiętał Richarda i jego brata. I teraz ta pamięć być może uratowała mu skórę.
– Nie, jeszcze nie, nie było okazji przyjechałem tutaj prosto z muzeum. – Nie przyjmował żadnej maski, był otwarcie entuzjastyczny, choć w oczywisty sposób dla jego ekspresji, nie był to entuzjazm gwałtowny i krzykliwy. Przypominał jednak iskrzącą się w letnim słońcu fontannę, jego oczy lśniły, znak, że rozmowa przebiegła z sukcesem. Oczywiście, nie widział powodu by kryć to przed Mulciberem. Może też wolał, aby ten uważał go za nieco naiwnego i prostodusznego. Było to wygodniejsze.
– Ale, czy tutaj można coś jeść? – zdziwił się, bo zdawało mu się, że to miejsce tylko do picia. Ale może ogólny... prostolinijny i swojski charakter tego przybytku sprawiał, że starał się nie wwąchiwać w to czym wypełnione było powietrze. Pod tym względem zdecydowanie wolałby z aurorem spędzić czas nad fiordem. – Muszę Ci powiedzieć, że świetnie wyglądasz. Zmężniałeś. Szczerze, myślałem, że nigdy więcej nie będzie okazji się zobaczyć po Twoim wyjeździe.
– Nie, jeszcze nie, nie było okazji przyjechałem tutaj prosto z muzeum. – Nie przyjmował żadnej maski, był otwarcie entuzjastyczny, choć w oczywisty sposób dla jego ekspresji, nie był to entuzjazm gwałtowny i krzykliwy. Przypominał jednak iskrzącą się w letnim słońcu fontannę, jego oczy lśniły, znak, że rozmowa przebiegła z sukcesem. Oczywiście, nie widział powodu by kryć to przed Mulciberem. Może też wolał, aby ten uważał go za nieco naiwnego i prostodusznego. Było to wygodniejsze.
– Ale, czy tutaj można coś jeść? – zdziwił się, bo zdawało mu się, że to miejsce tylko do picia. Ale może ogólny... prostolinijny i swojski charakter tego przybytku sprawiał, że starał się nie wwąchiwać w to czym wypełnione było powietrze. Pod tym względem zdecydowanie wolałby z aurorem spędzić czas nad fiordem. – Muszę Ci powiedzieć, że świetnie wyglądasz. Zmężniałeś. Szczerze, myślałem, że nigdy więcej nie będzie okazji się zobaczyć po Twoim wyjeździe.