14.05.2024, 23:15 ✶
Czy można było to nazwać miłością? On sam by nigdy nie użył tego sformułowania. Fascynacja, pożądanie, chęć bycia blisko i chęć opiekowania się drugą osobą... Ale czy to była właśnie definicja miłości? Nie był pewien, ale w jego opinii raczej nie. Bo przecież miłość, z tego co rozumiał, to było coś, co go kiedyś łączyło z kimś innym. Miłość tak intensywna i gwałtowna, że spaliła ich oboje, z czego jego własne uczucia: doszczętnie. Zostały po nich zgliszcza i popioły. I chociaż istniała szansa, że coś pod toną szarej, z pozoru lekkiej warstwy, zaczynało kiełkować, to absolutnie nie przyjmował tego do wiadomości. Gdyby w porę zauważył te nowe pędy, zdeptałby je, roztarł butem lub wyrwał razem z korzeniami, żeby już nigdy nie poczuć tego rozczarowania. Z drugiej jednak strony nie dało się zaprzeczyć, że coś go do Nicholasa ciągnęło. Czy to dlatego, że był jedyną osobą, o której wtedy pomyślał, gdy wyszedł z mieszkania i na chwilę zapomniał, kim był i co robił? A może dlatego, że Travers przyjął go tak po prostu, bez pytań i dociekania co się stało? Zaopiekował się nim i dał mu azyl? Czy może dlatego, że byli tak do siebie podobni i po prostu czuł się w jego obecności komfortowo? To były pytania, na które nie tylko nie znał odpowiedzi, ale i na które odpowiedzi znać nie chciał. Co nie przeszkadzało mu w tym, by zbliżyć się do Nicholasa, tym razem w sensie fizycznym, bo oparł jedną rękę na blacie szafki, tuż obok jego biodra.
Nie mógł nic poradzić na to, że ta niedomyślność Nicholasa była rozczulająca. I chociaż prędzej połknąłby własny język, niż powiedział to na głos, to tak właśnie było. W przeciwieństwie do niego, on sam rozumiał wiele emocji, tylko po prostu niekoniecznie je uznawał w swoim życiu. Rozumiał je, ale nie oznaczało to, że wierzył, że jest zdolny je odczuwać. To, co opisał, można było odebrać na wiele sposobów - zarówno w tej warstwie fizycznej, jak i emocjonalnej. I obojętnie jak Nick to rozumiał, to przecież on sam nie kłamał w tym, co mówił. Rodolphus przysunął się bliżej, przechylił głowę tak, by jego usta znalazły się przy uchu mężczyzny.
- Ta konkretna nazywa się Nicholas Travers - powiedział cicho, wsuwając palce wyżej, przesuwając je na przedramię, na którym znajdował się mroczny znak. To musiała być albo jakaś obsesja, że zbliżał się do tych, którzy poglądami byli mu bliscy, albo jakaś resztka zdrowego rozsądku, bo przecież czy dało się żyć z kimś, kto nie rozumiał tego, jak bardzo chcieli zmienić świat na lepsze? Bo nie sztuką było żyć obok kogoś, to zapewne robiła większość. Prawdziwym wyzwaniem było dzielić z kimś większą część pragnień i nie dopuścić do tego, by pochłonęły obie osoby.
Nie mógł nic poradzić na to, że ta niedomyślność Nicholasa była rozczulająca. I chociaż prędzej połknąłby własny język, niż powiedział to na głos, to tak właśnie było. W przeciwieństwie do niego, on sam rozumiał wiele emocji, tylko po prostu niekoniecznie je uznawał w swoim życiu. Rozumiał je, ale nie oznaczało to, że wierzył, że jest zdolny je odczuwać. To, co opisał, można było odebrać na wiele sposobów - zarówno w tej warstwie fizycznej, jak i emocjonalnej. I obojętnie jak Nick to rozumiał, to przecież on sam nie kłamał w tym, co mówił. Rodolphus przysunął się bliżej, przechylił głowę tak, by jego usta znalazły się przy uchu mężczyzny.
- Ta konkretna nazywa się Nicholas Travers - powiedział cicho, wsuwając palce wyżej, przesuwając je na przedramię, na którym znajdował się mroczny znak. To musiała być albo jakaś obsesja, że zbliżał się do tych, którzy poglądami byli mu bliscy, albo jakaś resztka zdrowego rozsądku, bo przecież czy dało się żyć z kimś, kto nie rozumiał tego, jak bardzo chcieli zmienić świat na lepsze? Bo nie sztuką było żyć obok kogoś, to zapewne robiła większość. Prawdziwym wyzwaniem było dzielić z kimś większą część pragnień i nie dopuścić do tego, by pochłonęły obie osoby.