16.05.2024, 08:28 ✶
Dolohov leżał w swoim łóżku. Bardzo chciałby, żebym mogła napisać - Dolohov spał w swoim łóżku, ale byłoby to paskudnym kłamstwem. Nie spał od godziny 3:33. Wiedział to dokładnie, bo po obudzeniu się spojrzał na wiszący na ścianie zegarek, a później próbował zasnąć, niestety bezskutecznie. Ta 3:33 strasznie go męczyła - kolejny nic nieznaczący przypadek, czy znak przekazany mu przez... Sam już nie wiedział co. Czasami miał wrażenie, że doszukiwał się tych znaków, w czymkolwiek co widział, z czystego przyzwyczajenia do bycia uważnym. Inni ludzie pewnie też budzili się czasami o 3:33, a później leżeli w niemal bezruchu do rana, z rozpaczą obserwując, jak pomieszczenie staje się coraz jaśniejsze, zwiastując kolejny z rzędu dzień pracy zniszczony przez głębokie zmęczenie.
...prawda?
Nie, nawet przez moment nie potrafił wmówić sobie, że to prawda. Wszechświat się na niego kurwa uwziął. To było niemożliwe, żeby mieć aż tak złą passę mimo tak usilnych starań do uczynienia swojego życia jakkolwiek znośnym.
Usłyszał trzask zamykanych drzwi. Ktoś jeszcze miał zły dzień? Na tyle zły, aby jego frustracja poniosła się po ścianach budynku wprost do sypialni jego szefa? Westchnął, z trudem podnosząc się z łóżka, żeby sięgnąć po satynowy szlafrok i założyć go na siebie. Już i tak przyszedł na to czas. Normalnie poszedłby teraz odświeżyć się i ubrać, ale usłyszał kroki na klatce schodowej i trochę zwątpił. Podobnie jak w przypadku „ataku na Annaleigh”, w ogóle nie przejął się hałasem, bo nie dopuszczał do siebie sytuacji, w której by czegoś nie przewidział. Zobaczywszy Peregrina - zwątpił.
- Tak? - Rzucił do niego z jadalni, w której siedział właściwie tylko po to, żeby napić się wody i popatrzeć na nagłówki porannego wydania Proroka. Mimowolnie zmierzył go spojrzeniem, próbując doszukać się już w jego aparycji wstępnych odpowiedzi na pytanie, po co go tu niosło, bo sytuacja była dosyć nietypowa. Chciał skinąć głową na krzesło naprzeciwko siebie, ale w gruncie rzeczy może odwrotnie i skoro to pilne - powinien wstać?
...prawda?
Nie, nawet przez moment nie potrafił wmówić sobie, że to prawda. Wszechświat się na niego kurwa uwziął. To było niemożliwe, żeby mieć aż tak złą passę mimo tak usilnych starań do uczynienia swojego życia jakkolwiek znośnym.
Usłyszał trzask zamykanych drzwi. Ktoś jeszcze miał zły dzień? Na tyle zły, aby jego frustracja poniosła się po ścianach budynku wprost do sypialni jego szefa? Westchnął, z trudem podnosząc się z łóżka, żeby sięgnąć po satynowy szlafrok i założyć go na siebie. Już i tak przyszedł na to czas. Normalnie poszedłby teraz odświeżyć się i ubrać, ale usłyszał kroki na klatce schodowej i trochę zwątpił. Podobnie jak w przypadku „ataku na Annaleigh”, w ogóle nie przejął się hałasem, bo nie dopuszczał do siebie sytuacji, w której by czegoś nie przewidział. Zobaczywszy Peregrina - zwątpił.
- Tak? - Rzucił do niego z jadalni, w której siedział właściwie tylko po to, żeby napić się wody i popatrzeć na nagłówki porannego wydania Proroka. Mimowolnie zmierzył go spojrzeniem, próbując doszukać się już w jego aparycji wstępnych odpowiedzi na pytanie, po co go tu niosło, bo sytuacja była dosyć nietypowa. Chciał skinąć głową na krzesło naprzeciwko siebie, ale w gruncie rzeczy może odwrotnie i skoro to pilne - powinien wstać?
with all due respect, which is none