23.12.2022, 01:49 ✶
W normalnych warunkach na jej biurku panował ład i porządek, ale obecnie Victoria poskładała wszystko jak mogła, nie wiedziała kto tu do niej zajdzie, a podawać wszystko na tacy, bo ktoś sobie zerknie w dokumenty też nie chciała. Więc zrobia się z tego uprzątnięta kupka, ale na pewno nie poukładana tak, jak należy i tak, jakby sobie tego panna Lestrange życzyła. Bardzo ją mierził ten nieporządek, ale póki co dzielnie zaciskała zęby. I umysł – który był teraz wyzbyty myśli. Nie wiedziała kto tutaj przyjdzie i wolała nie ryzykować, że ktoś może przypadkiem natknie się na jej myśli. Oklumencja akurat bardzo się w tej pracy przydawała. A że okazało się, że to panowie Rookwood… Cóż. Nie wiedziała jakimi umiejętnościami dysponują.
- Ach tak… - to mogłoby być pytanie, może nawet powinno, ale nie zdołała tego odpowiednio zaakcentować. Problemami emocjonalnymi? Teraz już widziała, po kim Sauriel to ma, tę bezczelność. Po ojcu. Ale to nie ona była niewychowana, tylko jego syn. Fochów zaś by nie było, gdyby potrafił syna normalnie wychować, a nie… o . Fiu bździu. I zero klasy.
Wspaniale za to się wysługiwał jej własną matką. Normalnie może by to doceniła – ale nie teraz i nie dzisiaj. Teraz i dzisiaj po prostu wpatrywała się w Rookwooda niemalże beznamiętnie, jakby nie robił na niej żadnego wrażenia. Ani jeden wybieg, ani drugi, ani…
- Proszę nie owijać w bawełnę – powiedziała w końcu. Zamienił z nią jeszcze mniej słów, niż jego syn, sam tutaj z nim przylazł i jeszcze czekał, aż będzie go ciągnąć za język. To on miał tutaj w tym interes najwyraźniej, bo gdyby nie, to by się tu nie fatygował, mając tak mało czasu, że nawet nie usiądzie, bo się spieszy. A czy Lestrange uważała, że talentami należy się chwalić? Nie. Mówiła, że swoich talentów nie należy się wstydzić. - To bardzo zależy od tego jaka to pomoc. I wiele zależy też od tego jak bardzo jest pan zapoznany z tematem – przewidywała, że może być tak, że blefował i po prostu chciał się czegoś dowiedzieć od niej.
Nie rozumiała natomiast dlaczego Sauriel tak nienawistnie na nią patrzy, bo w końcu rozszyfrowała to spojrzenie. Co mu zrobiła niby, co? Traktowała go jak śmiecia, obrażała go? Nie. Było dokładnie na odwrót.
- Ach tak… - to mogłoby być pytanie, może nawet powinno, ale nie zdołała tego odpowiednio zaakcentować. Problemami emocjonalnymi? Teraz już widziała, po kim Sauriel to ma, tę bezczelność. Po ojcu. Ale to nie ona była niewychowana, tylko jego syn. Fochów zaś by nie było, gdyby potrafił syna normalnie wychować, a nie… o . Fiu bździu. I zero klasy.
Wspaniale za to się wysługiwał jej własną matką. Normalnie może by to doceniła – ale nie teraz i nie dzisiaj. Teraz i dzisiaj po prostu wpatrywała się w Rookwooda niemalże beznamiętnie, jakby nie robił na niej żadnego wrażenia. Ani jeden wybieg, ani drugi, ani…
- Proszę nie owijać w bawełnę – powiedziała w końcu. Zamienił z nią jeszcze mniej słów, niż jego syn, sam tutaj z nim przylazł i jeszcze czekał, aż będzie go ciągnąć za język. To on miał tutaj w tym interes najwyraźniej, bo gdyby nie, to by się tu nie fatygował, mając tak mało czasu, że nawet nie usiądzie, bo się spieszy. A czy Lestrange uważała, że talentami należy się chwalić? Nie. Mówiła, że swoich talentów nie należy się wstydzić. - To bardzo zależy od tego jaka to pomoc. I wiele zależy też od tego jak bardzo jest pan zapoznany z tematem – przewidywała, że może być tak, że blefował i po prostu chciał się czegoś dowiedzieć od niej.
Nie rozumiała natomiast dlaczego Sauriel tak nienawistnie na nią patrzy, bo w końcu rozszyfrowała to spojrzenie. Co mu zrobiła niby, co? Traktowała go jak śmiecia, obrażała go? Nie. Było dokładnie na odwrót.