15.05.2024, 10:23 ✶
– Pokątna jest lepsza od niemagicznego Londynu, ale zbyt zatłoczona. Jeśli już, wolę Horyzontalną.
Chociaż i po tej ulicy rzadko godził w godzinach szczytu. Wybierał zwykle te godziny, gdy ludzie już wyszli do pracy, ale jeszcze jej nie opuszczali lub późną porą, kiedy ruch zaczynał maleć. Nie lubił nadmiaru bodźców.
– Obawiam się, że nigdy nie zrozumiem mugoli. Ale moim zdaniem szukali… sposobów na poradzenie sobie ze strachami, by nie czuć się tak bezradnymi.
Kiedyś, dawno, dawno temu, ich światy nie były tak mocno rozdzielone. Z czasem jednak odchodzili coraz bardziej i bardziej, w miarę jak rozwijał się mugolski postęp technologiczny, i jak coraz dalej krzewiło się chrześcijaństwo czy religie islamskie. Mugole magię postrzegali jako coś złego lub nieistniejącego – zaś czarodzieje wiedzieli, że są nieliczni, ale zbyt potężni, aby zostawiono ich w spokoju.
Może Cathal miałby na ten temat jakieś głębsze przemyślenia, gdyby poświęcał temu zagadnieniu więcej czasu. Starał się jednak je ignorować, choćby po to, by nie prowokować głosów w swojej głowie. Shafiq nie lubił mugoli, ale nie darzył ich też nienawiścią, za to Salazar bardzo chciał pchnąć potomka w „odpowiednią stronę”. I na tyle, na ile to było możliwe, Cathal próbował po prostu skupiać się na swoich sprawach, żyć nimi, dopóki nie sięgnie po niego szaleństwo lub złowieszcze podszepty nie zmuszą do spaczenia duszy.
Teraz Salazar milczał.
Może nawet jego zdumiewała ciemność i czerń, które nagle owinęły się wokół Cathala Shafiqa, potomka Gauntów?
– Bywasz za dobrą osobą, Ginny – powiedział, przypatrując się jej zamyślony. Brzmiała szczerze. Może naprawdę była szczera. Może chciała, aby Vespera i Perseus byli ze sobą szczęśliwi i by połączyło ich autentyczne uczucie. Chociaż ich nie znała, jego tak, a jego zdecydowała się zdradzić.
Gdyby tak nie myślał, pewnie usiadłby razem z nią na brzegu tego jeziora i patrzyliby razem na wstające słońce. Może porównywałby ten wschód do innych, jakie widział – w Egipcie, w Peru, w Irlandii, w Anglii, w Szkocji i w Walii. Może opowiedziałby jej o tym, jak wyglądał świt na hogwarckich błoniach i spytał, jak było w przypadku afrykańskiej szkoły.
Nie zrobił jednak żadnej z tych rzeczy.
Odwrócił się i odszedł, z pochmurnym wyrazem twarzy, czernią w sercu i głową pełną podejrzeń.
Chociaż i po tej ulicy rzadko godził w godzinach szczytu. Wybierał zwykle te godziny, gdy ludzie już wyszli do pracy, ale jeszcze jej nie opuszczali lub późną porą, kiedy ruch zaczynał maleć. Nie lubił nadmiaru bodźców.
– Obawiam się, że nigdy nie zrozumiem mugoli. Ale moim zdaniem szukali… sposobów na poradzenie sobie ze strachami, by nie czuć się tak bezradnymi.
Kiedyś, dawno, dawno temu, ich światy nie były tak mocno rozdzielone. Z czasem jednak odchodzili coraz bardziej i bardziej, w miarę jak rozwijał się mugolski postęp technologiczny, i jak coraz dalej krzewiło się chrześcijaństwo czy religie islamskie. Mugole magię postrzegali jako coś złego lub nieistniejącego – zaś czarodzieje wiedzieli, że są nieliczni, ale zbyt potężni, aby zostawiono ich w spokoju.
Może Cathal miałby na ten temat jakieś głębsze przemyślenia, gdyby poświęcał temu zagadnieniu więcej czasu. Starał się jednak je ignorować, choćby po to, by nie prowokować głosów w swojej głowie. Shafiq nie lubił mugoli, ale nie darzył ich też nienawiścią, za to Salazar bardzo chciał pchnąć potomka w „odpowiednią stronę”. I na tyle, na ile to było możliwe, Cathal próbował po prostu skupiać się na swoich sprawach, żyć nimi, dopóki nie sięgnie po niego szaleństwo lub złowieszcze podszepty nie zmuszą do spaczenia duszy.
Teraz Salazar milczał.
Może nawet jego zdumiewała ciemność i czerń, które nagle owinęły się wokół Cathala Shafiqa, potomka Gauntów?
– Bywasz za dobrą osobą, Ginny – powiedział, przypatrując się jej zamyślony. Brzmiała szczerze. Może naprawdę była szczera. Może chciała, aby Vespera i Perseus byli ze sobą szczęśliwi i by połączyło ich autentyczne uczucie. Chociaż ich nie znała, jego tak, a jego zdecydowała się zdradzić.
Gdyby tak nie myślał, pewnie usiadłby razem z nią na brzegu tego jeziora i patrzyliby razem na wstające słońce. Może porównywałby ten wschód do innych, jakie widział – w Egipcie, w Peru, w Irlandii, w Anglii, w Szkocji i w Walii. Może opowiedziałby jej o tym, jak wyglądał świt na hogwarckich błoniach i spytał, jak było w przypadku afrykańskiej szkoły.
Nie zrobił jednak żadnej z tych rzeczy.
Odwrócił się i odszedł, z pochmurnym wyrazem twarzy, czernią w sercu i głową pełną podejrzeń.
Koniec sesji