15.05.2024, 11:39 ✶
Kąciki jego ust wygięły się w lekkim uśmiechu. Czy chciał się z tego wyleczyć... Nie, nie widział takiej potrzeby. Tak, jak było, było dobrze. To, że być może odrobinę hiperbolizował w tej chwili, wcale nie znaczyło, że to była przypadłość, która uniemożliwiała mu na tym etapie normalne funkcjonowanie. Był w stanie zrobić krok w tył, zdystansować się, wziąć pewne rzeczy na przeczekanie. Dlatego też nie uważał, żeby tliły się gdzieś w nim uczucia tak destrukcyjne, jak miłość. Bo miłość nie pozwalała na to, by zrobić krok w tył i czekać.
- Nie - odpowiedział w końcu, przymykając oczy. Czy to była jeszcze gra? Kolejna partia, którą rozgrywali między sobą, czy też Lestrange po prostu założył, że nie wchodzi na planszę, nie bierze do ręki kart, bo z góry byłby skazany na przegraną? W teorii nie zawdzięczał wiele Nicholasowi, ale w praktyce wychodziło zupełnie inaczej. Nie zwykł pogrywać z osobami, od których przez chwilę był zależny, a być może starał się tutaj dostrzec pewną bezinteresowność? Być może to był błąd, ale póki w grę nie wchodziły poważniejsze decyzje czy nieprzemyślane ruchy, to myślenie w ten sposób było po prostu wygodne. W pewien sposób otulało całe ciało jak miękki, niedrapiący koc.
Zaciągnął się jego zapachem. Podobał mu się, szczególnie zaraz po wyjściu spod prysznica. Nie był to co prawda zapach amortencji, ale to był kolejny plus. Bo lubił to, co czuł, a jednocześnie to nie odbierało mu w całości rozumu. W innym przypadku zapewne znowu wyrzuciłby mózg przez okno i po prostu opanowałaby jego ciało jakieś pierwotne odruchy, a po tym wszystkim mało co by pamiętał. Teraz jednak, w tej sytuacji, mógł się tym po prostu rozkoszować. Nachylił się lekko, co Nicholas mu ułatwił, samemu obracając głowę w jego kierunku, i musnął jego usta. Delikatnie, z niemalże czułością. Bez cienia gwałtowności, którą reprezentował wcześniej, w podobnych sytuacjach. Ten pocałunek był ostrożny i lekki tak bardzo, że - o ironio - można go było porównać do muśnięcia skrzydeł motyla.
- Nie - odpowiedział w końcu, przymykając oczy. Czy to była jeszcze gra? Kolejna partia, którą rozgrywali między sobą, czy też Lestrange po prostu założył, że nie wchodzi na planszę, nie bierze do ręki kart, bo z góry byłby skazany na przegraną? W teorii nie zawdzięczał wiele Nicholasowi, ale w praktyce wychodziło zupełnie inaczej. Nie zwykł pogrywać z osobami, od których przez chwilę był zależny, a być może starał się tutaj dostrzec pewną bezinteresowność? Być może to był błąd, ale póki w grę nie wchodziły poważniejsze decyzje czy nieprzemyślane ruchy, to myślenie w ten sposób było po prostu wygodne. W pewien sposób otulało całe ciało jak miękki, niedrapiący koc.
Zaciągnął się jego zapachem. Podobał mu się, szczególnie zaraz po wyjściu spod prysznica. Nie był to co prawda zapach amortencji, ale to był kolejny plus. Bo lubił to, co czuł, a jednocześnie to nie odbierało mu w całości rozumu. W innym przypadku zapewne znowu wyrzuciłby mózg przez okno i po prostu opanowałaby jego ciało jakieś pierwotne odruchy, a po tym wszystkim mało co by pamiętał. Teraz jednak, w tej sytuacji, mógł się tym po prostu rozkoszować. Nachylił się lekko, co Nicholas mu ułatwił, samemu obracając głowę w jego kierunku, i musnął jego usta. Delikatnie, z niemalże czułością. Bez cienia gwałtowności, którą reprezentował wcześniej, w podobnych sytuacjach. Ten pocałunek był ostrożny i lekki tak bardzo, że - o ironio - można go było porównać do muśnięcia skrzydeł motyla.