15.05.2024, 16:44 ✶
Duchy i Thomas to skomplikowana sprawa. No, może on tak to określał, w rzeczywistości świadomość że dusza zmarłego krążyła trzy metry od niego wprawiała go w dyskomfort wystarczający, by dostawał mdłości. Efekt wychowania w mugolskiej, chrześcijańskiej rodzinie i straszenia go duchami przez rodzeństwo, zanim w ogóle poszedł do Hogwartu, gdzie okazało się, że nie są one wcale wytworami bujnej wyobraźni.
Tak, jego pierwszy kontakt z prawdziwym duchem nie należał do najbardziej udanych.
Z czasem się jako tako przyzwyczaił do istnienia, już nie żywych, a nadal gadających pozostałości po ludziach, choć każdego z obecnych w szkole duchów i tak unikał jak tylko mógł.
Zadanie które mu przypadło razem z Erikiem, Millie i jego imiennikiem nie było więc dla niego stworzone. Poltergeista jednak należało się pozbyć, lub, jak ustalili z braku środków, chociaż złapać do czasu przybycia kogoś bardziej kompetentnego, co by nie narobił więcej szkód. I ewentualnych strat w ludziach, patrząc jak bardzo uparł się na Brennę.
Nie mógł więc siedzieć bezczynnie.
Jako jednak, że na duchach znał się tyle co nic, a wolałby nawet jeszcze mniej, zostało mu wysłuchać co mądrzejsi mają do powiedzenia. No dobrze, co Millie miała do powiedzenia.
- Dobra myśl, im więcej osób będzie wiedziało jak zamknąć krąg tym lepiej. Tym bardziej, że jeśli chcemy działać za pomocą dywersji i ściągać na siebie tego całego ducha, to nie wiemy, kto w danej chwili będzie w stanie go przyszpilić na koniec - czy to dlatego, że akurat będzie po prostu najbliżej kręgu, czy też z powodu ewentualnego znokautowania przez jakąś wazę. Czemu powinni tak naprawdę może zapobiec zawczasu.
- Może w takim razie rozważymy ewentualne pozostawienie osoby, która odpowiadałaby tylko i wyłącznie za chronienie nam czterech liter? Reszta może ściągać na siebie uwagę ducha powoli doprowadzając go do miejsca docelowego, a ta jedna głównie skupi się na uchowaniu nas na nogach? Bez wkraczania w sam środek zawieruchy.
Spojrzał na resztę, starając się nie wyglądać jak ktoś, kto nie ma pojęcia co robić.
Tak, jego pierwszy kontakt z prawdziwym duchem nie należał do najbardziej udanych.
Z czasem się jako tako przyzwyczaił do istnienia, już nie żywych, a nadal gadających pozostałości po ludziach, choć każdego z obecnych w szkole duchów i tak unikał jak tylko mógł.
Zadanie które mu przypadło razem z Erikiem, Millie i jego imiennikiem nie było więc dla niego stworzone. Poltergeista jednak należało się pozbyć, lub, jak ustalili z braku środków, chociaż złapać do czasu przybycia kogoś bardziej kompetentnego, co by nie narobił więcej szkód. I ewentualnych strat w ludziach, patrząc jak bardzo uparł się na Brennę.
Nie mógł więc siedzieć bezczynnie.
Jako jednak, że na duchach znał się tyle co nic, a wolałby nawet jeszcze mniej, zostało mu wysłuchać co mądrzejsi mają do powiedzenia. No dobrze, co Millie miała do powiedzenia.
- Dobra myśl, im więcej osób będzie wiedziało jak zamknąć krąg tym lepiej. Tym bardziej, że jeśli chcemy działać za pomocą dywersji i ściągać na siebie tego całego ducha, to nie wiemy, kto w danej chwili będzie w stanie go przyszpilić na koniec - czy to dlatego, że akurat będzie po prostu najbliżej kręgu, czy też z powodu ewentualnego znokautowania przez jakąś wazę. Czemu powinni tak naprawdę może zapobiec zawczasu.
- Może w takim razie rozważymy ewentualne pozostawienie osoby, która odpowiadałaby tylko i wyłącznie za chronienie nam czterech liter? Reszta może ściągać na siebie uwagę ducha powoli doprowadzając go do miejsca docelowego, a ta jedna głównie skupi się na uchowaniu nas na nogach? Bez wkraczania w sam środek zawieruchy.
Spojrzał na resztę, starając się nie wyglądać jak ktoś, kto nie ma pojęcia co robić.