15.05.2024, 17:53 ✶
Musiał zapamiętać na przyszłość, by następnym razem po prostu działać, a nie ustalać z nią plan, bo inaczej skończy się to tak jak dzisiaj. Naprawdę, kochał Florence, była chyba jego ulubioną kuzynką, ale czasem miał wrażenie, że ktoś rzucił na nią klątwę, przez którą uparcie widziała go jako młodszego, niż był. A może to po prostu było jakieś skrzywienie z czasów, gdy byli jeszcze dziećmi, a jego matka próbowała rujnować ich wszystkie wspólne zabawy, krzycząc do jego kuzynów, by na niego uważali, bo przecież jej syn skoczył w miejscu i zaraz na pewno zemdleje.
Rodziny jednak bywały problematyczne.
Pan Clark bardzo powoli i bardzo niepewnie wstał z podłogi, omiatając wszystkich przepraszającym spojrzeniem, tak że Basiliusowi zrobiło się go trochę szkoda. Klątwą żywiołów rzeczywiście była dość paskudną klątwą i nie zazdrościł nikomu, kto musiał się z nią mierzyć. Zwłaszcza, że ironia losu chciała, by ich pacjent najwyraźniej bał się burzy. Swoją drogą, czy szpital nie powinien mieć jakiś zabezpieczeń przed tego rodzaju sytuacjami? Chociaż patrząc na to, że nic nie płonęło, to może te podłogi były chociaż trochę piorunoodporne. Zerknął na posadzkę. Eh... Czyli już było pewne jaki oddział zostanie wyremontowany w pierwszej kolejności i że nie będzie to ich oddział.
Na całe szczęście piorun nie uderzył Florence, a on rzucił kolejne zaklęcie rozpraszające, które ponownie nieco wytlumiło burzę, tak by kuzynka mogła zabrać pacjenta, kiedy on na spokojnie dokończy rozganianie chmur.
– Tak, dobrze chodźmy. Ja przepraszam. Ja naprawdę jeszcze raz strasznie przepraszam. – mamrotał czarodziej, idąc przed Florence.
Kolejne zaklęcie. Można było powiedzieć, że teraz burza, zarówno ta prawdziwa, jak i metaforyczna, już niemal całkowicie minęła.
Panna Stacey szybko wyminęła Basiliusa, by zgodnie z prośbą Bulstrode przynieść odpowiedni eliksir. Włosy kobiety kręciły się od wilgoci i Prewett miał przeczucie, że jego własne pewnie wyglądały podobne. Nie, że to było jakoś szczególnie istotne.
Po chwili sytuację można było uznać już za opanowaną, zaklęcia Basiliusa skutecznie rozproszyły resztki burzy, a pan Clark, który zniknął wraz z jego kuzynką za drzwiami gabinetu, najwyraźniej się całkowicie uspokoił. Sam Prewett jeszcze został na piętrze, by pomóc w zapanowaniu nad szkodami, ale Florence mogła być przekonana, że czarodziej wytknie jej tę akcję w pierwszej spokojnej chwili.
Rodziny jednak bywały problematyczne.
Pan Clark bardzo powoli i bardzo niepewnie wstał z podłogi, omiatając wszystkich przepraszającym spojrzeniem, tak że Basiliusowi zrobiło się go trochę szkoda. Klątwą żywiołów rzeczywiście była dość paskudną klątwą i nie zazdrościł nikomu, kto musiał się z nią mierzyć. Zwłaszcza, że ironia losu chciała, by ich pacjent najwyraźniej bał się burzy. Swoją drogą, czy szpital nie powinien mieć jakiś zabezpieczeń przed tego rodzaju sytuacjami? Chociaż patrząc na to, że nic nie płonęło, to może te podłogi były chociaż trochę piorunoodporne. Zerknął na posadzkę. Eh... Czyli już było pewne jaki oddział zostanie wyremontowany w pierwszej kolejności i że nie będzie to ich oddział.
Na całe szczęście piorun nie uderzył Florence, a on rzucił kolejne zaklęcie rozpraszające, które ponownie nieco wytlumiło burzę, tak by kuzynka mogła zabrać pacjenta, kiedy on na spokojnie dokończy rozganianie chmur.
– Tak, dobrze chodźmy. Ja przepraszam. Ja naprawdę jeszcze raz strasznie przepraszam. – mamrotał czarodziej, idąc przed Florence.
Kolejne zaklęcie. Można było powiedzieć, że teraz burza, zarówno ta prawdziwa, jak i metaforyczna, już niemal całkowicie minęła.
Panna Stacey szybko wyminęła Basiliusa, by zgodnie z prośbą Bulstrode przynieść odpowiedni eliksir. Włosy kobiety kręciły się od wilgoci i Prewett miał przeczucie, że jego własne pewnie wyglądały podobne. Nie, że to było jakoś szczególnie istotne.
Po chwili sytuację można było uznać już za opanowaną, zaklęcia Basiliusa skutecznie rozproszyły resztki burzy, a pan Clark, który zniknął wraz z jego kuzynką za drzwiami gabinetu, najwyraźniej się całkowicie uspokoił. Sam Prewett jeszcze został na piętrze, by pomóc w zapanowaniu nad szkodami, ale Florence mogła być przekonana, że czarodziej wytknie jej tę akcję w pierwszej spokojnej chwili.
Koniec sesji