15.05.2024, 19:24 ✶
Czy Lorien powinna przestać prokrastynować i wziąć się do nauki? Prawdopodobnie. Ale wszystko wydawało się teraz ciekawsze od "pergaminu grozy" jak to określała notatki z eliksirów. Prawdopodobnie, gdyby blondynka zaproponowała jej ekscytującą wyprawę poświęconą wyrywaniu chwastów w szklarni albo poświecenie popołudnia na szycie ubranek dla mugolskich sierotek – też by się pewnie zgodziła.
Cokolwiek dało szansę na rzucenie pracy domowej ze znienawidzonego przedmiotu stawało się dla panny Crouch priorytetem samo w sobie. Nawet taka wycieczka do nawiedzonej szkolnej toalety.
Łazienka zdawała się być kompletnie pusta. Okej, czyli szanowny duch miał też inne zajęcia niż zadręczanie dziewczyn, których jedynym grzechem było to, że wciąż jeszcze żyły. Rozejrzała się, raz w lewo, raz w prawo. Nawet się przechyliła, żeby zobaczyć czy w którejś ze szpar między kabiną nie widać przeźroczystych nóg w szkolnych podkolanówkach.
- Droga czysta pani Minister.- Rzuciła półszeptem, udając głos aurora z trzydziestoletnim stażem i machając przy tym zachęcająco ręką. Nie planowała co prawda dziewczyny odprowadzać i pilnować pod samymi drzwiami kabiny– i tak raczej nie zdołałaby jakkolwiek pomóc, gdyby duch postanowił ją utopić w toalecie. Czy dało się kogoś w ogóle w ten sposób zabić? Na pewno. I w sumie czy jeśli któraś z nich by teraz dokonała żywota (umierając z przerażenia na przykład) to musiałyby tu siedzieć z Martą?
Myśli Lorien poszybowały w swoją własną stronę, kiedy próbowała oszacować ile wieków potrzebowałaby, żeby komuś wybaczyć, że ją zamordował, zwłaszcza gdyby musiała z tym ktosiem dzielić jedną łazienkę. Tysiąc lat brzmiało sensownie.
To musiało być słabe uczucie. Umrzeć w szkole. I musieć w niej siedzieć przez… kiedy ta uczennica w ogóle zginęła? Zmarszczyła lekko nos, próbując sobie przypomnieć cokolwiek z historii.
Była laska – potem jej nie było. Puff. I wywalili kogoś. Ciekawe czy zamknęli go też w Azkabanie.
Jakbyś kogoś zabiła, nie musiałabyś się przejmować tymi eliksirami…- Podszepnął cichy chochlik w głowie, ale nie dała natrętnym myślom wygrać. Nie dzisiaj, ha! Stała tak sobie oparta plecami o umywalkę, nie bardzo wiedząc co ze sobą w tym czasie począć. Łazienka jak każda inna w zamku.
Uśmiechnęła się odruchowo, gdy Ambrosie wyszła z kabiny.
- Żaden problem.- Stwierdziła tylko na podziękowanie.- Może się już wyprowadziła? Jakbym była na jej miejscu i już musiała nawiedzać łazienkę – wybrałabym tą prefektów. Albo jakąś w której bywają nasi chłopcy z drużyny.- Dodała scenicznym szeptem.
Wszystko po to, żeby zaraz potem dać się zaskoczyć trzaśnięciem rury.
Jak na stróża Lorien pisnęła zaskakująco wysoko i przeraźliwie, gdy tylko wybuchła jedna z kabin. Dźwięk, który uciekł z jej gardła przypominał bardziej skrzek pisklęcia wyrzuconego zbyt wcześnie z gniazda niż cokolwiek bardziej ludzkiego. Nie przeszkodziło jej to jednak szybko otrząsnąć się z szoku.
Kilka rzeczy podziało się w jednym momencie – przede wszystkim przyciągnęła do siebie Ambrosię za łokieć, drugą ręką rzucając zaklęcie tarczy. Krople wody wprost z rozwalonych, zamkowych rur rozbiły się o ich niewidzialną parasolkę, sprawiając, że ta cała scena stała się jeszcze bardziej irracjonalna.
- Oy!- Zawołała butnie jak przystało na panienkę z bardzo dobrego rodu.- Fantasma stupido! – Wyburczała bardziej do siebie niż w eter.
Duch zachichotał jeszcze bardziej histerycznie tym razem zatrzymując się w locie przed dziewczynami. Lorien obrzuciła Martę uważnym spojrzeniem, zatrzymując się spojrzeniem na brudnym po koniec świata mundurku, krzywo ułożonym kołnierzyku i tych okropnych okularach. Przez sekundkę, dosłownie jedną sekundę przemknęło jej przez myśl „jakbym umarła w takim stanie chyba zabiłabym się po raz drugi.” Mały ślizgoński chochlik w Lorkowej głowie był dziś w wyjątkowo dobrej formie.
- Nie szukamy kłopotów.- Powiedziała zamiast tego, unosząc lekko obie ręce w obronnym geście. Nawet jeśli w jednej wciąż trzymała różdżkę.- Już sobie idziemy!
Cokolwiek dało szansę na rzucenie pracy domowej ze znienawidzonego przedmiotu stawało się dla panny Crouch priorytetem samo w sobie. Nawet taka wycieczka do nawiedzonej szkolnej toalety.
Łazienka zdawała się być kompletnie pusta. Okej, czyli szanowny duch miał też inne zajęcia niż zadręczanie dziewczyn, których jedynym grzechem było to, że wciąż jeszcze żyły. Rozejrzała się, raz w lewo, raz w prawo. Nawet się przechyliła, żeby zobaczyć czy w którejś ze szpar między kabiną nie widać przeźroczystych nóg w szkolnych podkolanówkach.
- Droga czysta pani Minister.- Rzuciła półszeptem, udając głos aurora z trzydziestoletnim stażem i machając przy tym zachęcająco ręką. Nie planowała co prawda dziewczyny odprowadzać i pilnować pod samymi drzwiami kabiny– i tak raczej nie zdołałaby jakkolwiek pomóc, gdyby duch postanowił ją utopić w toalecie. Czy dało się kogoś w ogóle w ten sposób zabić? Na pewno. I w sumie czy jeśli któraś z nich by teraz dokonała żywota (umierając z przerażenia na przykład) to musiałyby tu siedzieć z Martą?
Myśli Lorien poszybowały w swoją własną stronę, kiedy próbowała oszacować ile wieków potrzebowałaby, żeby komuś wybaczyć, że ją zamordował, zwłaszcza gdyby musiała z tym ktosiem dzielić jedną łazienkę. Tysiąc lat brzmiało sensownie.
To musiało być słabe uczucie. Umrzeć w szkole. I musieć w niej siedzieć przez… kiedy ta uczennica w ogóle zginęła? Zmarszczyła lekko nos, próbując sobie przypomnieć cokolwiek z historii.
Była laska – potem jej nie było. Puff. I wywalili kogoś. Ciekawe czy zamknęli go też w Azkabanie.
Jakbyś kogoś zabiła, nie musiałabyś się przejmować tymi eliksirami…- Podszepnął cichy chochlik w głowie, ale nie dała natrętnym myślom wygrać. Nie dzisiaj, ha! Stała tak sobie oparta plecami o umywalkę, nie bardzo wiedząc co ze sobą w tym czasie począć. Łazienka jak każda inna w zamku.
Uśmiechnęła się odruchowo, gdy Ambrosie wyszła z kabiny.
- Żaden problem.- Stwierdziła tylko na podziękowanie.- Może się już wyprowadziła? Jakbym była na jej miejscu i już musiała nawiedzać łazienkę – wybrałabym tą prefektów. Albo jakąś w której bywają nasi chłopcy z drużyny.- Dodała scenicznym szeptem.
Wszystko po to, żeby zaraz potem dać się zaskoczyć trzaśnięciem rury.
Jak na stróża Lorien pisnęła zaskakująco wysoko i przeraźliwie, gdy tylko wybuchła jedna z kabin. Dźwięk, który uciekł z jej gardła przypominał bardziej skrzek pisklęcia wyrzuconego zbyt wcześnie z gniazda niż cokolwiek bardziej ludzkiego. Nie przeszkodziło jej to jednak szybko otrząsnąć się z szoku.
Kilka rzeczy podziało się w jednym momencie – przede wszystkim przyciągnęła do siebie Ambrosię za łokieć, drugą ręką rzucając zaklęcie tarczy. Krople wody wprost z rozwalonych, zamkowych rur rozbiły się o ich niewidzialną parasolkę, sprawiając, że ta cała scena stała się jeszcze bardziej irracjonalna.
- Oy!- Zawołała butnie jak przystało na panienkę z bardzo dobrego rodu.- Fantasma stupido! – Wyburczała bardziej do siebie niż w eter.
Duch zachichotał jeszcze bardziej histerycznie tym razem zatrzymując się w locie przed dziewczynami. Lorien obrzuciła Martę uważnym spojrzeniem, zatrzymując się spojrzeniem na brudnym po koniec świata mundurku, krzywo ułożonym kołnierzyku i tych okropnych okularach. Przez sekundkę, dosłownie jedną sekundę przemknęło jej przez myśl „jakbym umarła w takim stanie chyba zabiłabym się po raz drugi.” Mały ślizgoński chochlik w Lorkowej głowie był dziś w wyjątkowo dobrej formie.
- Nie szukamy kłopotów.- Powiedziała zamiast tego, unosząc lekko obie ręce w obronnym geście. Nawet jeśli w jednej wciąż trzymała różdżkę.- Już sobie idziemy!