Norka być może nie cierpiała na samotność, miała wokół siebie zawsze masę ludzi, nie dawali jej odczuć, że jest sama na tym świecie. Tyle, że trochę tak było. Czekała, nie dawała się do siebie zbliżyć nikomu, jakby wiedziała, że dostaną od losu drugą szansę, jakby żyła nadzieją, że to jeszcze powróci. Nie myliła się, bo przecież miała go tu teraz, przy sobie, w Londynie, którego tak bardzo unikał. Może i znalazł się tutaj przypadkiem, jednak nic z tego, co działo się później nie było przypadkowe.
Nie liczyły się teraz plany, o których chwilę wcześniej dyskutowali, zapewnienia które sobie dawali. Ponownie władzę nad nimi przejęła żądza, żar który przyciągał ich do siebie, uczucie, które ich do siebie zbliżało wydawało się mieć ogromną siłę, jakże inaczej wyjaśnić to, że nie potrafili nad sobą zapanować.
Nie przeszkadzało jej wcale to, że są w kuchni, w jej kuchni, do której w każdej chwili mógł wejść każdy, bo przecież kręciło się w tym miejscu całkiem sporo osób, wliczając w to jej córkę, czy brata, jej pracownicy, którzy pewnie byliby mocno zaskoczeni, gdyby przyłapali swoją szefową na podobnej sytuacji. To nie miało znaczenia, nic nie miało znaczenia, kiedy Samuel ponownie znajdował się tak blisko niej, kiedy mogła dotykać jego skórę, kraść pocałunki.
Byli dla siebie stworzeni, ta myśl nie dawała jej spokoju, jakże wyjaśnić inaczej to, że przy nikim nie czuła się w ten sposób, nikogo nie pragnęła w ten sposób, przy Samie zapominała się, traciła zmysły, przestawała się zastanawiać nad tym, co powinna. Szaleńczo go kochała, nie zmieniło się to przez te lata rozłąki, mimo, że próbowała sobie wmówić, że jest inaczej.
Chciała poczuć go ponownie w pełni, jej ciało się tego domagało. Nie brakowało jej w tym jednak delikatności, mimo, że była bardzo zachłanna. Jej pocałunki były coraz bardziej gwałtowne, dłonie coraz mocniej zaciskały się na szyi mężczyzny, zbliżali się do momentu, w którym wreszcie poczują spełnienie, którego tak bardzo w tej chwili pragnęli.