15.05.2024, 21:05 ✶
Lepiej kaktus na głowie, który w czytających mógł wywołać uśmiech, w najlepszym wypadku współczujący, w najgorszym szyderczy, niż coś poważniejszego. Plotki potrafiły być krzywdzące i niebezpieczne, niszczyły czasem rodziny na całe pokolenia, a powodem ich powstania potrafiła być zwykła zawiść.
I tak jak Thomas chętnie podłapywał jakieś zabawne czy głupie gadanie po kątach, także te związane z rynkiem matrymonialnym, tak nigdy starał się brać do serca czy powtarzać tych, które naprawdę mogły zrobić komuś krzywdę. Wszystko miało jakieś granicę.
Nawet naśmiewanie się z głupich przygód przyjaciół.
Szczególnie, że sam jak widac nie miał czym się popisać.
Słysząc jak Erik schodzi po drabince, uzbroił się w większe pokłady cierpliwość, wiedząc, że uszkodzenie się w tak krótkim czasie po powrocie do normalnego trybu pracy wcale dobrze nie wyglądało. I zapewne nie zostanie pozostawione bez komentarza.
Próbował przez chwilę zmusić rękę do współpracy, nic to jednak nie dało.
- Otóż znalazłem jakieś skrzynie ze skrzętnie zabezpieczoną zawartością, nie udało mi się jednak jak widać do nich dostać. - Wskazał głowa na bezwładną kończynę. Kusiło go przez sekundę ukryć to, jak się załatwił, po pierwsze, było to raczej trudne, po drugie, lepiej by Erik wiedział, że mają o jedną rękę mniej do pracy. I możliwe, że różdżkę, sądząc po małej skuteczności ostatniego zaklęcia.
Grzecznie wysłuchał małego wykładu o bezpieczeństwie i takich tam. Tak, pospieszył się, tak, powinien rzucić zaklęcie kontrolnie, tak, zjebał.
- Mówiłeś. Pamiętam co mówił Alastor, możliwe jednak, że trochę mnie poniosło to jak łatwo nam idzie. Od dziś będę się bardziej tych słów trzymał, bo jak widzisz, dostałem nauczkę. A teraz przejdźmy dalej.
Podszedł do skrzyni, próbując dostrzec, czy nie ma na nich jakichś run, znaków, czy napisów, które mogłyby coś powiedzieć o tym jak są zabezpieczone, lub co zawierając, wolą jeszcze się do czegoś przydać.
- Jak nie damy rady ich otworzyć, musimy je zabezpieczyć. Nikt nie pozostawia takiej ochrony na byle czym - mówił, coraz bardziej zirytowany niesprawną ręką.
I tak jak Thomas chętnie podłapywał jakieś zabawne czy głupie gadanie po kątach, także te związane z rynkiem matrymonialnym, tak nigdy starał się brać do serca czy powtarzać tych, które naprawdę mogły zrobić komuś krzywdę. Wszystko miało jakieś granicę.
Nawet naśmiewanie się z głupich przygód przyjaciół.
Szczególnie, że sam jak widac nie miał czym się popisać.
Słysząc jak Erik schodzi po drabince, uzbroił się w większe pokłady cierpliwość, wiedząc, że uszkodzenie się w tak krótkim czasie po powrocie do normalnego trybu pracy wcale dobrze nie wyglądało. I zapewne nie zostanie pozostawione bez komentarza.
Próbował przez chwilę zmusić rękę do współpracy, nic to jednak nie dało.
- Otóż znalazłem jakieś skrzynie ze skrzętnie zabezpieczoną zawartością, nie udało mi się jednak jak widać do nich dostać. - Wskazał głowa na bezwładną kończynę. Kusiło go przez sekundę ukryć to, jak się załatwił, po pierwsze, było to raczej trudne, po drugie, lepiej by Erik wiedział, że mają o jedną rękę mniej do pracy. I możliwe, że różdżkę, sądząc po małej skuteczności ostatniego zaklęcia.
Grzecznie wysłuchał małego wykładu o bezpieczeństwie i takich tam. Tak, pospieszył się, tak, powinien rzucić zaklęcie kontrolnie, tak, zjebał.
- Mówiłeś. Pamiętam co mówił Alastor, możliwe jednak, że trochę mnie poniosło to jak łatwo nam idzie. Od dziś będę się bardziej tych słów trzymał, bo jak widzisz, dostałem nauczkę. A teraz przejdźmy dalej.
Podszedł do skrzyni, próbując dostrzec, czy nie ma na nich jakichś run, znaków, czy napisów, które mogłyby coś powiedzieć o tym jak są zabezpieczone, lub co zawierając, wolą jeszcze się do czegoś przydać.
- Jak nie damy rady ich otworzyć, musimy je zabezpieczyć. Nikt nie pozostawia takiej ochrony na byle czym - mówił, coraz bardziej zirytowany niesprawną ręką.
Rzut na percepcję na znalezienie czegoś na skrzyni
Rzut N 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!