— Jak to jaki Dżordż. Mój mały braciszek Dżordż — odpowiedziała dziecinnym głosem i chrumknęła na końcu, uprzednio zmieniając swój nos w świński ryjek. James zawsze symulował Alzheimera, gdy nazywała go po "imieniu". Natomiast ona robiła to samo i nie używała jego imienia, jakie mu nadano przy narodzinach. Taka tam rodzinna tradycja.
Siadając rozmasowała nos, by sprawniej przywrócić go do normalnego kształtu. Dostrzegając jego pytające spojrzenie, odpowiedziała dokładnie takim samym. Czy on właśnie miał wątpliwości do tego, jakich przyrządów używa się do zaparzania herbaty? Często nie zdawała sobie sprawy z wielkoduszności brata i jego życzliwość brała za docinki, żarty, czy po prostu głupotę.
— No tak, użyj zaparzacza — mruknęła, gdy już gapili się na siebie o kilka sekund za długo.
— Jakie pytania... No standardowe. Czemu chcę tam pracować, jakie mam ku temu predyspozycje, jak widzę siebie za pięć lat... I jakieś sytuacyjne, ale już nawet ich dobrze nie pamiętam... — Podrapała się po głowie i spojrzała w sufit, rozwalając na krześle. — Pytali, jak zareagowałabym na różne wydarzenia i podali kilka konkretnych, ale już nie pamiętam nawet...
Zaskakiwało ją czasami, jak szybko niektóre fakty uciekały z jej głowy. Przecież rozmowa miała miejsce jakąś godzinę temu. Czy przygoda w windzie aż tak zawirowała jej umysłem?
Na kolejne pytania James'a uśmiechnęła się odruchowo.
— Hm... Nie do końca. To znaczy, w komisji były same nieznane mi osoby, ale to straszni nudziarze. Bardzo formalni, zero charyzmy. Ciężko się z nimi rozmawiało. A tłum był, mniejszy, niż na dniach otwartych, ale trzeba było uważać, żeby na kogoś nie wpaść. Trochę jak podczas przerwy w szkole, tylko że tam każdy się spieszył, bo wykonywał poważną pracę, a nie wlókł się ze znajomymi pograć w gargulki.
Zaczęła przeczesywać palcami włosy, by doprowadzić je do ładu.
— Ale, wiesz, spotkałam dawnego znajomego z Hogwartu... To starszy chłopak, pewnie go nie kojarzysz... Hm... Nawet nie wiem, czy mógłbyś... — Peppa podjęła próbę liczenia lat, ale poddała się szybko, bo nawet nie pamiętała, na którym roku będzie teraz jej własny rodzony brat. — W każdym razie, trochę porozmawialiśmy, powspominaliśmy stare, dobre czasy...
Ton Peppy zmienił się na nieco bardziej swobodny i szarmancki, z czego James mógł wnioskować, że zaczęła podkoloryzowywać prawdę.