15.05.2024, 22:07 ✶
Brighton.
Utonięcia latem się zdarzały. Ba, nawet dość często. A utonięcia mugoli zupełnie nie zwróciłyby uwagi Brenny, gdyby tak się przypadkiem nie zdarzyło, najpierw Charlie Rookwood nie doniósł jej, że ledwo wyratował jednego chłopaka z kipieli, potem omal sama tam nie utonęła, a potem usłyszała o kolejnej osobie, która ledwo przeżyła spotkanie z czymś, co tkwiło na dnie…
A Rowle niczego z tym nie robił.
Podobno był dziwny i bronił wszystkiego, co żywe – może uważał, że to że te syreny, selkie czy inna cholera, czasem sobie kogoś utopią, to nic specjalnego, a na pewno nic na tyle istotnego, aby te istoty niepokoić i próbować się na przykład dowiedzieć, dlaczego nagle masowo zaciągały ludzi do wody. Albo by o zgrozo je przegonić. Jeszcze by się biedne zestresowały, a tonięcie przecież wcale nie jest stresujące, zwłaszcza jak już cię utopią – żadnego stresu nigdy więcej! Brenna była tym wkurwiona niemożebnie, ale niewiele mogła zrobić, skoro jej listy najwyraźniej najpierw zjadały koty, a potem dostarczone mapy były ignorowane.
Gdy jednak dostała doniesienie z okolic Brighton od znajomego czarodzieja, że „widział w wodzie coś dziwnego”, a potem sprawdziła w gazecie, że ostatnio jakiś mugol tam utonął, a inny opowiadał o przedziwnej muzyce, która zwabiłaby go do wody, gdyby nie powstrzymały koleżanki… Postanowiła się rozejrzeć. Tak na wszelki wypadek. Godzinkę, dwie, po pracy, by nie było, że marnuje czas w pracy na głupoty. Nie liczyła, że coś naprawdę znajdzie, ale będzie miała spokojniejsze sumienie. A przy okazji przejdzie się po plaży i zje sobie lody, to się liczy jako wypoczynek, brat, wujek, Mavelle, w ogóle ludzie strasznie jej narzekali, że za mało wypoczywa, a tu proszę, korzysta z lata, spaceruje sobie, sam relaks, liczy się jako wypoczynek.
Chyba zapomniała, jaki miała talent do potykania się o przestępstwa i wpadania w dziwne wydarzenia.
Na razie jednak, beztrosko nieświadoma, że w pobliżu morska istota wyłoniła się z wody, zbliżała się dopiero do mola. Odziana po mugolsku, w krótkie spodnie, obcięte nad kolanami i koszulę lnianą, ale z długim rękawem, by ukryć nabyte nie tak dawno temu blizny, pałaszowała sobie właśnie deser i rozglądała po okolicy… Dostrzegła Charlesa Mulcibera, ale ani go nie rozpoznała, bo niby jak by miała, ani nie zdawała sobie sprawy z tego, że osoba w wodzie wcale nie jest jego znajomą.
Utonięcia latem się zdarzały. Ba, nawet dość często. A utonięcia mugoli zupełnie nie zwróciłyby uwagi Brenny, gdyby tak się przypadkiem nie zdarzyło, najpierw Charlie Rookwood nie doniósł jej, że ledwo wyratował jednego chłopaka z kipieli, potem omal sama tam nie utonęła, a potem usłyszała o kolejnej osobie, która ledwo przeżyła spotkanie z czymś, co tkwiło na dnie…
A Rowle niczego z tym nie robił.
Podobno był dziwny i bronił wszystkiego, co żywe – może uważał, że to że te syreny, selkie czy inna cholera, czasem sobie kogoś utopią, to nic specjalnego, a na pewno nic na tyle istotnego, aby te istoty niepokoić i próbować się na przykład dowiedzieć, dlaczego nagle masowo zaciągały ludzi do wody. Albo by o zgrozo je przegonić. Jeszcze by się biedne zestresowały, a tonięcie przecież wcale nie jest stresujące, zwłaszcza jak już cię utopią – żadnego stresu nigdy więcej! Brenna była tym wkurwiona niemożebnie, ale niewiele mogła zrobić, skoro jej listy najwyraźniej najpierw zjadały koty, a potem dostarczone mapy były ignorowane.
Gdy jednak dostała doniesienie z okolic Brighton od znajomego czarodzieja, że „widział w wodzie coś dziwnego”, a potem sprawdziła w gazecie, że ostatnio jakiś mugol tam utonął, a inny opowiadał o przedziwnej muzyce, która zwabiłaby go do wody, gdyby nie powstrzymały koleżanki… Postanowiła się rozejrzeć. Tak na wszelki wypadek. Godzinkę, dwie, po pracy, by nie było, że marnuje czas w pracy na głupoty. Nie liczyła, że coś naprawdę znajdzie, ale będzie miała spokojniejsze sumienie. A przy okazji przejdzie się po plaży i zje sobie lody, to się liczy jako wypoczynek, brat, wujek, Mavelle, w ogóle ludzie strasznie jej narzekali, że za mało wypoczywa, a tu proszę, korzysta z lata, spaceruje sobie, sam relaks, liczy się jako wypoczynek.
Chyba zapomniała, jaki miała talent do potykania się o przestępstwa i wpadania w dziwne wydarzenia.
Na razie jednak, beztrosko nieświadoma, że w pobliżu morska istota wyłoniła się z wody, zbliżała się dopiero do mola. Odziana po mugolsku, w krótkie spodnie, obcięte nad kolanami i koszulę lnianą, ale z długim rękawem, by ukryć nabyte nie tak dawno temu blizny, pałaszowała sobie właśnie deser i rozglądała po okolicy… Dostrzegła Charlesa Mulcibera, ale ani go nie rozpoznała, bo niby jak by miała, ani nie zdawała sobie sprawy z tego, że osoba w wodzie wcale nie jest jego znajomą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.