23.12.2022, 13:35 ✶
Triumfalny uśmiech po tym, jak wygrał z nią dyskusję, nie znikał z jego twarzy. Lubił mieć rację, nawet jeśli czasami wypadało odpuścić. Zwłaszcza przy Norze, która – choć musiał to przyznać niechętnie – rzadko kiedy się myliła. Przynajmniej w kwestiach związanych z Fergusem i tym, że powinien bardziej się skoncentrować. A przede wszystkim nie podpadać nauczycielom.
- Bo jestem jedną z niewielu osób, które kiedykolwiek przeczytały lektury dodatkowe – wyjaśnił, wzruszając ramionami. W przeciwieństwie do bredni z podręcznika, te skupiały się na historii jasnowidzenia, zwłaszcza postaciach wybitnych czarodziejów, którzy mieli też na swoim koncie inne wybitne osiągnięcia za wyjątkiem odgadnięcia znaczenia kształtu z fusów. Nic nie mógł poradzić na to, że się wciągnął. – Wiedziałaś, że Eglantine Quinet, ta francuska jasnowidza z okresu wojny z Grindelwaldem odkryła Rozetę z Lyon? Podobno po jej dotknięciu miała wizję kolejnej wojny. W to akurat nie wierzę, bo okazało się, że Rozeta miała na sobie klątwę snu na jawie, ale sam fakt, że znalazłem to w książce o wróżbiarstwie…
Znów odpalił mu się słowotok na temat książek. Może gdyby odpowiednio pomanewrował słowami, Nora dałaby się przekonać do pójścia do biblioteki i poszperania między regałami? Pozwoliłby jej nawet wykorzystać się do nadrobienia eliksirów. Dla książek wszystko! Tylko wątpił, że będąc prefektem, byłaby tak przychylna do włamania się do składziku Slughorna w celu zdobycia potrzebnych eliksirów, a pieniędzy na własne nie miał. Przewalił w Hogsmeade i musiał czekać do kolejnego miesiąca na kieszonkowe, albo sępić od rodzeństwa.
Słowa Nory na temat wewnętrznego oka sprawiły, że coś w jego głowie kliknęło. Nie do końca docierała do niego jej odpowiedź o zdenerwowaniu na niego w powodu głupich tekstów o pokazywaniu palców. Stał przez moment, zaciskając dłonie w pięści, tym samym sprawiając, że dziewczyna i tak odpowiedziała błędnie.
- Ej, wiesz co, nieważne z tymi palcami – powiedział, zrzucając torbę z ramienia, tak że gruchnęła o podłogę. – Mam pomysł, ale daj mi sekundę – mówiąc to, usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę i zaczął za czymś grzebać, wyrzucając przy okazji na podłogę resztki połamanych piór i podręczniki. Między nimi znalazła się nawet paczka fasolek wszystkich smaków, leżąca tam chyba od wieków i stara mapka, którą prefekci dawali pierwszorocznym podczas śniadania, żeby potrafili znaleźć drogę do dormitorium. I tak była bezsensowna, bo nie pokazywała wszystkich korytarzy, a on sam nawet nie wiedział, skąd ją miał. Raczej nie należała do niego, pewnie zgarnął ją sobie ze stolika w pokoju wspólnym. Zresztą, nieważne.
- Mam to – powiedział w końcu, wyciągając i pokazując Norze niezbyt grubą książkę o tytule zajmującym pół okładki: Pamiętnik z Francji. Przebudzenie wewnętrznego oka Eglantiny Quinet i jej wizje względem wojny z Grindelwaldem. Wydanie pochodziło z 1946, czyli roku ich urodzenia. Przypadek? – Słuchaj, ktoś pewnie sobie robił jakieś jaja, nawet nie wiem, czy to zadziała i skąd pochodzi – zaczął, kartkując książkę stronami w dół, aż spomiędzy nich wypadł złożony kawałek pergaminu – ale ktoś opisał tutaj, jak otworzyć wewnętrzne oko. I uznał, że ważną kwestią jest, żeby w ogóle w nie wierzyć. Na mnie to nie podziała, ale może tobie się uda. Będziesz mi mogła udowodnić, że to prawda – ciągnął dalej, uśmiechając się do niej z podłogi.
- Bo jestem jedną z niewielu osób, które kiedykolwiek przeczytały lektury dodatkowe – wyjaśnił, wzruszając ramionami. W przeciwieństwie do bredni z podręcznika, te skupiały się na historii jasnowidzenia, zwłaszcza postaciach wybitnych czarodziejów, którzy mieli też na swoim koncie inne wybitne osiągnięcia za wyjątkiem odgadnięcia znaczenia kształtu z fusów. Nic nie mógł poradzić na to, że się wciągnął. – Wiedziałaś, że Eglantine Quinet, ta francuska jasnowidza z okresu wojny z Grindelwaldem odkryła Rozetę z Lyon? Podobno po jej dotknięciu miała wizję kolejnej wojny. W to akurat nie wierzę, bo okazało się, że Rozeta miała na sobie klątwę snu na jawie, ale sam fakt, że znalazłem to w książce o wróżbiarstwie…
Znów odpalił mu się słowotok na temat książek. Może gdyby odpowiednio pomanewrował słowami, Nora dałaby się przekonać do pójścia do biblioteki i poszperania między regałami? Pozwoliłby jej nawet wykorzystać się do nadrobienia eliksirów. Dla książek wszystko! Tylko wątpił, że będąc prefektem, byłaby tak przychylna do włamania się do składziku Slughorna w celu zdobycia potrzebnych eliksirów, a pieniędzy na własne nie miał. Przewalił w Hogsmeade i musiał czekać do kolejnego miesiąca na kieszonkowe, albo sępić od rodzeństwa.
Słowa Nory na temat wewnętrznego oka sprawiły, że coś w jego głowie kliknęło. Nie do końca docierała do niego jej odpowiedź o zdenerwowaniu na niego w powodu głupich tekstów o pokazywaniu palców. Stał przez moment, zaciskając dłonie w pięści, tym samym sprawiając, że dziewczyna i tak odpowiedziała błędnie.
- Ej, wiesz co, nieważne z tymi palcami – powiedział, zrzucając torbę z ramienia, tak że gruchnęła o podłogę. – Mam pomysł, ale daj mi sekundę – mówiąc to, usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę i zaczął za czymś grzebać, wyrzucając przy okazji na podłogę resztki połamanych piór i podręczniki. Między nimi znalazła się nawet paczka fasolek wszystkich smaków, leżąca tam chyba od wieków i stara mapka, którą prefekci dawali pierwszorocznym podczas śniadania, żeby potrafili znaleźć drogę do dormitorium. I tak była bezsensowna, bo nie pokazywała wszystkich korytarzy, a on sam nawet nie wiedział, skąd ją miał. Raczej nie należała do niego, pewnie zgarnął ją sobie ze stolika w pokoju wspólnym. Zresztą, nieważne.
- Mam to – powiedział w końcu, wyciągając i pokazując Norze niezbyt grubą książkę o tytule zajmującym pół okładki: Pamiętnik z Francji. Przebudzenie wewnętrznego oka Eglantiny Quinet i jej wizje względem wojny z Grindelwaldem. Wydanie pochodziło z 1946, czyli roku ich urodzenia. Przypadek? – Słuchaj, ktoś pewnie sobie robił jakieś jaja, nawet nie wiem, czy to zadziała i skąd pochodzi – zaczął, kartkując książkę stronami w dół, aż spomiędzy nich wypadł złożony kawałek pergaminu – ale ktoś opisał tutaj, jak otworzyć wewnętrzne oko. I uznał, że ważną kwestią jest, żeby w ogóle w nie wierzyć. Na mnie to nie podziała, ale może tobie się uda. Będziesz mi mogła udowodnić, że to prawda – ciągnął dalej, uśmiechając się do niej z podłogi.