23.12.2022, 14:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2022, 14:35 przez Julien Fitzpatrick.)
W całej tej niedoli i nieszczęściu plusem był fakt, że wylądowali na pasach, gdy ludzik na słupie rzucał pewnie zieloną poświatę, ginąc neonowym blaskiem w gwarze centralnego Londynu. Minusem? Cóż, była cała reszta. Wylądowali w tłumie mugoli, ale ku zaskoczeniu Charliego nikt specjalnie się tym nie przejął, zupełnie jakby przez cały czas przeprawiali się z grupą ludzi na drugą stronę ulicy, aby ruszyć w stronę Oxford Street. Pare osób go potrąciło, obejrzało się i rzuciło nieprzychylne spojrzenia, ale inny parli do przodu jakby byli oplatającymi jego ciało falami w wieczornym sztormie na wybrzeżu. Kotłująca się piana londyńczyków uderzyła nie tylko e niego, ale też całą resztę nieszczęsnego trio oraz, ku kolejnemu ogromnemu zaskoczeniu, cholernej gęsi, którą odczepił od swoich spodni, tym razem bez szwanku dla czyichkolwiek kończyn, bo zwierze było zbyt zszokowane nienaturalnym przeniesieniem się w okropnie głośne miejsce.
Nie minęła nawet chwila, a usłyszał głośne klaksony, odwrócił się w stronę, z którego dobiegały, ale oślepiły go przednie światła samochodu. Musiał przymrużyć oczy i stracił gęś z pola widzenia, słysząc jej syczenie i fakt, że ktoś po drugiej stronie ulicy zaczął pokazywać na nią palcem, co predatorowi niezbyt się spodobało. Zaraz, zaraz... o czym właściwie myślał? Co miał zrobić? Na Merlina, Heather i Cameron! Ruszył w ich stronę i pojawił się u boku Wood, gdy ta akurat zwracała całą zawartość swojego żołądka na biednego, poszkodowanego Camerona.
- No żesz do jasnej kurwy, nic wam nie jest? - panika związana z całym tym zamieszaniem powoli przedostawała się do jego umysłu, oplatała pnączami negatywnych emocji przyjemne upojenie po zażyciu przeróżnych środków odurzających.
- Koledzy, będziemy musieli się przenieść raz jeszcze, jesteśmy w kompletnej dupie, jakiś samochód na mnie pipczy i jak zaraz nie przestanie to rzucę mu na maskę tego kaczora, przysięgam, zero poszanowania maja ci mugole do człowieka w potrzebie - wyżalił się, bo powoli czuł jak cała sytuacja zaczyna go przerastać. Mówiąc to zerknął na opierzoną bestię, która chyba z przywiązania, albo i chęci zemsty rzuciła się w ich stronę ponownie, chyba głównie dlatego, że byli najbliżej. Autobus przemknął po ulicy, zaraz obok nich i pare piór zawirowało w powietrzu. Charlie nie wiedział już, gdzie ma patrzeć, po co patrzeć ani dlaczego patrzeć. W głowie mu się kręciło i musiał przed sobą przyznać, że jeżeli będzie dłużej zwlekał z dostaniem się do bezpiecznego miejsca to zemdleje w trakcie. Zagarnął wszystkich do siebie, nie przejmując się wymiocinami, które zapewne musiały wybrudzić ich wszystkich podczas tej czynności. Nie to się teraz liczyło, tak samo jak sprzeciwy kompanów. Instynkt Rookwooda podpowiadał, że trzeba stąd wiać, więc tak też zrobił. Miał tylko nadzieję, że tym razem przeniesie ich w odpowiednie miejsce, bo mimo doświadczeniu w używaniu teleportacji nie miałby siły, aby przetransportować ich w kolejne, trzecie miejsce.
Nie kręciło mu się już w głowie, przynajmniej nie z powodu przeniesienia się z jednego miejsca na drugie, świat był rozmazany, a głowa zaczynała boleć od gwaru Picadilly Circus. To wszystko zniknęło tak samo szybko jak się pojawiło i chociaż Charles powinien był teleportować ich z bezpieczniejszego, niedostępnego dla mugoli wzrokiem miejsca, tak nie miał na to wszystko teraz ani siły ani pomyślunku.
Konsekwencjami zajmą się rano.
Nie minęła nawet chwila, a usłyszał głośne klaksony, odwrócił się w stronę, z którego dobiegały, ale oślepiły go przednie światła samochodu. Musiał przymrużyć oczy i stracił gęś z pola widzenia, słysząc jej syczenie i fakt, że ktoś po drugiej stronie ulicy zaczął pokazywać na nią palcem, co predatorowi niezbyt się spodobało. Zaraz, zaraz... o czym właściwie myślał? Co miał zrobić? Na Merlina, Heather i Cameron! Ruszył w ich stronę i pojawił się u boku Wood, gdy ta akurat zwracała całą zawartość swojego żołądka na biednego, poszkodowanego Camerona.
- No żesz do jasnej kurwy, nic wam nie jest? - panika związana z całym tym zamieszaniem powoli przedostawała się do jego umysłu, oplatała pnączami negatywnych emocji przyjemne upojenie po zażyciu przeróżnych środków odurzających.
- Koledzy, będziemy musieli się przenieść raz jeszcze, jesteśmy w kompletnej dupie, jakiś samochód na mnie pipczy i jak zaraz nie przestanie to rzucę mu na maskę tego kaczora, przysięgam, zero poszanowania maja ci mugole do człowieka w potrzebie - wyżalił się, bo powoli czuł jak cała sytuacja zaczyna go przerastać. Mówiąc to zerknął na opierzoną bestię, która chyba z przywiązania, albo i chęci zemsty rzuciła się w ich stronę ponownie, chyba głównie dlatego, że byli najbliżej. Autobus przemknął po ulicy, zaraz obok nich i pare piór zawirowało w powietrzu. Charlie nie wiedział już, gdzie ma patrzeć, po co patrzeć ani dlaczego patrzeć. W głowie mu się kręciło i musiał przed sobą przyznać, że jeżeli będzie dłużej zwlekał z dostaniem się do bezpiecznego miejsca to zemdleje w trakcie. Zagarnął wszystkich do siebie, nie przejmując się wymiocinami, które zapewne musiały wybrudzić ich wszystkich podczas tej czynności. Nie to się teraz liczyło, tak samo jak sprzeciwy kompanów. Instynkt Rookwooda podpowiadał, że trzeba stąd wiać, więc tak też zrobił. Miał tylko nadzieję, że tym razem przeniesie ich w odpowiednie miejsce, bo mimo doświadczeniu w używaniu teleportacji nie miałby siły, aby przetransportować ich w kolejne, trzecie miejsce.
Nie kręciło mu się już w głowie, przynajmniej nie z powodu przeniesienia się z jednego miejsca na drugie, świat był rozmazany, a głowa zaczynała boleć od gwaru Picadilly Circus. To wszystko zniknęło tak samo szybko jak się pojawiło i chociaż Charles powinien był teleportować ich z bezpieczniejszego, niedostępnego dla mugoli wzrokiem miejsca, tak nie miał na to wszystko teraz ani siły ani pomyślunku.
Konsekwencjami zajmą się rano.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you