Nie przywykła do tego, że Cameron był taki zaborczy, jak podczas ich wypadu do Windermere, jednak powinna miec na uwadze to, że nie zawsze będzie się na wszystko zgadzał, nie będzie obojętny, szczególnie, że teraz mieli iść przez świat razem, musiała mieć na uwadze to, że coś może mu nie odpowiadać, nie mogła myśleć tylko o sobie. To na pewno będzie miała z tyłu głowy po ich małej sprzeczce.
- Tak, ale to ty jesteś tym rozsądniejszym Cami, nie przesadzałabym z tym zaufaniem, jesteś moim sumieniem i pewnego rodzaju kotwicą. - Miała nadzieję, że zrozumie analogię, gdyby nie on, to pewnie nad niczym by się nie zastanawiała, co mogłoby się skończyć różnie, bo Ruda była narwana, uwielbiała adrenalinę i rzadko kiedy myślała o konsekwencjach swoich czynów, w przypadku walki ze śmierciożercami mogło to być bardzo nieodpowiedzialne i przynieść najgorsze z możliwych zakończeń - śmierć. - Tak naprawdę to dobrze, że nie mieści ci się to w głowie, przecież to nie jest normalna sytuacja, mam nadzieję, że kiedyś minie. - Póki jednak tak wiele się działo, to na pewno nie miała zamiaru rezygnować z pomocy, którą mogła im dać. Czuła, że to jest to, co musi robić, nie umiałaby siedzieć bezczynnie mając świadomość, że w tej chwili ktoś może umierać.
Wood nie brakowało Hogwartu, często dusiła się w szkole, przeszkadzały jej ograniczenia, jakie wynikały z życia za jej murami. Zdecydowanie lepiej czuła się, kiedy mogła robić wszystko na co miała ochotę, nawet jeśli niosło to ze sobą zagrożenie.
- Nie przesadzaj, na pewno znalazłbyś coś takiego. Przeze mnie też masz same zmartwienia. - Ciągle miała świadomość, że nieco komplikowała jego życie, bo gdyby to on ryzykował zdrowiem, pewnie też by się martwiła i zastanawiała, czy na pewno wróci do domu. Tak to już było, jeśli na kimś nam zależało.
Do tego wszystkiego dochodził fakt, że Heather nie była anonimowa, wiele osób się ją interesowało z racji na to, że przecież została spadającą gwiazdą, chcąc nie chcąć Cameron został wciągnięty do tego świata. Mogło to być dla niego bardzo niekomfortowe, przecież był to skok na głęboką wodę, prosto w paszczę rekina, jakimi byli fotoreporterzy, którzy z ogromnym zaangażowaniem wypatrywali ich na ulicach. Nie uciekł jednak, przynajmniej jak na razie, zapytał ją, czy za niego wyjdzie, to by oznaczało, że jest sobie w stanie poradzić z tym zainteresowaniem, dla niej. Naprawdę wiele to dla niej znaczyło, bo przecież to trochę wywracało jego życie do góry nogami. Nie mógł być przy niej anonimowy, a wiedziała, że raczej nie lubi się wychylać. Przy niej to było niemożliwe.
- Wiesz, że niedługo wspólnie będziemy bogaci? - W końcu jeśli wezmą ten ślub wszystko co jej będzie i jego. - Musisz się przyzwyczaić do tej myśli. - Miała świadomość, że może to być dla niego nieco kłopotliwe, ale musiał się pogodzić z tym, że wraz z Rudą dostanie też jej majątek.
- Na pewno będziesz w ten sposób zapamiętany, z twoim zaangażowaniem prędzej, czy później odkryjesz jakąś chorobę, ale remendium na którąś z istniejących. - Wierzyła w to, że Cameron osiągnie sukces zawodowy.
- Tak, to było z drugiej strony, może tym razem nas nikt nie nawiedzi. - Złapała go pod rękę, mogli wreszcie się ruszyć, żeby obejrzeć te wspaniałe drzewa. - Ponoć jabłka z upraw Abbottów mają jakieś niesamowite moce, jestem ciekawa, czy to prawda. - Tak gdzieś, kiedyś słyszała.