17.05.2024, 08:59 ✶
Parkinson uniósł brew. Pomylili daty dostaw? W sumie to było... Prawdopodobne. Zdarza się, prawda? Nawet najlepszym. Nawet Penny i Terry'emu. Ale jednak gdzieś z tyłu głowy odezwał się głosik, że przecież Weasley nie zrobiłaby tak, bo ten sklep to było całe jej życie. Zaraz do niego dołączył drugi, głośniejszy, mówiący o tym, że jest roztrzepana. I skutecznie zagłuszył ewentualne podejrzliwe podszepty, na które Aidan w sumie nawet nie zwrócił uwagi. Łyknął tę wymówkę jak pelikan, rozciągając usta w głupim uśmiechu.
- Bez... magii? - uśmiech. który wymalował się na jego ustach, zniknął w mniej niż sekundę. Już miał pytać, czemu nie zapyta o to skrzata domowego, lecz w porę ugryzł się w język. Delikatna zawartość i takie pokraki jak skrzaty domowe - to mogło równać się tylko jednemu: katastrofie. - Noooo... Dobra...?
Łypnął w kierunku rudowłosej, ale wciąż nie wyczuwał absolutnie żadnego podstępu. Ufnie poszedł za Penny na zaplecze, wierząc że skoro były też małe pudełka, a to w końcu nie był jego sklep, to przecież Penny weźmie te mniejsze pakunki, a on pokaże, że umie targać te większe. Być może nie był jakoś specjalnie dobrze zbudowany, ale z pewnością był silniejszy od rudej. A co dwie pary rąk, to nie jednak.
- Kurde, dużo tego - rzucił, wciskając się na zaplecze nie bez trudu. Omiótł ten bałagan spojrzeniem - nie to, żeby mu przeszkadzał, bo sam nie należał do pedantów czy nawet miłośników porządku, ale... Jak oni tu cokolwiek znajdowali? - Nie myśleliście o tym, żeby to jakoś uporządkować? Przypomina moje biurko w pokoju Brygadzistów.
W sumie nie było AŻ tak źle jak mówił, aczkolwiek było w tym trochę racji. U niego na biurku nie było brudu - nie lepiło się nic, nie przyklejało, nie było kurzu. Ale był po prostu ogromny, kosmiczny bałagan.
- Chwila, co? A skąd mam wiedzieć, gdzie przenosić te pudła? - odwrócił łeb w jej stronę. Że ma to robić SAM? Mina mu zrzedła, ale jeszcze nie skomentował. Jeszcze. Ale był tak blisko, że Penny na pewno to widziała. I pewnie miała ogromną satysfakcję z tego, że Aidan usilnie starał się trzymać język za zębami. Ewidentnie go to męczyło.
- Bez... magii? - uśmiech. który wymalował się na jego ustach, zniknął w mniej niż sekundę. Już miał pytać, czemu nie zapyta o to skrzata domowego, lecz w porę ugryzł się w język. Delikatna zawartość i takie pokraki jak skrzaty domowe - to mogło równać się tylko jednemu: katastrofie. - Noooo... Dobra...?
Łypnął w kierunku rudowłosej, ale wciąż nie wyczuwał absolutnie żadnego podstępu. Ufnie poszedł za Penny na zaplecze, wierząc że skoro były też małe pudełka, a to w końcu nie był jego sklep, to przecież Penny weźmie te mniejsze pakunki, a on pokaże, że umie targać te większe. Być może nie był jakoś specjalnie dobrze zbudowany, ale z pewnością był silniejszy od rudej. A co dwie pary rąk, to nie jednak.
- Kurde, dużo tego - rzucił, wciskając się na zaplecze nie bez trudu. Omiótł ten bałagan spojrzeniem - nie to, żeby mu przeszkadzał, bo sam nie należał do pedantów czy nawet miłośników porządku, ale... Jak oni tu cokolwiek znajdowali? - Nie myśleliście o tym, żeby to jakoś uporządkować? Przypomina moje biurko w pokoju Brygadzistów.
W sumie nie było AŻ tak źle jak mówił, aczkolwiek było w tym trochę racji. U niego na biurku nie było brudu - nie lepiło się nic, nie przyklejało, nie było kurzu. Ale był po prostu ogromny, kosmiczny bałagan.
- Chwila, co? A skąd mam wiedzieć, gdzie przenosić te pudła? - odwrócił łeb w jej stronę. Że ma to robić SAM? Mina mu zrzedła, ale jeszcze nie skomentował. Jeszcze. Ale był tak blisko, że Penny na pewno to widziała. I pewnie miała ogromną satysfakcję z tego, że Aidan usilnie starał się trzymać język za zębami. Ewidentnie go to męczyło.