17.05.2024, 10:28 ✶
– Nie. Nie przepraszaj – zapewnił ją, bo pomijając ten fakt, że to chyba nie była jej wina, że dostała zaklętym sztyletem w bok, to jeszcze na dobrą sprawę właśnie go uratowała. Prawdę mówiąc on sam, chociaż nie stracił żadnej krwi, nie był do końca pewny, co tu się właśnie zadziało. Wiedział jednak, że na pewno chwilę odpocznie przed kolejnym podejściem do randkowania, a na kolejne spotkania będzie się umawiał w bardziej odpowiedzialne daty. Tylko co tak naprawdę było bardziej odpowiedzialną datą przy pechu, który dzielił z Brenną. A może po prostu powinien popytać znajomych, czy nie znają kogoś dla niego?Randka z kimkolwiek zeswatałaby go Millie byłaby pewnie jakimś ryzykiem, ale może byłoby ciekawie.
– Czyli można powiedzieć, że wykonałaś zadanie – stwierdził, nie wspominając już, że wolałby, aby jednak nie potraktowała swojego boku jako schowka na rytualne sztylety, ale najwyraźniej nie można było mieć wszystkiego.
Skrzywił się, gdy zaklęcie jedynie trochę ruszyło klątwę. Dalej wątpił, czy w obecnej chwili jakkolwiek dałoby się go wyjąć. No dobrze. Jeszcze raz. Po ciągnącej się niemiłosiernie długo serii zaklęć wreszcie poczuł, że klątwą ustępuje, a on chyba wreszcie będzie mógł wyjąć z niej to przeklęte ostrze.
– Złote góry? – spytał zaskoczony, jednocześnie zakładając rękawiczki, które świetnie nadwały się do wyjmowania przekletych rzeczy z ciał zaprzyjaźnionych klątw. – Nie, nie obiecywałem... Błędny Rycerz? – A potem w dotarło do niego w pełni o co jej chodziło. – Nie, nie. Brenno nie musisz nic robić naprawdę. Ta wariatka... Zresztą nie ważne. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię jednak dzisiaj spotkałem – zapewnił ją, ostrożnie łapiąc rękojeść. Nie wybuchnął jeszcze, więc chyba nie było źle. – Na trzy, dobrze?
– Czyli można powiedzieć, że wykonałaś zadanie – stwierdził, nie wspominając już, że wolałby, aby jednak nie potraktowała swojego boku jako schowka na rytualne sztylety, ale najwyraźniej nie można było mieć wszystkiego.
Skrzywił się, gdy zaklęcie jedynie trochę ruszyło klątwę. Dalej wątpił, czy w obecnej chwili jakkolwiek dałoby się go wyjąć. No dobrze. Jeszcze raz. Po ciągnącej się niemiłosiernie długo serii zaklęć wreszcie poczuł, że klątwą ustępuje, a on chyba wreszcie będzie mógł wyjąć z niej to przeklęte ostrze.
– Złote góry? – spytał zaskoczony, jednocześnie zakładając rękawiczki, które świetnie nadwały się do wyjmowania przekletych rzeczy z ciał zaprzyjaźnionych klątw. – Nie, nie obiecywałem... Błędny Rycerz? – A potem w dotarło do niego w pełni o co jej chodziło. – Nie, nie. Brenno nie musisz nic robić naprawdę. Ta wariatka... Zresztą nie ważne. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię jednak dzisiaj spotkałem – zapewnił ją, ostrożnie łapiąc rękojeść. Nie wybuchnął jeszcze, więc chyba nie było źle. – Na trzy, dobrze?