• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony

[2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#2
17.05.2024, 14:04  ✶  
Rok 1971 z pewną dozą leniwej opieszałości stawiał swe pierwsze kroki na Wyspach Brytyjskich; miał być to rok wielkich zmian w życiu Perseusa Blacka, choć wszystko wokół zdawało się trwać niezmienne - londyńskie brukowane uliczki były tak samo brudnoszare jak przed kilkoma dniami, fasady kamienic trwały niewzruszone w swojej smutnej popielatości, zaś kłęby gęstego dymu unosiły się nad miastem, uniemożliwiając rachitycznym promieniom styczniowego słońca przedrzeć się przez swoją barierę. Zniknęła podniosła atmosfera Yule i radosne oczekiwanie na ostatnią grudniową noc - istniał tylko brudny śnieg, i błoto, i desperackie próby przetrwania reszty zimy do wiosny, choć w tym roku miał nadzieję, że wiosna nie nastanie i każdego wieczora, kiedy leżał już w łóżku, jego oczy zwracały się ku malowanym na suficie gwiazdom, a usta poruszały się w bezdźwięcznej modlitwie do Matki, by uchroniła swego krnąbrnego syna przed okrutnym losem wymuszonego małżeństwa.

Remedium na swoje bolączki odnajdywał w pracy, a tej okazało się być tak wiele, że nie wiedział już, w co powinien włożyć ręce. Pracował więc zawzięcie od Yule, bez ani jednego dnia przerwy, ograniczając odpoczynek do niezbędnego minimum, by tylko zregenerować swe ciało. Bezczynność była niedobra, bezczynność sprawiała, że jego myśli zmierzały w kierunku, z którego nie był zadowolony. Wkraczały na obszary, które najchętniej zakopałby na samym dnie swojej (nie)pamięci. Był bledszy niż zwykle, pod czarnymi oczami wykwitły równie czarne sińce, zaś kości policzkowe stały się jeszcze bardziej wyraziste w ostatnich tygodniach, jakby zapadał się do środka. Odziany w obsydianowe szaty - tak bardzo pasujące do jego charakteru, jak i nazwiska - na które nałożył niedbale pomięty lekarski kitel, sprawiał wrażenie wysłannika Śmierci. Być może niektórzy brali go za samą Kostuchę z kosą zamienioną w mahoniową laskę, której równomierne stukanie wybijało czas pozostały do ich odejścia z tego świata.

Nie zdziwiło go wezwanie magipsychiatry do Munga - nie zdarzało się to wprawdzie często, ale nie był to również jakiś ewenement. Niekiedy stan pacjentów nie pozwalał na ich przenoszenie pomiędzy szpitalami, a potrzebowali konsultacji specjalistów. Nie, tym, co zaskoczyło Perseusa, był fakt, że Tezeus wysłał właśnie jego, obdarzając go przy tym ogromnym zaufaniem. Nie wiedział jeszcze, że za kilka tygodni Black je zawiedzie, wplątując się z Elliottem w intrygę, która w konsekwencji pochłonie życie jego żony. Sami zainteresowani jeszcze nie wiedzieli o tym, jak splątane zostaną ich losy.

John Doe był tylko jedną z wielu ofiar bestii, które określały się mianem Śmierciożerców; pomiędzy Yule a Nowym Rokiem do Munga oraz Lecznicy Dusz najwidoczniej doszło do zwiększonej aktywności zwolenników Lorda Voldemorta. Perseusa nie dziwiło to ani trochę - spotkania w gronie bliskich, nierzadko okraszone alkoholem, dziecięca niemalże beztroska związana z wyjątkowym okresem i opuszczenie gardy - te wszystkie czynniki sprawiały, że czarodzieje się stawali się łatwym celem do ataku dla tchórzy, którzy ukrywali swe oblicza za maskami. Co następne, zastanawiał się, zalecając kolejne eliksiry o działaniu uspokajającym dla roztrzaskanych dusz, zaczną atakować dzieci i starców? I zaczęli. W wigilię Nowego Roku pod skrzydła doktora Blacka trafił chłopiec, który był naocznym świadkiem zabójstwa własnych rodziców. Sam przeżył tylko dlatego, że na czas ataku schował się w szafie i nie wydał z siebie żadnego dźwięku - tak przynajmniej twierdził funkcjonariusz Brygady Uderzeniowej, która jako pierwsza weszła do domu, w którym rozegrała się tragedia. Chłopiec miał trzynaście lat i był najmłodszym pacjentem, z jakim Perseus miał dotychczas (wątpliwą) przyjemność pracować. Jego ojcem był mugol, matka zaś czarownicą mugolskiego pochodzenia; żył więc na granicy dwóch światów, bardziej skłaniając się ku temu pierwszemu. Black obawiał się, że chłopiec się go przerazi; jego czarnych jak węgiel oczu i równie ciemnych szat, białej skóry i laski w dłoni, ale stało się coś zupełnie odwrotnego i został zaakceptowany jako ktoś w rodzaju opiekuna. Kiedy jego mały pacjent już odzyskał zdolność mówienia, opowiadał o samochodach, o ich modelach, i silnikach, i wszystkich tych rzeczach, których nie rozumiał. Dla Perseusa każdy mugolski pojazd był taki sam, czasem różnił się jedynie kształtem oraz kolorem. Nie można jednak powiedzieć, że wszystko było na dobrej drodze, bowiem nastąpiła regresja - chłopiec zaczął ssać kciuk, a jego słownictwo w ciągu dwóch zaledwie dni stało się żałośnie ubogie i infantylne w porównaniu z innymi trzynastolatkami. Była też kobieta, czarownica w średnim wieku, znana mu z widzenia wdowa z Doliny Godryka, która w Yule próbowała odebrać sobie życie, po tym jak jej syn zmarł w Mungu po trzech tygodniach od ataku Śmierciożerców. Obrażenia, jakie wówczas mu zadali, okazały się być zbyt poważne i mimo usilnych starań uzdrowicieli, nie udało im się go uratować. Chłopak miał dwadzieścia lat i Perseus mimowolnie zastanawiał się, czy Eunice, którą uparcie podsuwali mu rodzice jako kandydatkę na żonę, również go znała. Byli też inni, nie tylko bezpośrednie ofiary, ale też ich bliscy, których stan nie wymagał hospitalizacji, a którzy zjawiali się w jego gabinecie ze zwieszonymi głowami, kierowani przez innych specjalistów i prosili o lekarstwo na nawracające koszmary, bezsenność, drżące dłonie, w których nie są w stanie utrzymać kubka i paranoiczne przeświadczenie, że ktoś zawsze ich obserwuje.

Był wreszcie sam John Doe, którego polecono mu zbadać. Prawdopodobnie mugolak lub półkrwi, na pewno nie Brytyjczyk, zatem imigrant lub turysta. Tylko tyle udało się ustalić na temat mężczyzny, który sam nie wiedział o sobie właściwie nic i sprawiał wrażenie przerażonego tym faktem. Podczas ich krótkiej rozmowy, zanim nieznajomy nie zapadł znów w głęboki sen, Perseus zwrócił uwagę na jego akcent wskazujący na pochodzenie z południowej Europy. Zdawało mu się nawet, że usłyszał słowo puta, wplecione dyskretnie między wiersze, ale nie miał pewności.

— Nie mam wątpliwości co do tego, że to prawdziwa amnezja — oznajmił pielęgniarce, która skrupulatnie coś notowała, biegnąc za nim holem — Dobra wiadomość jest taka, że…

Urwał nagle, gdy nagle usłyszał znajomy głos. W pierwszej chwili sądził, że się przesłyszał, ale kiedy przechylił głowę w kierunku, z którego dobiegał dźwięk, jego usta rozchyliły się w niemym okrzyku zdumienia, zaś reszta ciała zamarła, jakby przeszedł właśnie przez nie impuls elektryczny, który odebrał władzę jego mięśniom. Dyskretnie odprawił pielęgniarkę i podszedł w kierunku mężczyzny.

— Cóż za nietypowe miejsce na spotkanie, monsieur Shafiq — odpowiedział z serdecznym uśmiechem, wyraźnie akcentując słowo monsieur, solennie kojarzące mu się z intensywnymi tygodniami spędzonymi we francuskiej winnicy. Dawny kochanek, tak. Ale bez żalu i niedopowiedzeń; ta relacja zgasła naturalnie ze względu na dzielące ich kilometry i zobowiązania na miejscu. — Mam nadzieję, że u pana wszystko w porządku?

Dłoń Anthony’ego ciążyła na jego ramieniu, zdawała mu się, że pali przez ubrania i zostawia czerwony ślad na jego skórze. Chciał ją strącić, tak jak odgania się natrętną muchę, a jednocześnie pragnął zsunąć z niej skórzaną rękawiczkę i ucałować jego palce, jeden po drugim, pozwolić mu wsunąć kciuk pomiędzy swoje wargi, poczuć linę ocierającą się o jego nadgarstki przy każdym ruchu.

Minęło dziesięć lat, a Perseus wciąż miał do niego słabość.

— Z ogromną przyjemnością, jednak muszę pana uprzedzić, że nie będzie to długie spotkanie. Mam niestety mnóstwo pracy — mówiąc to, wcisnął przycisk windy, obok której się zatrzymali. Kołatało mu w klatce piersiowej, a myśli boleśnie kotłowały się w głowie. Konsultacja medyczna? Z nim? Miał podejrzenia, że ta sprawa miała drugie dno.

Wreszcie drzwi windy się otworzyły, ze środka wyszedł jeden z uzdrowicieli, który przywitał się z Perseusem pośpiesznym uściśnięciem dłoni - kolega z czasów kursów - a oni weszli do ciasnego pomieszczenia. Och, jakże napięta zrobiła się atmosfera…


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1886), Perseus Black (1861)




Wiadomości w tym wątku
[2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony - przez Anthony Shafiq - 30.04.2024, 16:10
RE: [2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony - przez Perseus Black - 17.05.2024, 14:04
RE: [2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony - przez Anthony Shafiq - 23.05.2024, 19:40
RE: [2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony - przez Perseus Black - 10.06.2024, 10:57
RE: [2.01.1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Percy & Anthony - przez Anthony Shafiq - 25.06.2024, 10:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa