W momencie witania się ze Stanleyem, nie ukrywał, że był zaskoczony jego obecnością, jakby chciał też znać powód, z jakiego pojawił się tak wcześnie w ich kamienicy. Lecz nauczony odczytywać mowę ciała jak i z twarzy, ten znaczny gest od Stanleya, nieco go uspokoił. Lecz prawda, umiejętność fali między nimi bardzo by ułatwiła niewerbalną komunikacją. Będą musieli umówić się na wstępne ćwiczenia. Sprawdzić chociaż, czy Stanley zdoła się tego nauczyć.
Wskazał gościowi miejsce przy stole, aby nie musiał się niczym krępować. Przedstawił mu swoich chłopaków i usiadł na swoje miejsce przy stole.
O ile wcześniej chłopcy zaczepiali się słownie, tak teraz niekulturalnym zachowaniem wykazała się Sophie. Również Richard zwrócił na to uwagę, kiedy upomniana została przez swojego ojca. Richard miał nadzieję, że jego chłopcy wykażą się większą kulturą od swojej kuzynki i nie odpowiedzą na te zaczepki.
Sięgając po musztardę do kiełbaski, dostrzegł, że Lorien robiła jakąś dziwną medytację nad koszykiem z pieczywem, jakby chciała rzucić zaklęcie lewitacji i pochwycić rogalika w powietrzu. Coś na zasadzie mentalnego wypowiedzenia zaklęcia jak do miotły ”do mnie!”, tylko tutaj mieli rogalika. Szybko się otrząsnęła i podjęła fizyczne działania. Zmarszczył brwi, obserwując ją z naprzeciwka. Coś musiało nie dawać jej spokoju, albo stan zdrowia nie był najlepszy. Już wcześniej nie była wstanie utrzymać dzbanka z kawą.
Zapytana przez Roberta, udzieliła mu odpowiedzi, więc Richard wrócił do swojego śniadania. Przy okazji słuchając i obserwując pozostałe osoby przy stole.
Kiedy Stanley otrzymał swoją zastawę, sztućce kubek i talerz, Richard jedynie zachęcił go do częstowania się. Żeby nie krępował się.
- Częstuj się.Mieli też na stole dzbanki z kawą i herbatą. Mógł brać na co ma ochotę.