17.05.2024, 17:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 11:14 przez Anthony Shafiq.)
Może gdyby Somnia powiedział jak mu się nie podoba w tym pokoju, to Anthony coś by w nim zmienił. Za wystrój odpowiadała jeszcze Edith, której rzeczywiście zależało, by gościnne sypialnie były możliwie jednorodne, stonowane i... cóż, nudne. Jeszcze wtedy gdy jej ręka dotykała ich wspólnej posiadłości, Anthony nawet nie myślał o dobudowaniu pawilonu z miniaturowym parkiem rzeźb pośród cyprysów. Jeszcze wtedy myśleli oboje, że ich życie będzie wyglądało inaczej. Mężczyzna nie miał jednak sentymentu do tej części jej działalności. O ile nie pozwalał nic ruszyć w sypialni zmarłej żony i jej kobiecym saloniku, o tyle to miejsce mogło przejść absolutne przeobrażenie. Gdyby tylko Morpheus powiedział słowo, był dla niego zrobić bardzo wiele, jeśli nie wszystko.
– Tak wiem, że nie umierasz. Tak oczywiście wiem gdzie pracujesz i z jakim ryzykiem ta praca się wiąże. Tak wiem, że jest wojna, a ulice są niebezpieczne – przedrzeźniał go, bo ileż to razy przyjaciel punktował go w rozmowach, wypominał swoiste odklejenie, znudzenie bogacza, którego problemy zmagań z czarnoksiężnikami dotykały tak rzadko. To też nie była do końca prawda, Shafiq musiał trzymać rękę na pulsie. Musiał się orientować. To, że nie chciał o tym rozmawiać, zwłaszcza w tych skąpych wspólnych chwilach, które udawało im się złapać dopasowując kalendarium Niewymownego z Szefem Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego to już inna sprawa. – Wiem również, że będąc ponoć w pełni władz umysłowych, zdecydowałeś się na samobiczujący pobyt w publicznym szpitalu o którym nawet bym nie wiedział, gdybym nie miał tego dnia konferencji. – Błogosławiony niech będzie Jonathan, który dzień wcześniej wywlekł go z ogrodu i wyperswadował odpuszczenie tego punktu harmonogramu. Anthony nie wątpił, że sam list z informacją o stanie Longbottoma otrzeźwiłby go momentalnie, jednakże w komplecie insygniów ministerialnych, ogolony z wymodelowaną fryzurą i przygotowanym uśmiechem zdziałał zdecydowanie więcej, niż gdyby wpadł tam tak jak stał, czy raczej leżał dzień temu. Pewnie i jego wtedy by przymusowo zesłali do Lecznicy Dusz. Ale prasa miałaby używanie... na szczęście tak się niestało. Będzie musiał wysłać Selwynowi jakieś spinki do mankietów w ramach podziękowania - zapisał sobie w głowie notkę.
– Chlubny wyjątek potwierdzający regułę – z lekceważeniem nakreślił finezyjny gest długimi palcami, którego jego starszy (ha! o cały miesiąc!) przyjaciel i tak nie widział. – Namawiałbym go do założenia i skupienia się na prywatnej praktyce, ba! Chętnie bym mu w tym patronował, ale po pierwszych atakach potrzebowałem kogoś wewnątrz, a lekarz hazardzista był banalny do pozyskania. Gwiazdy szczęśliwie sprzyjały i mi i Tobie, że przy okazji jest fachowcem w swojej dziedzinie, a nie tylko ślepym kretem, dzięki któremu mam dostęp do dokumentacji kiedy trzeba. Jest też świetnym klątwołamaczem, zamierzam zabrać go z nami do Kambodży gdy przyjdzie czas, wiesz... zamiast podręcznej apteczki, podręczny lekarz. Pamiętam o astrokartografii, ale nie wiemy jak Twoje ciało zareaguje na tak drastyczną zmianę klimatu. – Westchnął ciężko podnosząc się z krzesła u wezgłowia Longbottoma, mimochodem przypominając mu o ich wspólnych planach, a nie że jasnowidz sobie tak biega i traci wzrok z byle powodu. Nawet jeśli nie znał tego powodu, nie naciskał, nie dopytywał. Wiedział, że jeśli przyjdzie odpowiedni czas i miejsce, Morpheus mu o tym opowie. Zawsze tak było.
Sugestia jakiegokolwiek uniesienia między chorym a jego przyszłym lekarzem rozluźniła go i uniosła kąciki ust.
– Ja nie wątpię, że dasz radę go poderwać, nawet jeśli nie będzie mógł patrzeć w Twoje słodkie oczęta. Przyniosę więc na poczęstunek po kolacji rakiję, Wergiliusz upiecze poğaçe – Anthony'ego na prawdę nie obchodziło to, że połączenie obu było standardem w uroczystościach pogrzebowych. – Jeśli będziesz czuł się na siłach po badaniu, omówimy wstępnie plan wylotu. Sądzę, że muszę go przenieść z sierpnia na wrzesień mmm... Nie wprowadzałem Prewett'a jeszcze w jego rolę w tym, cóż dzisiaj będzie dobra okazja żeby– umilkł, bo oto sam zainteresowany wszedł do środka, a twarz Anthony'ego rozlała się w życzliwym uśmiechu, co znalazło bezpośrednie odbicie w jego tonie. Longbottom znał ten ton, bardzo zawodowy, udający, że dystans między osobami jest zdecydowanie krótszy niż powinien być, zamazany. Nieistotny.
– Wybornie, wiedziałem, że na pana zawsze można liczyć panie Prewett.– Odsunął się o krok, choć wcale nie musiał, bo pokój był na tyle przestronny, że lekarz mógł poruszać się ze swobodą, a Shafiq przecież i tak nie stał już przy łóżku. – Oczywiście po badaniu przewidziana jest kolacja, dobrze rozumiem, że zgodnie z moją prośbą może pan zostać do rana, na wypadek, gdyby poza szpitalem stan pacjenta się pogorszył? Wergiliusz przygotował już sąsiadującą sypialnię. Jestem panu niebywale wdzięczny, moje serce jest zdecydowanie spokojniejsze teraz, gdy wiem, że mój serdeczny przyjaciel jest w dobrych rękach. – To przecież nie on zarządził i nakazał, to Lisa nie przekazała wiadomości. Jego osobista asystenka o twarzy chłodnej jak czapa lodowa niejednokrotnie przyjmowała już pretensje w tej sprawie i miała opracowanych sto pięćdziesiąt siedem technik na tego typu pretensje. Winę zawsze brała na siebie. Anthony wątpił, aby teraz było inaczej. Wątpił też po prawdzie w to, aby Prewett odważył się narzekać Lisie lub na Lisę.
– To ja już Wam nie będę przeszkadzał, Morpheus jak skończycie, przy Twoim łóżku jest dzwoneczek – pożegnał się i wyszedł, dyskretnie zamykając za sobą drzwi. Jeśli komuś się wydawało, że zrobił to po to aby popracować... Cóż. Niedługo po jego wyjściu cały dom rozbrzmiał bardzo niespiesznie ćwiczonymi gamami i wprawkami. Tak. Anthony po dwunastu latach wrócił do grania na fortepianie.
– Tak wiem, że nie umierasz. Tak oczywiście wiem gdzie pracujesz i z jakim ryzykiem ta praca się wiąże. Tak wiem, że jest wojna, a ulice są niebezpieczne – przedrzeźniał go, bo ileż to razy przyjaciel punktował go w rozmowach, wypominał swoiste odklejenie, znudzenie bogacza, którego problemy zmagań z czarnoksiężnikami dotykały tak rzadko. To też nie była do końca prawda, Shafiq musiał trzymać rękę na pulsie. Musiał się orientować. To, że nie chciał o tym rozmawiać, zwłaszcza w tych skąpych wspólnych chwilach, które udawało im się złapać dopasowując kalendarium Niewymownego z Szefem Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego to już inna sprawa. – Wiem również, że będąc ponoć w pełni władz umysłowych, zdecydowałeś się na samobiczujący pobyt w publicznym szpitalu o którym nawet bym nie wiedział, gdybym nie miał tego dnia konferencji. – Błogosławiony niech będzie Jonathan, który dzień wcześniej wywlekł go z ogrodu i wyperswadował odpuszczenie tego punktu harmonogramu. Anthony nie wątpił, że sam list z informacją o stanie Longbottoma otrzeźwiłby go momentalnie, jednakże w komplecie insygniów ministerialnych, ogolony z wymodelowaną fryzurą i przygotowanym uśmiechem zdziałał zdecydowanie więcej, niż gdyby wpadł tam tak jak stał, czy raczej leżał dzień temu. Pewnie i jego wtedy by przymusowo zesłali do Lecznicy Dusz. Ale prasa miałaby używanie... na szczęście tak się niestało. Będzie musiał wysłać Selwynowi jakieś spinki do mankietów w ramach podziękowania - zapisał sobie w głowie notkę.
– Chlubny wyjątek potwierdzający regułę – z lekceważeniem nakreślił finezyjny gest długimi palcami, którego jego starszy (ha! o cały miesiąc!) przyjaciel i tak nie widział. – Namawiałbym go do założenia i skupienia się na prywatnej praktyce, ba! Chętnie bym mu w tym patronował, ale po pierwszych atakach potrzebowałem kogoś wewnątrz, a lekarz hazardzista był banalny do pozyskania. Gwiazdy szczęśliwie sprzyjały i mi i Tobie, że przy okazji jest fachowcem w swojej dziedzinie, a nie tylko ślepym kretem, dzięki któremu mam dostęp do dokumentacji kiedy trzeba. Jest też świetnym klątwołamaczem, zamierzam zabrać go z nami do Kambodży gdy przyjdzie czas, wiesz... zamiast podręcznej apteczki, podręczny lekarz. Pamiętam o astrokartografii, ale nie wiemy jak Twoje ciało zareaguje na tak drastyczną zmianę klimatu. – Westchnął ciężko podnosząc się z krzesła u wezgłowia Longbottoma, mimochodem przypominając mu o ich wspólnych planach, a nie że jasnowidz sobie tak biega i traci wzrok z byle powodu. Nawet jeśli nie znał tego powodu, nie naciskał, nie dopytywał. Wiedział, że jeśli przyjdzie odpowiedni czas i miejsce, Morpheus mu o tym opowie. Zawsze tak było.
Sugestia jakiegokolwiek uniesienia między chorym a jego przyszłym lekarzem rozluźniła go i uniosła kąciki ust.
– Ja nie wątpię, że dasz radę go poderwać, nawet jeśli nie będzie mógł patrzeć w Twoje słodkie oczęta. Przyniosę więc na poczęstunek po kolacji rakiję, Wergiliusz upiecze poğaçe – Anthony'ego na prawdę nie obchodziło to, że połączenie obu było standardem w uroczystościach pogrzebowych. – Jeśli będziesz czuł się na siłach po badaniu, omówimy wstępnie plan wylotu. Sądzę, że muszę go przenieść z sierpnia na wrzesień mmm... Nie wprowadzałem Prewett'a jeszcze w jego rolę w tym, cóż dzisiaj będzie dobra okazja żeby– umilkł, bo oto sam zainteresowany wszedł do środka, a twarz Anthony'ego rozlała się w życzliwym uśmiechu, co znalazło bezpośrednie odbicie w jego tonie. Longbottom znał ten ton, bardzo zawodowy, udający, że dystans między osobami jest zdecydowanie krótszy niż powinien być, zamazany. Nieistotny.
– Wybornie, wiedziałem, że na pana zawsze można liczyć panie Prewett.– Odsunął się o krok, choć wcale nie musiał, bo pokój był na tyle przestronny, że lekarz mógł poruszać się ze swobodą, a Shafiq przecież i tak nie stał już przy łóżku. – Oczywiście po badaniu przewidziana jest kolacja, dobrze rozumiem, że zgodnie z moją prośbą może pan zostać do rana, na wypadek, gdyby poza szpitalem stan pacjenta się pogorszył? Wergiliusz przygotował już sąsiadującą sypialnię. Jestem panu niebywale wdzięczny, moje serce jest zdecydowanie spokojniejsze teraz, gdy wiem, że mój serdeczny przyjaciel jest w dobrych rękach. – To przecież nie on zarządził i nakazał, to Lisa nie przekazała wiadomości. Jego osobista asystenka o twarzy chłodnej jak czapa lodowa niejednokrotnie przyjmowała już pretensje w tej sprawie i miała opracowanych sto pięćdziesiąt siedem technik na tego typu pretensje. Winę zawsze brała na siebie. Anthony wątpił, aby teraz było inaczej. Wątpił też po prawdzie w to, aby Prewett odważył się narzekać Lisie lub na Lisę.
– To ja już Wam nie będę przeszkadzał, Morpheus jak skończycie, przy Twoim łóżku jest dzwoneczek – pożegnał się i wyszedł, dyskretnie zamykając za sobą drzwi. Jeśli komuś się wydawało, że zrobił to po to aby popracować... Cóż. Niedługo po jego wyjściu cały dom rozbrzmiał bardzo niespiesznie ćwiczonymi gamami i wprawkami. Tak. Anthony po dwunastu latach wrócił do grania na fortepianie.