17.05.2024, 20:48 ✶
Isaac starał się pomóc jak tylko mógł. Odetchnął jednak w duchu, kiedy pojawił się weterynarz, który sprawnie opanował całą sytuację. Oglądanie zwierząt w takim stanie było bardzo przygnębiające. Laurent musiał czuć się jeszcze gorzej - w końcu to jego konie i na pewno był z nimi bardzo związany. Mimo że Bagshot lubił jeść mięso, to jednak nie chciałby patrzeć jak cierpią lub są zabijane jakkolwiek zwierzęta. Nawet te przeznaczone na rzeź. Ot, taka hipokryzja. Mieszkając na wsi w Polsce trochę się jednak tego naoglądał. Jego przyjaciele - Edmund oraz Tereska mieli farmę - krowy, kury i świnie. Nigdy się nad nimi nie znęcali, jednak trzymali je u siebie z wiadomych względów.
Kiedy jego pomoc przestała być potrzebna, wycofał się pod ogrodzenie i oparł o nie plecami. Wyciągnął papierosa i zapalił, wzdychając pod nosem. W dłoni trzymał lemoniadę którą podała mu pracownica Laurenta. Kiedy gospodarz do niego podszedl, uśmiechnął się niepewnie. Nie wiedział, czy chłopak czuje się lepiej, i czy będzie podzielał jego pozytywne spojrzenie na sprawę. W końcu wszystko skończyło się dobrze. Nie zaproponował mu papierosa. Prewett nie palił.m
- Teraz już wszystko będzie dobrze. I nie przepraszaj, nie masz za co.- Mówił.- I pewnie, że mam ochotę porozmawiać. Pytanie, jak ty się czujesz? Jeśli potrzebujesz pobyć sam, to po prostu powiedz.- Isaac nie miałby z tym problemu. Wiedział, że ludzie różnie odreagowują stresujące sytuacje. On na pewno potrzebowałby towarzystwa, żeby zająć czymś głowę. Potrzebował ludzi, żeby móc naładować baterie.
Ruszył za Laurentem, zerkając na konie które odzyskały swój normalny kształt. Pewnie minie dobrych kilka dni, zanim zwierzęta dojdą do siebie.
-Posprzątałem pety, które rzucałem pod róże w ogrodzie.- Powiedział nagle, mrużąc lekko oczy. Spojrzał na Laurenta. Przyjemny widok. W jego oczach chłopak był po prostu piękny. Nigdy nie sądził, że jakikolwiek mężczyzna będzie w stanie wzbudzić w nim takie emocje. Prawie każda kobieta z którą kiedyś był blisko, działała na niego podobnie. Ale mężczyzna?- Jeśli masz siłę, to pójdziemy nad morze?- Poprosił. Na pewno nie będzie chciał rozmawiać o tym, o czym mieli dzisiaj rozmawiać. Nie po tym, co się wydarzyło.
Kiedy jego pomoc przestała być potrzebna, wycofał się pod ogrodzenie i oparł o nie plecami. Wyciągnął papierosa i zapalił, wzdychając pod nosem. W dłoni trzymał lemoniadę którą podała mu pracownica Laurenta. Kiedy gospodarz do niego podszedl, uśmiechnął się niepewnie. Nie wiedział, czy chłopak czuje się lepiej, i czy będzie podzielał jego pozytywne spojrzenie na sprawę. W końcu wszystko skończyło się dobrze. Nie zaproponował mu papierosa. Prewett nie palił.m
- Teraz już wszystko będzie dobrze. I nie przepraszaj, nie masz za co.- Mówił.- I pewnie, że mam ochotę porozmawiać. Pytanie, jak ty się czujesz? Jeśli potrzebujesz pobyć sam, to po prostu powiedz.- Isaac nie miałby z tym problemu. Wiedział, że ludzie różnie odreagowują stresujące sytuacje. On na pewno potrzebowałby towarzystwa, żeby zająć czymś głowę. Potrzebował ludzi, żeby móc naładować baterie.
Ruszył za Laurentem, zerkając na konie które odzyskały swój normalny kształt. Pewnie minie dobrych kilka dni, zanim zwierzęta dojdą do siebie.
-Posprzątałem pety, które rzucałem pod róże w ogrodzie.- Powiedział nagle, mrużąc lekko oczy. Spojrzał na Laurenta. Przyjemny widok. W jego oczach chłopak był po prostu piękny. Nigdy nie sądził, że jakikolwiek mężczyzna będzie w stanie wzbudzić w nim takie emocje. Prawie każda kobieta z którą kiedyś był blisko, działała na niego podobnie. Ale mężczyzna?- Jeśli masz siłę, to pójdziemy nad morze?- Poprosił. Na pewno nie będzie chciał rozmawiać o tym, o czym mieli dzisiaj rozmawiać. Nie po tym, co się wydarzyło.