23.12.2022, 18:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 11:37 przez Morgana le Fay.)
- Nie ufasz mi? – Nie było to pytanie na poważnie, bardziej żart, który miał wskazać na zgrywanie niewiniątka. Miał przy tym wrażenie, że każde słowo pali go w język i powiększa gulę w gardle, przez którą się wewnętrznie dusił. Zostawiła ich zaledwie na kilka minut, a już narobił kłopotów.
- Nora, to nasza tajemnica – odpowiedział, czochrając Mabel włosy, tak jak niegdyś robił to po złości jej mamie. – Może cię kiedyś wtajemniczymy do naszej grupy najlepszych przyjaciół – ciągnął dalej, uśmiechając się szeroko. Mimo to nadal martwił się, że siedmiolatka zdradzi go przed swoją rodzicielką. – Co myślisz, Mabel? – dodał, oczywiście zaznaczając, że liczył się z jej zdaniem. Pochylił się do niej i ciągnął dalej już szeptem: - Opowiedz mi potem, jakie karty miałaś w żabach.
Nie nadawał się na opiekuna dzieci, a tym bardziej na rodzica. Wiedział to chyba od zawsze, a teraz tym bardziej to do niego docierało. Aż go przerażała sama myśl, w jakie kłopoty mógłby wciągnąć tę małą dziewczynkę wyłącznie swoją bezmyślnością. Dla uciechy dziecka zmieszałby wszystkie wybrane przez nią składniki eliksirów, tylko po to, żeby sprawdzić, co takiego stworzą. Nakarmiłby Salema skrzelozielem, aby przekonać się, jak wyglądałby kot pod wodą. Gdyby mógł, przyprowadziłby jej siłą tego przeklętego jednorożca. Tylko co, jeśli kociołek by wybuchł, kot udusił, a koń stratował wszystkich wokół? Do opieki nad dzieckiem trzeba mieć w sobie choć odrobinę odpowiedzialności, a Ollivander sam nie czuł się dorosłym.
- Ej, nie byliśmy na loterii – zawołał, dostrzegłszy goblina z wielkim kołem, do którego ustawiała się kolejka. – Mab, chcesz zakręcić za mnie? – spytał małą, wręczając odpowiednią zapłatę za tę „przyjemność” ryzyka pozbawienia go nagrody. Szansa jedna na sześć, prawda?
wygrywam 15PD
- Nora, to nasza tajemnica – odpowiedział, czochrając Mabel włosy, tak jak niegdyś robił to po złości jej mamie. – Może cię kiedyś wtajemniczymy do naszej grupy najlepszych przyjaciół – ciągnął dalej, uśmiechając się szeroko. Mimo to nadal martwił się, że siedmiolatka zdradzi go przed swoją rodzicielką. – Co myślisz, Mabel? – dodał, oczywiście zaznaczając, że liczył się z jej zdaniem. Pochylił się do niej i ciągnął dalej już szeptem: - Opowiedz mi potem, jakie karty miałaś w żabach.
Nie nadawał się na opiekuna dzieci, a tym bardziej na rodzica. Wiedział to chyba od zawsze, a teraz tym bardziej to do niego docierało. Aż go przerażała sama myśl, w jakie kłopoty mógłby wciągnąć tę małą dziewczynkę wyłącznie swoją bezmyślnością. Dla uciechy dziecka zmieszałby wszystkie wybrane przez nią składniki eliksirów, tylko po to, żeby sprawdzić, co takiego stworzą. Nakarmiłby Salema skrzelozielem, aby przekonać się, jak wyglądałby kot pod wodą. Gdyby mógł, przyprowadziłby jej siłą tego przeklętego jednorożca. Tylko co, jeśli kociołek by wybuchł, kot udusił, a koń stratował wszystkich wokół? Do opieki nad dzieckiem trzeba mieć w sobie choć odrobinę odpowiedzialności, a Ollivander sam nie czuł się dorosłym.
- Ej, nie byliśmy na loterii – zawołał, dostrzegłszy goblina z wielkim kołem, do którego ustawiała się kolejka. – Mab, chcesz zakręcić za mnie? – spytał małą, wręczając odpowiednią zapłatę za tę „przyjemność” ryzyka pozbawienia go nagrody. Szansa jedna na sześć, prawda?
Rzut 1d6 - 6
wygrywam 15PD
Loteria rozliczona