17.05.2024, 23:33 ✶
– Pierwsza – powiedział zmęczony tym wszystkim. Nie, to na pewno nie on miał problemy. To zdecydowanie Francesca była tą dziwną. Ale hej! Jeszcze był młody. Jeszcze nie musiał się martwić, że skończy samotnie. Przynajmniej na razie może spędzać wieczory w kasynie bez obawy, że jakaś miłość jego życia wytknie mu jakieś problemy, których przecież nie miał. Może jeszcze ponarzekałby dłużej Brennie na to wszystko, ale po pierwsze wątpił, by była teraz na siłach, by go słuchać, a po drugie lepiej było zająć się innymi sprawami. Na przykład zapobieganiem wykrwawiania się.
– Ale przynajmniej nie na dwa – odpowiedział z nieco złośliwym, choć przyjacielskim uśmiechem, zupełnie jakby właśnie zrobił coś przebiegłego w kasynie, ale wszyscy wyszli na tym na dobre.
Po chwili krwotok został zatrzymany, a sama Brenna załatana.
– Nie przejmuj się. Nie jesteś mi nic winna – powiedział, upewniając się, czy opatrunki są na pewno poprawnie założone. – A obrus się wypierze. Nie pierwszy raz zmywałbym krew. Zresztą chyba i tak uratowałaś mnie przed gorszym losem. Jak się teraz czujesz? Nadal boli?
Przyjrzał się Brennie dokładnie, przykładając chłodną dłoń do jej czoła, by upewnić się, czy nie miała gorączki. Wyglądała jak bardzo zmęczony trup, ale przynajmniej żywy trup. To znaczy... Nie. To nie miało sensu. Wyglądała, tak jakby jednak, chociaż wyjątkowo była bledsza od niego, nie miała umrzeć. Ale oczywiście już musiała gadać o pracy! Eh.. Czy był w ogóle sens się z nią o to kłócić?
– Zróbmy tak. Na razie odpoczniesz i zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądać rano, dobrze? – powiedział, podsuwając jej pod usta kubek zwykłej wody, aby się napiła. – Mam po kogoś posłać? Kogoś z rodziny? Brata?
Obrzucił ją zmartwionym spojrzeniem. Potrzebowała odpoczynku i to bardzo. Zaraz, o ile nie zadecyduje z kimś z rodziny, że woli zostać przeniesiona do domu, spróbuje przetransportować ją do łóżka, a sam, o ile dzisiaj zaśnie, zajmie kanapę. Heh... Już miał się ucieszyć, że przynajmniej jego sypialnia lśniła czystością jeszcze bardziej, niż zwykle, a pościel została świeżo wymieniona tuż przed jego wyjściem, ale wtedy uświadomił sobie czemu tak było. I że pościel była bordowa dla romantyzmu. I że na szafce stały gotowe świece zapachowe. I że mógł specjalnie wyciągnąć kilka powieści romantycznych na wierzch, by zasugerować Francesce pewne rzeczy. Teraz czuł się, jak idiota. A mógł nie przerabiać sypialni gościnnej na gabinet.
– Nie, dzisiaj jest... – Przygryzł wargi. – Inna data. Bardzo głupia, ale może jednak coś jest na rzeczy... Zresztą nie ważne. Powinnaś na razie odpocząć.
– Ale przynajmniej nie na dwa – odpowiedział z nieco złośliwym, choć przyjacielskim uśmiechem, zupełnie jakby właśnie zrobił coś przebiegłego w kasynie, ale wszyscy wyszli na tym na dobre.
Po chwili krwotok został zatrzymany, a sama Brenna załatana.
– Nie przejmuj się. Nie jesteś mi nic winna – powiedział, upewniając się, czy opatrunki są na pewno poprawnie założone. – A obrus się wypierze. Nie pierwszy raz zmywałbym krew. Zresztą chyba i tak uratowałaś mnie przed gorszym losem. Jak się teraz czujesz? Nadal boli?
Przyjrzał się Brennie dokładnie, przykładając chłodną dłoń do jej czoła, by upewnić się, czy nie miała gorączki. Wyglądała jak bardzo zmęczony trup, ale przynajmniej żywy trup. To znaczy... Nie. To nie miało sensu. Wyglądała, tak jakby jednak, chociaż wyjątkowo była bledsza od niego, nie miała umrzeć. Ale oczywiście już musiała gadać o pracy! Eh.. Czy był w ogóle sens się z nią o to kłócić?
– Zróbmy tak. Na razie odpoczniesz i zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądać rano, dobrze? – powiedział, podsuwając jej pod usta kubek zwykłej wody, aby się napiła. – Mam po kogoś posłać? Kogoś z rodziny? Brata?
Obrzucił ją zmartwionym spojrzeniem. Potrzebowała odpoczynku i to bardzo. Zaraz, o ile nie zadecyduje z kimś z rodziny, że woli zostać przeniesiona do domu, spróbuje przetransportować ją do łóżka, a sam, o ile dzisiaj zaśnie, zajmie kanapę. Heh... Już miał się ucieszyć, że przynajmniej jego sypialnia lśniła czystością jeszcze bardziej, niż zwykle, a pościel została świeżo wymieniona tuż przed jego wyjściem, ale wtedy uświadomił sobie czemu tak było. I że pościel była bordowa dla romantyzmu. I że na szafce stały gotowe świece zapachowe. I że mógł specjalnie wyciągnąć kilka powieści romantycznych na wierzch, by zasugerować Francesce pewne rzeczy. Teraz czuł się, jak idiota. A mógł nie przerabiać sypialni gościnnej na gabinet.
– Nie, dzisiaj jest... – Przygryzł wargi. – Inna data. Bardzo głupia, ale może jednak coś jest na rzeczy... Zresztą nie ważne. Powinnaś na razie odpocząć.