18.05.2024, 00:53 ✶
Gdyby to rzeczywiście było takie łatwe: powiedzieć, czego faktycznie się chce i nie przejmować, co woleliby inni. Ulysses zwilżył językiem dolną wargę. Bo jakaś jego część rzeczywiście chciałaby rzucić: zabierz mnie do Egiptu. Ale nawet gdyby to powiedział, to przecież musiałby pójść o krok dalej: wyjaśnić ojcu, że porzuca pracę w Ministerstwie Magii; że wcale nie chce się żenić z byle kobietą, ale wolałby taką, którą przynajmniej zdążyłby polubić (a najlepiej, żeby to jednak była Danielle, nawet jeśli nie było na to najmniejszych szans); że chce żyć inaczej niż dotychczas.
Szczerość wymagałaby od niego jeszcze więcej. Już nie tylko wyznania ojcu wszystkiego i przeciwstawienia się jego oczekiwaniom, ale też niesłabnącej wiary w to, że Cathal naprawdę lubił go aż tak. Zgoda, pozwolił mu u siebie mieszkać. Zgoda, pozwolił na adopcję psa i na remont domu matki, ale większą część roku spędzał albo za granicą, albo w mieszkaniu w na horyzontalnej. Czy rzeczywiście lubiłby go aż tak, żeby pociągnąć za sobą?
Wbrew plotkom, które nierozważnie rozpuścił ten kretyn Carrow, Ulysses nigdy nie spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela przez pryzmat romantyzmu. Ba, nigdy mu nawet nie przyszło do głowy, że naprawdę mogłoby ich połączyć coś więcej niż przyjaźń. Jasne, wiedział, że Cathal był przystojny i podobał się kobietom (ba, był nawet przekonany, że jedną z takich zakochanych w nim bez pamięci kobiet była Leta, o innej która uwięziła go na łodzi nie wiedział), ale... no kobietom właśnie. Rookwoodowi zazwyczaj nie robiło to żadnej większej różnicy i nawet tego dnia, gdy patrzył na Shafiqa a w jego oczach płonęła obsesja, nie płonęła aż tak, by przekroczyć granice, które normalnie nie były do przekroczenia.
- Przecież już dostałeś moją propozycję – przypomniał cicho. – Zaproponowałem, żebyśmy wynajęli łódkę i popłynęli na wyspę. Nawet mam na to mugolskie pieniądze. Jeśli Ginny i Nell nie będą chciały, to mogą się w tym czasie opalać, pływać albo zrobić cokolwiek innego. – A poza tym, w tym właśnie momencie, to Ulyssesa naprawdę nie obchodziło co tamte dwie będą robiły, interesowało go tylko to, co sam mógł robić z Cathalem. Starał się jednak o nich pamiętać, bo Shafiq uczepił się ich jak rzep psiego ogonu. – I jeśli rzeczywiście decyzja ma należeć do mnie, to płyniemy na wyspę.
Szczerość wymagałaby od niego jeszcze więcej. Już nie tylko wyznania ojcu wszystkiego i przeciwstawienia się jego oczekiwaniom, ale też niesłabnącej wiary w to, że Cathal naprawdę lubił go aż tak. Zgoda, pozwolił mu u siebie mieszkać. Zgoda, pozwolił na adopcję psa i na remont domu matki, ale większą część roku spędzał albo za granicą, albo w mieszkaniu w na horyzontalnej. Czy rzeczywiście lubiłby go aż tak, żeby pociągnąć za sobą?
Wbrew plotkom, które nierozważnie rozpuścił ten kretyn Carrow, Ulysses nigdy nie spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela przez pryzmat romantyzmu. Ba, nigdy mu nawet nie przyszło do głowy, że naprawdę mogłoby ich połączyć coś więcej niż przyjaźń. Jasne, wiedział, że Cathal był przystojny i podobał się kobietom (ba, był nawet przekonany, że jedną z takich zakochanych w nim bez pamięci kobiet była Leta, o innej która uwięziła go na łodzi nie wiedział), ale... no kobietom właśnie. Rookwoodowi zazwyczaj nie robiło to żadnej większej różnicy i nawet tego dnia, gdy patrzył na Shafiqa a w jego oczach płonęła obsesja, nie płonęła aż tak, by przekroczyć granice, które normalnie nie były do przekroczenia.
- Przecież już dostałeś moją propozycję – przypomniał cicho. – Zaproponowałem, żebyśmy wynajęli łódkę i popłynęli na wyspę. Nawet mam na to mugolskie pieniądze. Jeśli Ginny i Nell nie będą chciały, to mogą się w tym czasie opalać, pływać albo zrobić cokolwiek innego. – A poza tym, w tym właśnie momencie, to Ulyssesa naprawdę nie obchodziło co tamte dwie będą robiły, interesowało go tylko to, co sam mógł robić z Cathalem. Starał się jednak o nich pamiętać, bo Shafiq uczepił się ich jak rzep psiego ogonu. – I jeśli rzeczywiście decyzja ma należeć do mnie, to płyniemy na wyspę.