23.12.2022, 19:43 ✶
To nie była nieuprzejmość, a przynajmniej nie miała być. Ale wyzbyty z emocji głos i jego tonacja zrobiły swoje, kiedy zwyczajnie chroniła swoje myśli za pomocą oklumencji. To… mogło sprawiać takie wrażenie dla kogoś, kto nie wiedział. A w połączeniu ze zmęczeniem, jakie było widoczne na jej twarzy – cóż, wyglądała jak ktoś, komu przydał by się kolejny kubek kawy.
- Proszę mi wybaczyć, jeśli zabrzmiałam zbyt ostro – odezwała się spoglądając na Rookwooda. - Nie chcę zabierać pańskiego czasu na snucie domysłów i niedopowiedzenia – w tym momencie po prostu wolała konkrety, tym bardziej, że przyszli tutaj, zdaje się, w sprawach biznesowych, a nie do końca prywatnych. A ona zwyczajnie też nie miała czasu na zastanawianie się o co mu może chodzić i po co ta gierka. Konsekwencje swoich czynów – tak jasne. Konsekwencjami jej czynów było to, że chciał czegoś i wiedział że sam tego nie dostanie, więc się tutaj pofatygował? Ale Victoria miała na tyle taktu, by tego po prostu nie skomentować.
- Rozumiem. Nie działam jednak sama, to za duża sprawa, żebym mogła ją prowadzić sama, zawsze jest nas więcej do badania i tropienia – to było raczej oczywiste, nie odkrywała przed nim żadnej tajemnicy związanej z pracą. To tak żeby mieli tutaj świadomość ile była w stanie zrobić i że nie na wszystko mogłaby mieć wpływ. Cóż… przynajmniej łączył ich pierwszy cel – żeby zniknął z ulic. - Ale każda pomoc się przyda… o ile nie będzie antypomocą, bo mogę za takie coś zapłacić – tu też nie pozostawiła mu złudzeń. Przyszły teść czy nie, ona była profesjonalistką. I jeśli było tutaj żeby przeszkadzać w śledztwie i zacierać ślady to była gotowa ich obu stąd po prostu wygonić tak czy inaczej. Tak czy siak… nie była tak niechętna tej pomocy bo byli tak naprawdę w kropce. Nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie, ale wiadomo że gdzieś i że będzie paskudnie. - Bardzo dziękuję za pański czas i myśli – bo jednak mimo wszystko nie musiał się tutaj fatygować. Nie musiał nic robić. Ale widać… zależało mu na tym małżeństwie tak samo jak jej rodzicom. Nie wiedziała jakiego targu dobili i jaki obie strony miały w tym interes, no ale… fakt był taki, że jednak się tu zjawił. Razem z synem, który póki co jedyne co zrobił to się przywitał. - Do widzenia, życzę miłego dnia – pożegnała go grzecznie, nawet małym dygnięciem, kiedy już rzeczywiście się ulotnił, zostawiając tutaj Sauriela.
Victoria przez moment patrzyła jeszcze na drzwi, jakby coś mu się jednak przypomniało i zamierzał wrócić, ale kiedy po chwili nic takiego nie nastało, to przeniosła swoje spojrzenie na Sauriela.
- Usiądź, bez sensu żebyś tak stał – powiedziała i wróciła za biurko gdzie stojąc pomasowała sobie jedną skroń. - Nie patrz tak na mnie – odezwała się po chwili. - Ja naprawdę nie miałam ostatnio czasu – coś by się znalazło, ale na pewno nie w ciągu ostatniego tygodnia, nie.
- Proszę mi wybaczyć, jeśli zabrzmiałam zbyt ostro – odezwała się spoglądając na Rookwooda. - Nie chcę zabierać pańskiego czasu na snucie domysłów i niedopowiedzenia – w tym momencie po prostu wolała konkrety, tym bardziej, że przyszli tutaj, zdaje się, w sprawach biznesowych, a nie do końca prywatnych. A ona zwyczajnie też nie miała czasu na zastanawianie się o co mu może chodzić i po co ta gierka. Konsekwencje swoich czynów – tak jasne. Konsekwencjami jej czynów było to, że chciał czegoś i wiedział że sam tego nie dostanie, więc się tutaj pofatygował? Ale Victoria miała na tyle taktu, by tego po prostu nie skomentować.
- Rozumiem. Nie działam jednak sama, to za duża sprawa, żebym mogła ją prowadzić sama, zawsze jest nas więcej do badania i tropienia – to było raczej oczywiste, nie odkrywała przed nim żadnej tajemnicy związanej z pracą. To tak żeby mieli tutaj świadomość ile była w stanie zrobić i że nie na wszystko mogłaby mieć wpływ. Cóż… przynajmniej łączył ich pierwszy cel – żeby zniknął z ulic. - Ale każda pomoc się przyda… o ile nie będzie antypomocą, bo mogę za takie coś zapłacić – tu też nie pozostawiła mu złudzeń. Przyszły teść czy nie, ona była profesjonalistką. I jeśli było tutaj żeby przeszkadzać w śledztwie i zacierać ślady to była gotowa ich obu stąd po prostu wygonić tak czy inaczej. Tak czy siak… nie była tak niechętna tej pomocy bo byli tak naprawdę w kropce. Nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie, ale wiadomo że gdzieś i że będzie paskudnie. - Bardzo dziękuję za pański czas i myśli – bo jednak mimo wszystko nie musiał się tutaj fatygować. Nie musiał nic robić. Ale widać… zależało mu na tym małżeństwie tak samo jak jej rodzicom. Nie wiedziała jakiego targu dobili i jaki obie strony miały w tym interes, no ale… fakt był taki, że jednak się tu zjawił. Razem z synem, który póki co jedyne co zrobił to się przywitał. - Do widzenia, życzę miłego dnia – pożegnała go grzecznie, nawet małym dygnięciem, kiedy już rzeczywiście się ulotnił, zostawiając tutaj Sauriela.
Victoria przez moment patrzyła jeszcze na drzwi, jakby coś mu się jednak przypomniało i zamierzał wrócić, ale kiedy po chwili nic takiego nie nastało, to przeniosła swoje spojrzenie na Sauriela.
- Usiądź, bez sensu żebyś tak stał – powiedziała i wróciła za biurko gdzie stojąc pomasowała sobie jedną skroń. - Nie patrz tak na mnie – odezwała się po chwili. - Ja naprawdę nie miałam ostatnio czasu – coś by się znalazło, ale na pewno nie w ciągu ostatniego tygodnia, nie.