18.05.2024, 01:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 01:55 przez Sebastian Macmillan.)
Co tu dużo mówić, konkretne miejsce pobytu starego Bagshota może i było owiane gęstą mgłą tajemnicy, jednak podczas wizyty w domku czarodzieja Sebastianowi, Isaacowi i Peregrinusowi udało się wpaść na trop. Może nie był zbyt świeży i pewny, jednak składał się na niego zbiór wskazówek, których nie można było tak po prostu zignorować.
Po wizycie w głównej siedzibie ośrodka celem pozostawienia po sobie stosownej notki, trzech muszkieterów stojących na straży tajemnic przeszłości ruszyła w stronę lasu. Ich cel był prosty. Znalezienie zaginionego Bagshota, a także Longbottom, Stewarda oraz kryształowej czaszki. W dowolnej kolejności, o ile główna gwiazda całego tego chaosu, czyli Owen, wyjdzie ze swojej wycieczki bez szwanku.
Pierwsze zaskoczenie? Natknięcie się na Brennę w towarzystwie innego czarodzieja, który nie był Patrickiem Stewardem. Ten widok nieco wytrącił Sebastiana z równowagi. Nie tego się spodziewał, biorąc pod uwagę wizje, jakiej doznał Trelawney. Drugie zaskoczenie? Dzikie wrzaski, które rozległy się tuż za nimi. Może obcy nadszedł od strony zabudowań, które niedawno opuścili?
Macmillan podskoczył na dźwięk kolejnych okrzyków ze strony obcego mężczyzny. Nie rozpoznawał głosu przybysza, trudno było mu też dopasować sylwetkę czy odległy zarys twarzy do... Cóż, czegokolwiek. Zanim jednak zdołał mu się dokładniej przyjrzeć, czarodziej sięgnął po różdżkę i stały się trzy rzeczy: płomienie uderzyły w krzaki, ziemia się rozstąpiła, a dwie ledwo zbite ze sobą w jedno grupy, ponownie zostały rozdzielone.
Wielka Matko miej nas w swojej opiece, pomyślał, odsuwając się od korzeni, które wyrosły spomiędzy krzewów i zaczęły krążyć w ich stronę. Czuł coraz to mocniejsze drżenie pod stopami... Przyroda zaczęła kompletnie wariować. Przełknął głośno ślinę. Nie był na Beltane, toteż nie widział na własne oczy tego, co spotkało Polanę Ognisk, jednak czy wówczas zdarzyło się coś podobnego. Nagle nabrał większego respektu do pracowników Ministerstwa Magii, którzy wówczas pełnili służbę.
Sebastian próbował się wycofać, jednak ze zdziwieniem zauważył, że chociaż napina mięśnie, jego nogi tkwią w miejscu. Szarpnął jeden raz. Potem drugi. A potem jeszcze raz. Niestety, leśne witki, zamiast go puścić, zdawały się zaciskać wokół jego butów, jakby planowały uczynić z niego część nowego żywopłotu odgradzającego las od mugolskiego ośrodka wypoczynkowego.
— Longbottom! — rzucił ostro, jakby to wszystko było jej winą. — Nienawidzę cię... Wiesz o tym, pra-prawda? Same kłopoty z tobą i...
Podniósł wzrok na czarownicę i dopiero wówczas zdał sobie sprawę, że i ona stała się obsesją tutejszej roślinności. To musiała być kara boska za wpychanie nosa w nieswoje sprawy i wygrzebywanie najgorszych przekleństw w mrocznych zakamarków tego świata. Wielka bohaterka, phi. Niech najpierw znajdzie sposób na ocalenie Zimnych, może wtedy faktycznie zasłuży na to miano.
— Pere-grinus? — rzucił Sebastian, próbując sięgnąć niezgrabnie po skrytą w kieszeni różdżkę, zanim korzonki oplotą jego łydki i przejdą do kolan.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom + @Norvel Twonk
Po wizycie w głównej siedzibie ośrodka celem pozostawienia po sobie stosownej notki, trzech muszkieterów stojących na straży tajemnic przeszłości ruszyła w stronę lasu. Ich cel był prosty. Znalezienie zaginionego Bagshota, a także Longbottom, Stewarda oraz kryształowej czaszki. W dowolnej kolejności, o ile główna gwiazda całego tego chaosu, czyli Owen, wyjdzie ze swojej wycieczki bez szwanku.
Pierwsze zaskoczenie? Natknięcie się na Brennę w towarzystwie innego czarodzieja, który nie był Patrickiem Stewardem. Ten widok nieco wytrącił Sebastiana z równowagi. Nie tego się spodziewał, biorąc pod uwagę wizje, jakiej doznał Trelawney. Drugie zaskoczenie? Dzikie wrzaski, które rozległy się tuż za nimi. Może obcy nadszedł od strony zabudowań, które niedawno opuścili?
Macmillan podskoczył na dźwięk kolejnych okrzyków ze strony obcego mężczyzny. Nie rozpoznawał głosu przybysza, trudno było mu też dopasować sylwetkę czy odległy zarys twarzy do... Cóż, czegokolwiek. Zanim jednak zdołał mu się dokładniej przyjrzeć, czarodziej sięgnął po różdżkę i stały się trzy rzeczy: płomienie uderzyły w krzaki, ziemia się rozstąpiła, a dwie ledwo zbite ze sobą w jedno grupy, ponownie zostały rozdzielone.
Wielka Matko miej nas w swojej opiece, pomyślał, odsuwając się od korzeni, które wyrosły spomiędzy krzewów i zaczęły krążyć w ich stronę. Czuł coraz to mocniejsze drżenie pod stopami... Przyroda zaczęła kompletnie wariować. Przełknął głośno ślinę. Nie był na Beltane, toteż nie widział na własne oczy tego, co spotkało Polanę Ognisk, jednak czy wówczas zdarzyło się coś podobnego. Nagle nabrał większego respektu do pracowników Ministerstwa Magii, którzy wówczas pełnili służbę.
Sebastian próbował się wycofać, jednak ze zdziwieniem zauważył, że chociaż napina mięśnie, jego nogi tkwią w miejscu. Szarpnął jeden raz. Potem drugi. A potem jeszcze raz. Niestety, leśne witki, zamiast go puścić, zdawały się zaciskać wokół jego butów, jakby planowały uczynić z niego część nowego żywopłotu odgradzającego las od mugolskiego ośrodka wypoczynkowego.
— Longbottom! — rzucił ostro, jakby to wszystko było jej winą. — Nienawidzę cię... Wiesz o tym, pra-prawda? Same kłopoty z tobą i...
Podniósł wzrok na czarownicę i dopiero wówczas zdał sobie sprawę, że i ona stała się obsesją tutejszej roślinności. To musiała być kara boska za wpychanie nosa w nieswoje sprawy i wygrzebywanie najgorszych przekleństw w mrocznych zakamarków tego świata. Wielka bohaterka, phi. Niech najpierw znajdzie sposób na ocalenie Zimnych, może wtedy faktycznie zasłuży na to miano.
— Pere-grinus? — rzucił Sebastian, próbując sięgnąć niezgrabnie po skrytą w kieszeni różdżkę, zanim korzonki oplotą jego łydki i przejdą do kolan.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom + @Norvel Twonk