Victoria czuła w kościach, że to nie będzie dobry ani miły dzień już od poranka, a nawet wcześniej, od czasu, gdy Cain musiał się stąd ewakuować w trybie pilnym. Nerwy miała napięte cały czas, a towarzystwo tego wrażenia nie poprawiało, zwłaszcza, gdy brali to wszystko za jakąś zabawę, a nie na poważnie. Zaczepki, konkursy i tak dalej, gdy ona jedna cały czas czuła ten wlewający się do serca niepokój. Narastał tylko, gdy spotkali tę ranną fokę, tę samą, która teraz drżała ze strachu przy nich na łódce. Ale największy noepokój poczuła, gdy uświadomiła sobie, że te cholerne trytony mamiły ludzi już od lat. Z początku niewinnie, tak, że nikt nie połapał się przez tyle czasu, co się właściwie działo, ale teraz wszystko zaklikało w głowie Lestrange na właściwe miejsce: to trytony spowodowały „samobójczą” śmierć poprzez utopienie się Tary Roberts. Byli jeszcze zaginieni mugole i niedawne zaginięcie pary czarodziejów. – pewnie w tym też maczały swoje paluchy trytony, ale to przy Tarze sprawa wydawała się być jasna. Dlatego też teraz Victoria z tym większym niepokojem ściskała swoją różdżkę i rozglądała się po jeziorze, gdy każdy ruch wioseł przybliżał ich do właściwego brzegu.
Wszystko zamarło nagle, jak taka cisza przed burzą; wiatr się uspokoił i nie bawił już ciemnymi, prawie czarnymi włosami Victorii, wiosła nie zmąciły już tafli jeziora, chociaż kółka wciąż się na jego powierzchni robiły od poprzedniego ich ruchu. Wtem na granicy słyszalności Victoria dosłyszała krzyk z okolic Ośrodka, zdążyła jedynie skierować wzrok w tamtą stronę i…
Łódź zakołysała się niespokojnie, coś uderzyło w jej dół, nastąpił trzask i jęk desek i zlała ich woda. Kiedyś tonięcie było prawdziwym strachem Victorii, ale w pewnym momencie uświadomiła sobie, że to nie tego boi się najbardziej, a samotności i powolnego umierania. To nie wody się bała – i może całe szczęście, bo za chwilę nastąpiło drugie uderzenie od dołu, na moment poderwało ich w powietrze i… wtedy wpadli do wody.
Była zanurzona cała, ubrania nasiąknęły w moment, kobieta zmusiła się do otworzenia oczu, by zorientować się gdzie w ogóle jest dół, a gdzie góra, mignęły jej sylwetki towarzyszy, Laurent, Perseus i foka, nigdzie nie widziała Geraldine ani Esme i chyba tylko jakiś instynkt kazał jej zamachać rękoma i skierować się w górę, by wystawić głowę poza powierzchnię wody.
Łapczywie nabrała powietrze w płuca i spróbowała wytworzyć wokół siebie bąbel powietrza, by móc zanurzyć głowę ponownie już bez strachu o to, że zaraz skończy jej się powietrze. Chciała pomóc swoim towarzyszom, głównie Perseusowi, bo wiedziała, że kto jak kto, ale Laurent w wodzie sobie poradzi najlepiej z nich – i spróbowała to samo co u siebie, powtórzyć na Perseusie, by mógł zaczerpnąć pod wodą oddech. Nie był do końca sprawny fizycznie i z pewnością trzeba będzie mu pomóc, więc to w jego stronę się skierowała, płynąc pod wodą.
Kształtowanie – bąbel powietrza wokół głowy (zaklęcie Bąblogłowy z kanonu [link])
Sukces!
Sukces!