18.05.2024, 16:07 ✶
— W tym przypadku sprowokowanie go brzmi całkiem nieźle — stwierdził Erik, rozglądając się badawczo na prawo i lewo. Chociaż przeprowadzili już pierwsze porządki w rezydencji, tak dalej została tu spora ilość mebli: dobrze by było ich nie zniszczyć. — Latanie za nim i ciskanie w niego zaklęciami nie zda się na zbyt wiele. A zapędzenie go w kozi róg kosztem zdemolowania części posiadłości, to niezbyt dobra nagroda. — Westchnął cicho. — Skoro się na ciebie uwziął, to może i na ciebie zwróci uwagę, Mills. Mnie ten układ pasuje.
Lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej poniekąd nauczyły go, że nie zawsze jest sens się spierać. W tym przypadku los ewidentnie działał na korzyść panny Moody. Nawiązała kontakt z duchem, toteż miała z nim największe doświadczenie. Niektórzy powiedzieliby, że dlatego było jej przeznaczone grać główną rolę w tym małym polowaniu. Poza tym Longbottom uważał to za dobrą... Rozgrzewkę? Chyba tak to można było nazwać. W jakiś sposób trzeba było przygotować Mildredę na powrót do służby, a walka z poltergeistem była równie dobrym treningiem jak każdy inny. No może z wyjątkiem szermierki. Szermierka wygrywała ze wszystkim.
— Cienko u mnie z zaklęcia rozpraszającymi, ale mogę to wziąć na siebie — rzucił na słowa Hardwicka. Nie miał problemu z tym, aby oddelegować się do roli wsparcia dla reszty grupy. Poza tym może i rozpraszanie czarów nie było u niego mocną stroną, tak był przekonany, że akurat na zaklęciach kształtujących mógł w pełni polegać. Jedna z nielicznych sztuk magii, w której rzeczywiście się wyspecjalizował w ciągu ostatnich lat.
Pozwolił Mills przegadać z Thomasami sprawę domknięcia kręgu, nie odzywając się przy tym zbytnio. Wydawało mu się, że podział zadań wyszedł mu całkiem nieźle: Millie posłuży za przynętę na ducha, Hardwick i Figg będą jej towarzyszyć uzbrojeni w wiedzę na temat uwięzienia poltergeista, a on sam będzie z boku ubezpieczał ich grupę i dbał o to, aby duch-rozrabiaka nie zrzucił na nikogo regału z książkami. Mogło być gorzej, pomyślał, cierpliwie czekając, aż dziewczyna skończy swe wyjaśnienia.
— Gdzie cię wcześniej dorwał, Mills? — rzucił po chwili, tuż po tym, jak doszły do nich trzaski dochodzące z biblioteki. — Znaleźliście wczoraj jakieś miejsce, przy którym był bardziej... Czujny? — Wejście na jego ''ulubiony'' teren w posiadłości Juliusów na pewno by go sprowokowało. W przeciwnym razie musieliby go najpierw wywabić w odpowiednie miejsce, aby potem wytyczyć drogę na strych. — Jeśli jesteście gotowi to...
Wzruszył sztywno ramionami. Był gotów zacząć choćby i teraz.
Lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej poniekąd nauczyły go, że nie zawsze jest sens się spierać. W tym przypadku los ewidentnie działał na korzyść panny Moody. Nawiązała kontakt z duchem, toteż miała z nim największe doświadczenie. Niektórzy powiedzieliby, że dlatego było jej przeznaczone grać główną rolę w tym małym polowaniu. Poza tym Longbottom uważał to za dobrą... Rozgrzewkę? Chyba tak to można było nazwać. W jakiś sposób trzeba było przygotować Mildredę na powrót do służby, a walka z poltergeistem była równie dobrym treningiem jak każdy inny. No może z wyjątkiem szermierki. Szermierka wygrywała ze wszystkim.
— Cienko u mnie z zaklęcia rozpraszającymi, ale mogę to wziąć na siebie — rzucił na słowa Hardwicka. Nie miał problemu z tym, aby oddelegować się do roli wsparcia dla reszty grupy. Poza tym może i rozpraszanie czarów nie było u niego mocną stroną, tak był przekonany, że akurat na zaklęciach kształtujących mógł w pełni polegać. Jedna z nielicznych sztuk magii, w której rzeczywiście się wyspecjalizował w ciągu ostatnich lat.
Pozwolił Mills przegadać z Thomasami sprawę domknięcia kręgu, nie odzywając się przy tym zbytnio. Wydawało mu się, że podział zadań wyszedł mu całkiem nieźle: Millie posłuży za przynętę na ducha, Hardwick i Figg będą jej towarzyszyć uzbrojeni w wiedzę na temat uwięzienia poltergeista, a on sam będzie z boku ubezpieczał ich grupę i dbał o to, aby duch-rozrabiaka nie zrzucił na nikogo regału z książkami. Mogło być gorzej, pomyślał, cierpliwie czekając, aż dziewczyna skończy swe wyjaśnienia.
— Gdzie cię wcześniej dorwał, Mills? — rzucił po chwili, tuż po tym, jak doszły do nich trzaski dochodzące z biblioteki. — Znaleźliście wczoraj jakieś miejsce, przy którym był bardziej... Czujny? — Wejście na jego ''ulubiony'' teren w posiadłości Juliusów na pewno by go sprowokowało. W przeciwnym razie musieliby go najpierw wywabić w odpowiednie miejsce, aby potem wytyczyć drogę na strych. — Jeśli jesteście gotowi to...
Wzruszył sztywno ramionami. Był gotów zacząć choćby i teraz.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞