— Od zawsze taki jestem, jak mam w takim razie zluzować paski? To jak często bywasz w Gospodzie pod Świńskim Łbem? — Żachnął się na słowa kuzynki. Nie powinno to być żadnym zaskoczeniem, że w dużej mierze Leonowi bliżej do dorosłego uwięzionego w nastoletnim ciele, choć też potrafił żartować i zachowywać się bardziej swobodnie w pewnych sytuacjach. W rzeczywistości nie wziął do siebie słów kuzynki i ona również nie powinna tego zrobić, w końcu nie znała go od wczoraj. Takie przytyki często pojawiały się w ich rozmowach. Uśmiech nie schodził mu z ust.
— Na wszystko przyjdzie jeszcze czas. Podoba mi się jedna dziewczyna z mojego roku i z naszego domu. Tyle powinno ci wystarczyć. — Leon doskonale wiedział, że w życiu każdego ucznia egzaminy są pewne i ich zdanie było kwestią przeznaczenia odpowiedniej ilości czasu na na powtórzenie materiału. Na samą miłość też przyjdzie czas, tak jak na intymność o której jego kuzynka wyrażała się w ordynarny sposób. Co do jednego miała rację - pozostawał otwarty w tych sprawach, na tyle na ile powinien być otwarty człowiek w jego wieku. Po szkolnych miłościach pojawią się inne. Z niecierpliwością czekał aż ułoży przed nim tarota.
— Takie słownictwo nie przystoi dziewczynom. Mogę wrzucać ci knuta za każde przekleństwo, jakiego użyjesz w mojej obecności. Może pójdziemy, jeśli w tym słoiku uzbierasz równo trzy sykle na porcję kremowego piwa. Umowa stoi? — Zdawał sobie sprawę z tego, że zabrzmiał w tym momencie bardzo staroświecko, jednak taki już był. Wydawał się być skłonny przystać na takie warunki. Zawsze zdoła wygrzebać z portfela jednego knuta. Rodzice przysyłali mu całkiem przyzwoite kieszonkowe, a czasem nawet dodatkowe pieniądze, jeśli wypadały mu dodatkowe wydatki.
— Przy mojej matce nie powinnaś w ten sposób interpretować układów kart. Nic co dobre w życiu nie przychodzi łatwo. — Poradził jej, dobrze znając swoją matkę i sposób w jaki ona prowadziła swoje zajęcia z wróżbiarstwa. W gruncie rzeczy to nie była zła wróżba.