18.05.2024, 20:26 ✶
Myślałem. Sam nie byłem pewny, o czym dokładnie. Próbowałem sobie wyobrazić Flynna - po raz kolejny - w tych ciemnych Ścieżkach, pozbawionych słońca. Jak przemyka korytarzami niczym cień, jak czasami sprzedawał komuś kosę w mrocznym zaułku, jak wracał zadowolony do Fontaine i oczekiwał pochwał... Serce ściskało mi się na te wizje, ale prawda była taka, że wcale nie cierpiał. To mu się podobało, takie życie, pozbawione słońca i świadomości, wiecznie pijany czy naćpany, czy to i to. Przez te lata był z nią zżyty. Był jej potrzebny, więc karmiła go tym, czego potrzebował. Załatwiła mu nawet chłopaka-dziwkę, którą sam wybrał. A on był w nią zapatrzony niczym w obrazek, póki ten obraz nie zaczął się niszczeć...
Ciekawe, czy tego żałował. Myślałem o tym i, cóż, dochodziłem do wniosku, że tak. Miałem wrażenie, że nawet przebijała się przez jego głos pewna nostalgia, kiedy wspominał o tym, że przez to zwycięstwo utraciła poczytalnością. Gdyby to się nie wydarzyło, zapewne dalej by tam był. Nie myślałby o mnie, o nas - taka była prawda.
A jeszcze nie sama Fontaine była na tym świecie, która zaprzątała głowę Flynna. Były w niej inne osoby. Kochał mnie, ale... Ale co z resztą tej gromady? Razjel, Lukrecja, Cukierniczka... I kto tam jeszcze był, tego nie wiedziałem!
Ale nie! Nie powinienem myśleć w tych kategoriach. Najważniejsze było zapewnienie bezpieczeństwa cyrkowi, chronienie Flynna, więc jakieś bzdury swojego umysłu powinienem odrzucić na bok. Szkoda było czasu na jakieś brednie. Fakty byly jasne - Flynn mnie kochał i mnie nie zostawi, zawsze do mnie wróci.
- Nieistotne. Próbuję łączyć fakty, bo trochę tego jest - zauważyłem z lekkim uśmiechem, próbując wciąż przegonić niepokój. Może nie powinienem się obawiać uczuć Flynna, ale intencji tych wszystkich ludzi kręcących się wokół niego już jak najbardziej. - Myślisz, że starzy współpracownicy Dantego wrócą do jego szeregów czy raczej go oleją...? Kojarzysz kogoś? Można by również wybadać, co się dzieje z Fontaine. Niby tak czekamy i czekamy, a może już kompletnie o tobie zapomniała... przez swoje szaleństwo - zauważyłem, próbując myśleć pozytywnie, ale też nie chcąc zranić Flynna. Myślę, że chciał być dla niej ważną osobą, ale może tak naprawdę ona go już nie potrzebowała, więc adekwatnie miała go w głębokim poważaniu.
- Wiesz, nie powinniśmy czekać na nie wiadomo co, tylko zbadać teren i się przygotować. Masz jeszcze jakieś kontakty na Ścieżkach...? - zapytałem, wpatrując się w jego oczy i dochodziłem do jednego wniosku. Nie, Flynn nie był w stanie się przed kimkolwiek samemu bronić. Potrzebował kogoś, kto będzie nad nim, dlatego uczepiał się mnie niczym koła ratunkowego. Niby miał mnie za kogoś miękkiego, kto pięciu minut nie przetrwa na Ścieżkach, a jednak to ja, moja obecność, dotyk i uwaga były jego podporą.
Ciekawe, czy tego żałował. Myślałem o tym i, cóż, dochodziłem do wniosku, że tak. Miałem wrażenie, że nawet przebijała się przez jego głos pewna nostalgia, kiedy wspominał o tym, że przez to zwycięstwo utraciła poczytalnością. Gdyby to się nie wydarzyło, zapewne dalej by tam był. Nie myślałby o mnie, o nas - taka była prawda.
A jeszcze nie sama Fontaine była na tym świecie, która zaprzątała głowę Flynna. Były w niej inne osoby. Kochał mnie, ale... Ale co z resztą tej gromady? Razjel, Lukrecja, Cukierniczka... I kto tam jeszcze był, tego nie wiedziałem!
Ale nie! Nie powinienem myśleć w tych kategoriach. Najważniejsze było zapewnienie bezpieczeństwa cyrkowi, chronienie Flynna, więc jakieś bzdury swojego umysłu powinienem odrzucić na bok. Szkoda było czasu na jakieś brednie. Fakty byly jasne - Flynn mnie kochał i mnie nie zostawi, zawsze do mnie wróci.
- Nieistotne. Próbuję łączyć fakty, bo trochę tego jest - zauważyłem z lekkim uśmiechem, próbując wciąż przegonić niepokój. Może nie powinienem się obawiać uczuć Flynna, ale intencji tych wszystkich ludzi kręcących się wokół niego już jak najbardziej. - Myślisz, że starzy współpracownicy Dantego wrócą do jego szeregów czy raczej go oleją...? Kojarzysz kogoś? Można by również wybadać, co się dzieje z Fontaine. Niby tak czekamy i czekamy, a może już kompletnie o tobie zapomniała... przez swoje szaleństwo - zauważyłem, próbując myśleć pozytywnie, ale też nie chcąc zranić Flynna. Myślę, że chciał być dla niej ważną osobą, ale może tak naprawdę ona go już nie potrzebowała, więc adekwatnie miała go w głębokim poważaniu.
- Wiesz, nie powinniśmy czekać na nie wiadomo co, tylko zbadać teren i się przygotować. Masz jeszcze jakieś kontakty na Ścieżkach...? - zapytałem, wpatrując się w jego oczy i dochodziłem do jednego wniosku. Nie, Flynn nie był w stanie się przed kimkolwiek samemu bronić. Potrzebował kogoś, kto będzie nad nim, dlatego uczepiał się mnie niczym koła ratunkowego. Niby miał mnie za kogoś miękkiego, kto pięciu minut nie przetrwa na Ścieżkach, a jednak to ja, moja obecność, dotyk i uwaga były jego podporą.