— Morpheus Shafiq... Nie, za bardzo szeleści. Jakoś to przeżyjemy.
Zacisnęli kłódkę na prętach mostu, z cichym kliknięciem. Perła okręciła się, błyszcząc delikatnym srebrem, które transformowało się w ich inicjały światłem na jej powierzchni, trwało kilka krótkich chwil i zgasło, wtapiając się w gładką przestrzeń kłódki. Zwierzęta patrzyły przez chwilę na nich, oddychające, ruchome, układały się na swoich pozycjach, aby wygodnie zamarznąć w czasie w najlepszej dla siebie.
— My, dwaj najdrożsi sobie mężczyźni, byliśmy tutaj. Jeśli chcesz znać nasze imiona, to Morfeusz i Antoniusz — powiedział uroczyście, parafrazujące echo czasów, pył Wezuwiusza, napis z murów Pompei, ściany zamtuzu Innulusa i Papilli. Antoniusz musiał rozpoznać ten cytat, bo to on mu go pokazał, czarnobiałą fotografię mugolską i przetłumaczył dla niego dawno temu. Wdawało mu się, że idealnie pasuje do tego pozornie losowego momentu w czasie. On znał czas, był z nim na ty, wiedział, że ten moment czekał na nich od zarania dziejów, odkąd czas zaczął istnieć.
— Anam Cara. Kto by się spodziewał... W sumie ja, ja powinienem się spodziewać, prawda? Pora na toast!
Nie zdążył jednak zacząć jednego ze swoich sławetnych, uroczystych zawołań do bogów, które poruszały niebo i ziemię, bo niemal z powietrza pojawił się przed nimi policjant, jednakże nie taki, do którego byli przyzwyczajeni. Normalnie Morpheus uśmiechał się i witał po nazwisku z funkcjonariuszami BUM-u, a jeśli ich nie znał, oni znali jego z widzenia oraz Brennę i Erika. Normalnie nie było żadnego problemu z prawem, gdy twoja rodzina pilnuje tego prawa. Tym razem jednak był to funkcjonariusz mugolski.
— Drodzy panowie, a co to ma być... Nie wolno tu przebywać po zamknięciu parku. — Słusznej postury funkcjonariusz z sumiastym wąsem przypominał odbitego w krzywym zwierciadle Jeremiaha, starszego brata Morpheusa, aż mimowolnie dotknął swojego złamanego nosa. Było w nim coś, co od lat sprawiało, że Niewymowny odrzucał jakiekolwiek wizje stałych związków z mężczyznami, coś, co go niesamowicie przerażało. Potwierdzenie padło chwilę później. — Po domach sobie możecie, pieprzone pedały. Pójdziecie po dobroci czy mam wam pomóc?
Morpheus wyciągnął w odruchu różdżkę.