23.12.2022, 22:24 ✶
Tak jak Sauriel i Eryk byli do siebie podobni, tak podobne były Victoria i Isabelle. Po prostu jabłko niedaleko pada od jabłoni, zresztą to nie kto inny jak Isabelle wtłoczyła w głowę swojej córki jej ambicję i potrzebę, by być najlepszą. Lubiła konkrety w takich biznesowych sprawach, a Isabelle też musiała być konkretna pracują w Departamencie Skarbu i zajmując się finansami. W takich momentach nie było miejsca na marzycielstwo i roztrzepanie, po prostu. Tak jak powiedziała Saurielowi: czas to pieniądz, a w tym wypadku, czas to był nie tylko pieniądz, ale także życie.
- Bardzo dziękuję – odpowiedziała Erykowi na ten komplement. Szczery czy nie – na pewno był miły. A najgorsze było to, że w tych krótkich zdaniach lepiej dogadywała się z tym facetem niż z mężczyzną, który miał się stać częścią jej życia. Masakra.
- Naprawdę tak by cię zabolało, jakbyśmy prowadzili ze sobą cywilizowane rozmowy? – znowu zaczynał. A jeszcze dobrze jego ojciec nie wyszedł. Tak, była na niego obrażona, tak, była na niego wściekła, tak, miała go dość. Ale jednak… miał zostać jej mężem – a przynajmniej wszystko na to wskazywało. I wcale nie chciała takiego życia, że wraca po pracy do domu i… woli iść do pubu niż tam, gdzie mieszka. - Nie chcę być twoim wrogiem – stwierdziła po prostu kiedy siadała na krześle i wpatrywała się w Sauriela. - Kiedyś będziemy musieli o tym porozmawiać – więc lepiej, żeby był gotowy, bo Victoria nie przywykła do tego, by miała odpuszczać, jak już sobie coś wymyśliła. Była na to zbyt uparta. - No dobrze. To ile wiesz i jak możesz i chcesz pomóc?
- Bardzo dziękuję – odpowiedziała Erykowi na ten komplement. Szczery czy nie – na pewno był miły. A najgorsze było to, że w tych krótkich zdaniach lepiej dogadywała się z tym facetem niż z mężczyzną, który miał się stać częścią jej życia. Masakra.
- Naprawdę tak by cię zabolało, jakbyśmy prowadzili ze sobą cywilizowane rozmowy? – znowu zaczynał. A jeszcze dobrze jego ojciec nie wyszedł. Tak, była na niego obrażona, tak, była na niego wściekła, tak, miała go dość. Ale jednak… miał zostać jej mężem – a przynajmniej wszystko na to wskazywało. I wcale nie chciała takiego życia, że wraca po pracy do domu i… woli iść do pubu niż tam, gdzie mieszka. - Nie chcę być twoim wrogiem – stwierdziła po prostu kiedy siadała na krześle i wpatrywała się w Sauriela. - Kiedyś będziemy musieli o tym porozmawiać – więc lepiej, żeby był gotowy, bo Victoria nie przywykła do tego, by miała odpuszczać, jak już sobie coś wymyśliła. Była na to zbyt uparta. - No dobrze. To ile wiesz i jak możesz i chcesz pomóc?