Bellatrix pojawiła się w rezydencji późnym wieczorem. Wzięła urlop z okazji tego wielkiego wydarzenia i chciała zjawić się tutaj wcześniej, aby spędzić nieco czasu z bliskimi. Ostatnio bywała tu rzadko, nad czym okropnie ubolewała. Pamiętała wakacje, kiedy rodzice zostawiali ją tu na dłużej, aby mogła nacieszyć się świeżym powietrzem, z dala od tłocznego Londynu. Lubiła to miejsce, chociaż nie zawsze było jej po drodze z przyrodą. Od czasu do czasu dobrze było jednak odetchnąć od zgiełku.
Przygotowania do ślubu trwały od kilku dni. Wiedziała, że każdy szczegół musi być dopracowany, mimo, że nie był to pierwszy ślub obojga małżonków. Najwyraźniej zdarzało się i wśród czystokrwistych, że pierwszy, a nawet drugi wybór nie był trafiony. Dobrze, że nie zamierzali męczyć się w nieudanym małżeństwie. W końcu mieli przed sobą całe życia, bez sensu było je marnować na nietrafione miłości. Nie miała pojęcia o tym, że w przypadku tego ślubu chodziło o coś więcej, nie wiedziała, że panna młoda jest brzemienna, to pewnie nieco zmieniło by jej wizję.
Sama ostatnio zastanawiała się sporo nad tematem małżeństwa, w końcu ona została zaręczona, wydawało by się, że z odpowiednią osobą, tyle, że pojawił się niepokój i nie widziała swojego narzeczonego od kilku tygodni. Nie miała pojęcia, czy zjawi się na ślubie, nie wiedziała też, jak zostanie odebrana jej samotna wizyta na tym wydarzeniu, na pewno zaczną plotkować, coraz bardziej jednak upewniała się w tym, że jej serce jest przeznaczone komuś innemu, tyle, że nie miała pojęcia, czy jej miłość kiedykolwiek będzie miała szansę zostać odwzajemniona, trudny był los dziewczyny, która zakochała się w Lordzie Voldemorcie. Zresztą nie wyobrażała sobie, jakby miała powiedzieć Mistrzowi o swoimi uczuciu. O tym, że śniła o nim nocami, że nie mogła przestać myśleć o jego idealnej twarzy... Wiedziała, że jest to marzenie, które nie miało racji bytu, dlatego trzymała je bardzo głęboko, tak, aby nikt nie dowiedział się o tym, co kryje jej serce.
Wyszła do ogrodu, zachęcona piękną pogodą wymknęła się z rezydencji, aby skorzystać z darów matki natury. Czereśnie z tego zaklętego drzewa kojarzyły się jej z dzieciństwem. Do dzisiaj pamiętała ten wyjątkowy smak, chciała sprawdzić, czy faktycznie pamięć jej nie zawodzi.
Sięgała właśnie po jeden z owoców, kiedy usłyszała znajomy głos. Odwróciła się gwałtownie, jakby została przyłapana na czymś niegodnym. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, kiedy zobaczyła przed sobą wuja.
- Cześć. - Nadal nie wiedziała, czy ze względu na konwenanse powinna nazywać go wujem, odpuściła sobie to jednak. - Tak, miałam chęć przypomnieć sobie te piękne lata dzieciństwa spędzone pod tym drzewem. To niesamowite, że te owoce są tu przez całe wakacje, nie sądzisz? - Stanęła na palcach, aby sięgnąć po czereśnię. - Jak samopoczucie przed wielkim dniem? - Chyba grzecznie byłoby o to zapytać.