Na słowa o pączkach uśmiechnął się w dosyć diabelny sposób. Zdecydowanie w jego głowie coś się uroiło, ale nie miał zamiaru tego mówić dziewczynie. To, że Brenna lubiła słodycze było dla niego oczywiste. Pamiętał o tym na każdym kroku, ale teraz nie mieli czasu na przekomarzania się. Właśnie coś buszowało po chacie, w której było sporo osób nieświadomych potencjalnego niebezpieczeństwa.
– Tego nikt nigdy nie chciał, ale z naszej dójki mnie bardziej nie lubiła. To pewnie przez mój kolor – mruknął pod nosem.
Dla każdego nauczyciela był taki sam, może wobec McGonagall był bardziej ostrożny. Ta kobieta miała w sobie coś, co sprawiało, że nawet on – Prewett miał wobec niej sporą dawkę respektu, ale relacji nie ułatwiało też to, że czuł od tej kobiety niechęć. Podejrzewał, że były to po prostu uprzedzenia.
Teraz jednak był większy problem niż wspominki ze szkoły.
Zrobił krok w tył, gdy z góry spadł żyrandol patrząc z obawą na Brennę, ale ta na szczęście sobie poradziła i była cała.
– Co jest do cholery? – zadał pytanie bardziej do siebie niż do dziewczyny. – Ej, kutasie – zwrócił się do ducha, może chcąc ściągnąć jego uwagę na siebie, może zmusić go aby sam się ujawnił? Trzymając mocno różdżkę rzucił zaklęcie rozpraszające, chcąc ujawnić obecność ducha. Nie wiedział, czy to pomoże. Raczej rzadko łapał duchy, miał wiedze bardziej teoretyczną i jedynego poltergeista jakiego znał unikał. Bardziej skupiał się na magicznych stworzeniach, które można oswajać, a nie dzikie duchy nawiedzające opuszczone budynki. – Paskudo, nic ci nie jest? – zerknął na nią, aby się upewnić, czy żaden regał nie leci w jej stronę.
Rzut na rozproszenie
Akcja nieudana
Akcja nieudana