Tam gdzieś mogło czekać na nich prawdziwe jądro ciemności, wobec czego Leon odczuwał zarówno własne podekscytowanie i zarazem wszystkie obawy wobec nieznanego. Nieznane mogło go przerosnąć albo nawet się przyczyną jego zguby. Albo nawet ich zguby - siedzieli w tym razem. Nawet, jak istniały na tym świecie rzeczy, za które warto było umrzeć w postaci wzniosłych ideałów, tak on chciał jeszcze pożyć. Przy odrobinie szczęścia dożyje starości.
— Prawdopodobnie nie. — Przed udzieleniem odpowiedzi przez kuzyna pytanie spojrzał z ukosa na porastającą ten teren lichą trawę. Leon nie chciał przegłodzić tego kucyka. Tak jak nie chciał wędrować z pustym żołądkiem. Sam zdecydował się na jedną z kanapek. Podczas jedzenia spoglądał na swojego kuzyna, który postanowił poruszyć temat tych run. Nie ukrywał, że one wzbudziły w nim zainteresowanie.
— Żaden ze mnie specjalista od run, ale co dwie głowy to nie jedna. Mamy też dodatkową różdżkę. — W tym momencie Leon zdawał się podchodzić do tego nad wyraz entuzjastycznie między przeżuwaniem kolejnych kęsów trzymanej w dłoniach kanapki. — Nie mam żadnych podstaw ku temu aby zaprzeczyć twoim słowom, tym bardziej, że przedstawiane przez ciebie założenia brzmią sensownie. — W swoich dziedzinach mógł uchodzić za eksperta, ale gdyby to robił w przypadku badania run to zdecydowanie bardziej pozjadałby wszystkie rozumy.
— Jeśli przyjmiemy, że ten runiczny napis to faktycznie wołanie o pomoc to co tam musiało się stać? — Padło pytanie z jego strony. Peregrinus nie musiał znać na nie odpowiedzi. Trudno powiedzieć, co takiego mogło czekać na nich w tamtej jaskini. — To mogłoby okazać się bardzo dogodne. — Mogło być tak, że tym razem nie powtórzy się to, czego doświadczył jego kuzyn będąc po raz pierwszy w tej grocie.