18.05.2024, 23:50 ✶
Przez chwile towarzyszy jej dziwne dejavu. Pewne elementy tej rozmowy zdawaly jej się przypominać inną konwersację, mającą miejsce kilka lat temu. Podobne emocje, to podniecenie, ta ekscytacja zbliżającymi się odkryciami… W przeciwieństwie jednak do tamtej rozmowy, Vera Travers nie ukazuje swoich emocji. Skrywa je pod doskonale wystudiowaną maską pewna, iż partner negocjacji mógłby wykorzystać to jako kartę przetargową. I komplement nie wywołuje rumieńca na jej twarzy jak przed kilkoma laty, choć z pewnością łechce on ego czarownicy. Z pewnością nie jest on argumentem który sprawi, że podejmie się przedsięwzięcia, choć serce wyrywa się z piersi do działania.
Już zaraz. Teraz. W tym momencie.
Powrotu do tych słodkich chwil, gdy królowało naukowe szaleństwo oraz poczucie, iż jest się na drodze do czegoś naprawdę wielkiego… Nie jest jednak pewna, czy ponowna praca nad tym projektem odbędzie się w takiej samej atmosferze. Lata mijały, czas z każdym kolejnym uderzeniem serca odsuwa ich od tamtych lat. Jak wiele uległo zmianie? Jak bardzo zmienił się Robert Mulciber? Jak bardzo zmieniła się i ona sama? Nie zna odpowiedzi na te pytania. I zapewne prędko ich nie pozna, gdyż poznanie istoty jest czynnością niezwykle czasochłonną. Wymagającą nie tylko pracy ale i chęci oraz uwagi na które, w tym momencie, Vera nie posiada ani czasu ani przestrzeni.
Ciche westchnienie ucieka z kobiecych ust.
- Nie mnie oceniać właściwość twoich działań. Nie byłoby to obiektywne. - Iście dyplomatyczna odpowiedź zasugerować ma, iż nie podziela jego odczuć. Rozumie, naprawdę rozumie, decyzje rodziny Mulciber z pewnością jednak nie zgodzi się ze stwierdzeniem iż dla wszystkich było to rozwiązaniem najlepszym. Jej spojrzenie jest czysto egoistyczne, mocno wypaczone nie tylko pracą ale i więzią, jaka niegdyś ich łączyła. Czy cokolwiek z niej jeszcze pozostało? Vera wie, że nawet jeśli okazałoby się to prawdą, z pewnością nie może mieć to wpływu na jej decyzję. Moczy usta w winie a później wstaje, by swobodnie przejść kilka kroków. Czuje potrzebę zmiany pozycji, przejścia kilku kroków. I nie powinno to być zaskoczeniem, zawsze głośno głosiła, że ruch pomaga podejmować trudne decyzje.
Powoli podchodzi do fotela na którym siedzi jej towarzysz, by stanąć za jego oparciem. Smukłe palce odnajdują drogę do męskiego ramienia. Niespiesznie suną wzdłuż jego linii, zatrzymując się dopiero u nasady szyi. Gest na który może pozwolić sobie w samotności.
Gest będący wyrazem sentymentu bądź niemego testu… Któż to wie?
- Jak chciałbyś aby przebiegała nasza współpraca? - Pytanie wypowiedziane gdzieś koło jego ucha. Pozostaje spokojna i niezwykle skrupulatna dbając, by żadna informacja nigdzie nie umknęła.
Odsuwa się robiąc kilka kroków w stronę okna - na tyle blisko by widzieć zarysy domów, na tyle daleko, aby nikt z zewnątrz nie zauważył jej sylwetki. Niegdyś sądziła, że podobne negocjacje winno się przeprowadzać pod gołym, nocnym niebem - wydawały jej się one wtedy o wiele bardziej szczere - dziś jednak zadaje się miejscem, w którym pozbawieni byli nie tylko niechcianych uszu ale i oczu.
Już zaraz. Teraz. W tym momencie.
Powrotu do tych słodkich chwil, gdy królowało naukowe szaleństwo oraz poczucie, iż jest się na drodze do czegoś naprawdę wielkiego… Nie jest jednak pewna, czy ponowna praca nad tym projektem odbędzie się w takiej samej atmosferze. Lata mijały, czas z każdym kolejnym uderzeniem serca odsuwa ich od tamtych lat. Jak wiele uległo zmianie? Jak bardzo zmienił się Robert Mulciber? Jak bardzo zmieniła się i ona sama? Nie zna odpowiedzi na te pytania. I zapewne prędko ich nie pozna, gdyż poznanie istoty jest czynnością niezwykle czasochłonną. Wymagającą nie tylko pracy ale i chęci oraz uwagi na które, w tym momencie, Vera nie posiada ani czasu ani przestrzeni.
Ciche westchnienie ucieka z kobiecych ust.
- Nie mnie oceniać właściwość twoich działań. Nie byłoby to obiektywne. - Iście dyplomatyczna odpowiedź zasugerować ma, iż nie podziela jego odczuć. Rozumie, naprawdę rozumie, decyzje rodziny Mulciber z pewnością jednak nie zgodzi się ze stwierdzeniem iż dla wszystkich było to rozwiązaniem najlepszym. Jej spojrzenie jest czysto egoistyczne, mocno wypaczone nie tylko pracą ale i więzią, jaka niegdyś ich łączyła. Czy cokolwiek z niej jeszcze pozostało? Vera wie, że nawet jeśli okazałoby się to prawdą, z pewnością nie może mieć to wpływu na jej decyzję. Moczy usta w winie a później wstaje, by swobodnie przejść kilka kroków. Czuje potrzebę zmiany pozycji, przejścia kilku kroków. I nie powinno to być zaskoczeniem, zawsze głośno głosiła, że ruch pomaga podejmować trudne decyzje.
Powoli podchodzi do fotela na którym siedzi jej towarzysz, by stanąć za jego oparciem. Smukłe palce odnajdują drogę do męskiego ramienia. Niespiesznie suną wzdłuż jego linii, zatrzymując się dopiero u nasady szyi. Gest na który może pozwolić sobie w samotności.
Gest będący wyrazem sentymentu bądź niemego testu… Któż to wie?
- Jak chciałbyś aby przebiegała nasza współpraca? - Pytanie wypowiedziane gdzieś koło jego ucha. Pozostaje spokojna i niezwykle skrupulatna dbając, by żadna informacja nigdzie nie umknęła.
Odsuwa się robiąc kilka kroków w stronę okna - na tyle blisko by widzieć zarysy domów, na tyle daleko, aby nikt z zewnątrz nie zauważył jej sylwetki. Niegdyś sądziła, że podobne negocjacje winno się przeprowadzać pod gołym, nocnym niebem - wydawały jej się one wtedy o wiele bardziej szczere - dziś jednak zadaje się miejscem, w którym pozbawieni byli nie tylko niechcianych uszu ale i oczu.