— Mam nadzieję, że wytrwasz w tym postanowieniu dłużej niż do pierwszej wizyty w księgarni. Myślę, że dołączenie do jakiegoś zakonu i przywdzianie habitu również mogłoby wyjść Ci na dobre? — odparł, uśmiechając się lekko na wzmiankę o zakonie. Cóż, teoretycznie już była w jednym. Nie wymagał on wprawdzie konkretnego stroju, ale żeby do niego dołączyć, należało odznaczać się pewnymi wartościami. I nie mieć rozregulowanego kompasu moralnego.
Gdyby znał myśli siostry, to prawdopodobnie przyznałby jej rację. Zdecydowanie nie podchodziła lekką ręką do wydawania dużych kwot bez wyraźnego powodu. Porównując ją z działaniami Elliotta Malfoya, szczerze wątpił, aby wydała dwadzieścia tysięcy galeonów na jedną kolację. Naturalnie, jeśli pieniądze miałyby pójść na cel charytatywny, pewnie by coś wykupiła, ale raczej nie sięgnęłaby po główną nagrodę. Jak to dobrze, że chodzili po tym świecie ludzie, którzy byli jeszcze bardziej szczodrzy niż ród Longbottomów.
— A ty wielu mężczyzn — odparował bez zastanowienia, zanim Brenna za daleko się zapędziła. Poczuł, jak gorąco uderzyło w jego policzki. Rozumiał, że mogła chcieć wyciągać na światło dzienne jego „miłostki” przy przyjaciołach lub przy rodzinie, ale przy kompletnie obcych ludziach? Miejże litość dziewczyno! Zerknął kątem oka na pracownika schroniska. — Proszę jej wybaczyć. Ona tak z radości, że będziemy mieli psa. To znaczy psy. W liczbie mnogiej.
Erik również nie ruszył się z miejsca, zamiast tego błądząc wzrokiem po psach, które już wybrali i trzeciego, który go wystraszył. Pokiwał lekko głową, gdy siostra zwróciła mu uwagę na podobieństwo między czarnym psiskiem a znanym w świecie czarodziejów omenem śmierci. Sąsiedzi mogliby się nieco przestraszyć. Tak samo, jak niektórzy domownicy. Nawet dziadek mógłby być nieco niezadowolony, że sprowadza mu się takie symbole do jego domu. Ehh...
— Dzięki za przypomnienie — mruknął, bo teraz wychodziło na to, że to ona jego przestrzegała przed lekkomyślnością. — Rozumiem, że ściągnięcie czarnego psa do domu to niezbyt dobry omen? Dobrze, niech będzie, odegram rolę tego odpowiedzialnego. Zamiast tego wpłacę jakąś darowiznę, okej?
Ewidentnie poczuł się urażony tym, że zwrócono mu uwagę, jednak Brenna miała trochę racji. Dwa psy to było już sporo, a musieli też mieć pewność, że zwierzaki dogadają się nie tylko z ludzkimi domownikami, ale też skrzatem i między sobą. Każdy dodatkowy psiak oznaczał, że będą musieli przeznaczyć więcej czasu na wpojenie im odpowiedniej dyscypliny, żeby posiadłość nie zmieniła się w cyrk na kółkach. Lepiej, żeby ograniczyli się do tej jednej pary.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞